Włoska nostalgia

Tiramisu, ragu alla bolognese, Birra z Messyny, lody gellatto, pizza marinara – co łączy te pięknie brzmiące nazwy? Można się nimi delektować we włoskim „Wiecznym mieście”. Przechadzając się tymi cudownymi uliczkami, podziwiając starodawną architekturę, można momentami się rozmarzyć, że jest się w raju. Wszystko się tutaj zgadza. Pięknie brzmiący język, doskonała kuchnia, uśmiech na ustach ludzi. Czego możemy chcieć więcej?

Idziemy dalej, w teleodbiorniku o 42 calach, w scenerii komnaty królowej Bony Sforzy leci zażarta dyskusja na kanale Gold Tv. Wstyd się przyznać, ale nic z tej debaty nie rozumiemy. Niczemu to jednak nie przeszkadza, gdyż tej rozmowie przysłuchujemy się z wypiekami na twarzy. Ten cudownie brzmiący język płynie z ust każdego uczestnika tej pogawędki. Być może jesteśmy dziwni, ale nas to interesuje, nie zmieniamy stacji.

Program ligowy z włoskiej Serie A, który zaczyna się o 15.00 i trwa do północy. Zmieniają się tylko ludzie w studio. Ma to wszystko swój klimat. Przyglądając się temu zjawisku, widzimy ciągłą gestykulację uczestników tego „show”, schludnie ubranych, przyzwoicie wyglądających. To wszystko poprzedzone jest podniesionym tonem głosu, który brzmi wybornie. Atalanta za sprawą Lazara Samardzicia wyrównuje stan meczu w Bolognii, jest 1-1. Część gości jest wyraźnie pobudzonych po tej bramce. Był to ostatni gol strzelony tego dnia przez zawodnika włoskiej Serie A. Panowie i panie jeszcze chwilę dyskutują, następnie podsumowują ten długi piłkarski dzień.

Inter po zaciętym meczu pokonuje Udinese 3-2, przełamał się w końcu Lautaro Martinez, dla którego były to dwa pierwsze trafienia w tym sezonie. Następnie oglądaliśmy popis innego snajpera, tym razem z Serbii. Dusan Vlahović nie chciał być dłużny Argentyńczykowi, prowadząc Juventus do gładkiego zwycięstwa nad Genoą. W najciekawszym tego dnia meczu Bologna podzieliła się punktami z Atalantą To nie jest jednak najważniejsze. Klimat włoskiego miasta zaprowadził nas w to miejsce, gdzie zainteresowało nas coś niezrozumiałego. Cieszyliśmy się chwilą, słuchając pięknego języka. To było w tym momencie najważniejsze.

Wychowaliśmy się na Lidze + z Pawłem Zarzecznym, czekaliśmy na każdą niedzielę, gdzie piłkarski weekend podsumował duet Twarowski-Smokowski. Rzecz jasna, tego samego dnia naszą mszą o 11 było Cafe Futbol. Wtedy te programy kształtowały nasze opinie. Był to często wyznacznik, w późniejszych dyskusjach z kolegami. Dzisiaj już tego nie ma. Studia przedmeczowe, programy ligowe straciły nasze zainteresowanie. Nie ma impulsu, który zachęcałby do włączenia w niedzielny wieczór Ligi Plus Extra. Tej samej „Ligi” bez której 20 lat temu nie wyobrażaliśmy sobie życia. Wczoraj, doznaliśmy ponownie tego impulsu, słuchając niezrozumiałego programu z ładnymi ludźmi. Widocznie musieliśmy dotrzeć aż do „Wiecznego Miasta”, aby nas wzięło na takie nostalgiczne przemyślenia.

Z Wiecznego Miasta – Kowal

kowal
kowal