
Walne bez woli – MGHKS Bolesław Bukowno wychował setki, a dziś nie ma kto go uratować
Są takie momenty w życiu lokalnych społeczności, kiedy trzeba stanąć przed lustrem i zapytać: „Dokąd zmierzamy?”. Dla sympatyków i członków MGHKS Bolesław Bukowno takim momentem było ostatnie walne zebranie klubu. Niestety, odpowiedź, jaka padła, była równie wymowna co cisza panująca na sali. A ta – świeciła pustkami.
Już pal sześć, że termin felerny. 20 czerwca – długi weekend. Tak zdecydowano – stało się. Nie za bardzo to rozgłoszono – też stało się. A potem stała się reszta.
Nie było tłumów, nie było entuzjazmu, nie było… woli. Pojawiło się kilku wiernych, być może naiwnie jeszcze wierzących, że coś się ruszy, coś się zmieni, że znajdzie się ktoś, kto pociągnie ten klub z powrotem na właściwe tory. Nic z tych rzeczy. Rycerz na białym koniu nie wjechał.
I właśnie to boli najbardziej – że klub z taką historią, z takim dorobkiem, z takim miejscem w sercach ludzi – został dziś sam. MGHKS Bolesław Bukowno to przecież nie przypadkowy zlepek liter – to symbol, który przez dekady wychował całe pokolenia piłkarzy. To na tym boisku uczyli się nie tylko dryblingów i strzałów, ale też zasad: pracy zespołowej, wytrwałości, lojalności. Ilu młodych chłopaków miało tu swoją pierwszą piłkarską miłość? Ilu wraca wspomnieniami do meczów, do treningów, do tej jedynej koszulki z herbem na piersi?
MGHKS to również kibice – ci, którzy potrafili wypełniać trybuny, dopingować, żyć wynikami, marzyć razem z drużyną. Kiedyś klub stał na nich mocno jak na fundamentach. Dziś tych fundamentów już nie widać. I kiedy przyszedł czas próby – nie znalazł się nikt z pomysłem, z energią, z sercem, by to wszystko ratować.
Ster klubu trafił w ręce Rafała Sioły. Absolutnie nic mu nie ujmujemy, ale nie mamy wątpliwości, że sam nowo wybrany prezes jest tym faktem mocno zaskoczony. I trudno nie odnieść wrażenia, że wybór ten nie był efektem entuzjastycznego poparcia, cudownej wizji rozwoju popartej merytorycznymi argumentami, a raczej był desperacką potrzebą zatkania dziury. Rafał Sioła ostatecznie jako jedyny pokazał „jaja” i wziął odpowiedzialność na siebie.
Jeśli w Bukownie i okolicach naprawdę nie ma nikogo, kto miałby pomysł, energię i odwagę, by wziąć MGHKS za bary, to trzeba to powiedzieć głośno: ten klub umiera nie przez wrogów, ale przez obojętność swoich.
W Nadzwyczajnym Walnym Zebraniu Członków MGHKS Bolesław Bukowno wzięło udział 11 osób. Tylko 11 osób.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
Skład Zarządu MGHKS-u uzupełnili: Tomasz Szczepanik (wiceprezes) i Bartosz Kuś (sekretarz).





Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta