Sławomir Tomczyk: Wiemy, że to kropla w morzu potrzeb, ale już o tę jedną kroplę więcej

Jako że memoriał zbliża się wielkimi krokami, przepytany został jego inicjator i zarazem jeden z założycieli Stowarzyszenia z Piłką w Sercu – Sławomir Tomczyk. Kluczowy człowiek w tym portalu, który swoją pasją mógłby swobodnie obdarować całą okolice. I nadal nie byłby usatysfakcjonowany. Czuje on bowiem odpowiedzialność za pewną niedawno rozpoczętą misję. Póki co, jest wyznaczony dopiero jej kierunek, a do zrobienia mnóstwo ważnych rzeczy.

ZPWS (Kowal): Jesteśmy na chwilę przed kolejną edycją Memoriału Jarosława Śmigielskiego. W olkuskiej hali zostanie połączone przyjemne z pożytecznym, bo zabawa piłką plus najważniejsze – pomoc dla chorych dzieci. Opowiedz, jak narodził się w ogóle pomysł na tę inicjatywę, którą bez wątpienia trzeba nagłaśniać i pisać przy każdej możliwej okazji.

ST: Gdy coś złego, a w tym przypadku tragicznego dzieje się nagle i niespodziewanie to człowiek zatrzymuje się i myśli. Śmierć Jarka właśnie takim tragicznym wydarzeniem była. To był człowiek niezwykle lubiany, o niespotykanym poczuciu humoru. Nie sposób było przy nim być poważnym, człowiek śmiał się non-stop. Nagle to się skończyło. Skończyło się życie w młodym wieku. Był taki okres w życiu, że kiedyś dużo czasu spędzaliśmy wspólnie z innymi bliskimi znajomymi. Wspólne sędziowanie, wielu wspólnych znajomych, z którymi w tamtych czasach wydawało się, że można wszystko. U mnie jest tak, że często gdy zasypiam, do głowy wpada mnóstwo pomysłów. To był jeden z nich. Zagrać dla niego symboliczny mecz, który domknie klamrą jego życie. Jego życie to była służba i sędziowanie. Odezwałem się do chłopaków z policji. Reakcja była natychmiastowa. Sędziowie też zareagowali błyskawicznie. Zagraliśmy mecz ku pamięci Jarka, a potem znowu były noce i mnóstwo pomysłów. Krok po kroku rodziło się wszystko w głowie, a potem w czynach. Dzisiaj to duża piłkarska i charytatywna impreza. I dobrze, bo dzieci które potrzebują pomocy jest niestety mnóstwo.

Fot.ZPWS

ZPWS (Kowal): Patrząc na to wszystko z góry Jarosław bez wątpienia uśmiecha się i jest dumny, jakim został zapamiętany. Wracając do samego memoriału, ile drużyn zgłosiło się w tym roku? Szykuje się chyba sporo grania i licytowania?

ST: Tak, będzie dużo grania, a potem znów przyjdą noce i trzeba będzie coś pomyśleć. Ja nie mam serca, żeby ludziom odmawiać, ale niestety tak się dzieje. Zasada grania w tym turnieju jest prosta: kto pierwszy ten lepszy, transparentnie i uczciwie wobec wszystkich. W tym roku zagra 9 ekip. Na ten moment tyle jesteśmy w stanie zmieścić. Bardzo mnie cieszy, że nie ma żadnego proszenia się. Wrzucamy informacje o rekrutacji drużyn, kilka chwil i jest po temacie. To znaczy, że ludzie doceniają to jak ten turniej jest zorganizowany i jak wiele dobrego daje innym. Warto też dodać, że po raz pierwszy w jego historii będzie go można śledzić na żywo dzięki specjalnej aplikacji. Wszystkie wyniki, strzelców bramek, aktualne tabele, sędziów, składy – co tylko dusza zapragnie. Wielka w tym zasługa jednego z naszych członków, przedstawiciela młodego pokolenia z głową pełną pomysłów i z wielką ochotą do działania. Ten Memoriał właśnie takimi ludźmi stoi, a jest ich dużo i będzie coraz więcej. Ludzie chcą pomagać innym.

Fot.ZPWS

ZPWS (Kowal): Nie spotyka się wielu takich inicjatyw. Ludzie nie mają na nic czasu, wiecznie się gdzieś spieszą. Organizacja takiego wydarzenia to chyba spore wyzwanie? Tym bardziej, że coś trzeba na tych aukcjach wylicytować. Jakie koszulki w tym roku udało się zdobyć?

ST: To prawda. Mamy czasy takie, w których pęd za karierą i pieniędzmi jest czasem obrzydliwie nieznośny, ale te czasy tworzą ludzie. Trzeba wiedzieć co jest ważne, a co ważniejsze. Wszystko to kwestia organizacji. Mnie nie przekonasz, że jak coś bardzo chcesz to się nie da, a brak czasu jest przeszkodą. Wszystko można, trzeba chcieć, mieć pomysł i umieć to zorganizować. W życiu jest różnie, nic nie trwa wiecznie. Raz jest dobrze, raz gorzej, a raz fatalnie. Mam dwójkę zdrowych i pięknych dzieci. To wielkie szczęście. Nie potrafię sobie wyobrazić, co czują ludzie, których dzieciaki zmagają się z chorobami i niepełnosprawnościami. Na takie sprawy nie można by obojętnym. Trzeba pomagać i robić to totalnie bezinteresownie. Nigdy nie wiemy co nas spotyka w życiu. Może kiedyś my będziemy potrzebować pomocy. Jak się wtedy poczujesz gdy nikt się nad Tobą nie pochyli i nie znajdzie czasu? Mam to szczęście, że ludzie którzy wraz ze mną tworzą to Stowarzyszenie doskonale sobie z tego zdają sprawę. Wiele w życiu już widzieli, wiedzą co jest ważne. Dzisiaj ktoś, a jutro może my, ja lub Ty będziemy potrzebować pomocy. Trzeba mieć to zawsze z tyłu głowy. Przechodząc do tematu organizacji takiego wydarzenia to nie mam wątpliwości, że jest to spore wyzwanie, ale uwierz w piłce jestem już ponad 20 lat. To ogrom czasu, ogrom kontaktów, ogrom różnych historii, które potem owocują takimi pięknymi rzeczami, a do tego jak otoczysz się ludźmi takimi jak są obecnie w tym Stowarzyszeniu to nie ma rzeczy niemożliwych. Oni też mają swoje historie, kontakty i lata spędzone przy piłce. Górnik, Wisła, Lech, GKS, Cracovia, Stal, dwa Zagłębia, Reprezentacja Polski, Jagiellonia, Śląsk i mogę tak jeszcze długo. Będzie co licytować (śmiech).

Fot.ZPWS

Wiele osób pisze do mnie ot tak, po prostu. Też chcą pomagać. Jeden może to, drugi coś innego, a jeszcze trzeci rzuci pomysł i tyle też wystarczy. Składasz to potem do kupy i mamy takie historie jak ten Memoriał. Pomoc przy tym turnieju oferuje wiele osób i to jest wspaniałe. Wielu oczywiście nie kiwnie palcem, ale nikt nikogo nie prosi, nie wymaga. Chcesz pomagasz, nie chcesz – damy sobie radę. Nie pomagasz mi ani innym chłopakom tylko dzieciom czy ludziom chorym, dla których to robimy. To ludzie tworzą te wspaniałą atmosferę tego turnieju, my to tylko organizujemy.

ZPWS (Kowal): Tak, budujące jest to co piszesz. Cieszy też duże zainteresowanie takimi wydarzeniami. Pokazuje to, że wielu ludzi chce pomagać, a najważniejszy w tym wszystkim jest uśmiech tych dzieci na koniec dnia. Odchodząc od Memoriału, skąd w ogóle pomysł na Stowarzyszenie?

ST: Stowarzyszenie urodziło się w głowach ludzi, którzy mają mnóstwo pomysłów i chcą działać w normalnych warunkach. Każdy wie jak funkcjonuje najbliższy związek piłkarski. Stowarzyszenie stworzyli ludzie, którzy przyszli do piłki z pasji i nadal przy niej chcą być na zdrowych i normalnych zasadach. To ludzie młodzi, wykształceni i ludzie, którzy mają już swoje lata i wiedzą czego chcą od życia. Wszyscy z dużym bagażem doświadczeń w piłce na różnych szczeblach i w różnych rolach. I co ważne wszyscy niezależni finansowo, dla których piłka to przyjemność, a nie główne źródło utrzymania.

ZPWS (Kowal): Jak rozumiem, pijesz do podokręgu Olkusz, którym od wielu lat rządzą te same osoby. Można z pewnością użyć stwierdzenia, że to popularne „leśne dziadki”. Jesteś z młodszego pokolenia, znasz to środowisko od podszewki. Dlaczego w powiecie olkuskim nie działa to wszystko jak należy. Gdzie jest największy problem? Dlaczego próżno jest szukać podobnych inicjatyw jak memoriał?

ST: Myślę, że to nie jest dobry moment żeby się nad tym rozwodzić. W głowie obecnie mamy to, żeby pomóc dzieciom i to się tylko liczy. Jeśli chodzi o Podokręg Olkusz – to tak, znam go od podszewki i wiem jedno. Nie można rzucać wszystkich do jednego worka, bo to byłoby niesprawiedliwe. Problem lokalnej piłki jednak jest poważny, ale obiecałem sobie, że już ani minuty swojego życia nie poświęcę tej instytucji. Nie zamierzam też w nią walić, tak jak ona wali we mnie. Szkoda, że nie zdają sobie sprawy z tego, że wszytko to do mnie błyskawicznie dochodzi. Nie reaguję póki co, ale wszystko ma swoje granice. Wielu już to przerabiało, finalnie rezygnowali lub spełniają się w innych miejscach. To naprawdę nie jest tak jak tutaj się głosi, że ludzie nie garną się do piłki, do społecznej pracy. To bzdura, ale prawdą jest, że nikt kto ma jakieś ambicje, swoje zdanie i pomysły to długo w takiej konfiguracji nie wytrzyma. Walisz głową w ścianę i co możesz? Łeb rozwalony, a ściana stoi dalej jak gdyby nigdy nic. Szkoda na to czasu. Ludzie odchodzą, odsuwają się, a na ich miejsce przychodzą inni, którzy później robią to samo. Gdzie w tym wszystkim jakaś myśl, żeby ta dyscyplina się rozwijała i żeby to wszystko było fajnie i normalnie zorganizowane jak przystało na obecne czasy? Tutaj trzeba pasjonatów niezależnych finansowo, a nie takich dla których to główne źródło utrzymania. Wtedy to będzie funkcjonowało jak należy. Przecież każdy kto siedzi w tej piłce choć chwilę wie jak to wygląda. Smutne to, ale prawdziwe. Do tego stopnia, że nawet ten Memoriał im wadzi. Nie pomagasz, to nie przeszkadzaj innym.

ZPWS (Kowal): Dlatego w takich organizacjach potrzebne są młode osoby ze świeżym spojrzeniem i jakąkolwiek wizją na to wszystko. Są kluby w powiecie, których drużyny młodzieżowe grają w rozgrywkach innych związków. W ligach trampkarzy zaś dzieci grają na nieswoje karty. Ktoś nad tym w ogóle panuje? Mówisz o ścianie, ale każda z nich ma swoją trwałość. Nie uważasz, że właśnie przyszedł czas na remont generalny?

ST: Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile dostaje różnych wiadomości od momentu, kiedy postanowiłem z tego wyjść. Ludzie do mnie piszą o swoich pomysłach, wielu z nich się podpisuje imieniem i nazwiskiem, ale i wielu prosi o anonimowość, boją się szykanowania. To sędziowie, piłkarze, działacze, a czasem i kibice się zdarzają. Tych ludzi jest mnóstwo. Są to osoby, które odeszły z tego związku, ale i takie które ciągle w nim są i nawet zasiadają w „zarządach”. Jedni działają aktywnie gdzie indziej, a inni do działalności wracają właśnie pod Stowarzyszeniem. Wszystkich boli to, że tu jest jak jest, ale do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Ja dojrzałem, że taki układ nie ma sensu dłużej i nie daje żadnej możliwości rozwoju – nikomu. Dosłownie nikomu. O ligach dzieci i tego typu sprawach nie mamy co mówić, bo każdy wie jak te rozgrywki wyglądają i każdy wie jak powinny wyglądać. Pokaż mi swoje rozgrywki dziecięce i młodzieżowe, a powiem ci jak mocnym i dobrze zarządzanym związkiem jesteś. Piłka młodzieżowa to podstawa, jak jej nie ma to ciężki temat. Jestem persona non grata, walą we mnie gdzie tylko się da, ale ja na swoim koncie mam prawie półtora tysiąca meczów jako sędzia. Nie robi to na mnie żadnego wrażenia, a wręcz przeciwnie wystawia to im fatalne świadectwo. Jak nie zaprzestaną takich praktyk, to odpowiem z całą stanowczością. W piłce jest miejsce dla wszystkich, którzy chcą normalności. Nic więcej nie jest potrzebne. Nie mam wątpliwości, że jest wiele osób które mają na to pomysł. Muszą tylko przestać się bać. Inaczej nic się nie zmieni. To nie jest prywatna firma, tylko organizacja wszystkich ludzi piłki. Tych co myślą inaczej niż pewne osoby – także. Czas idzie do przodu szybko, a tu nadal bez zmian i przerażające jest to, że po stronie osiągnięć i plusów nie ma za bardzo co zapisać. Niewątpliwie za to na koncie jest jeden cud. Cud, że to wszystko jeszcze dalej się kręci. Stracili dobrze ponad 20 lat. Wszyscy dookoła poszli do przodu, a tutaj zegar stanął. Mój brat pisał o tym kilkanaście lat temu. Został wyklęty, a w organizacji nie zmieniło się nic. Na szczęście to już nie moja sprawa.

ZPWS (Kowal): W następnym roku będą wybory. Są realne widoki na to, że obecna władza może czuć się zagrożona?

ST: Nie mnie to oceniać jak się ktoś czuje. Mówią, że pycha kroczy przed upadkiem. Ludzie, którzy swój bezcenny czas poświęcają dla swoich lokalnych klubów muszą sobie odpowiedzieć na proste pytanie. Czego chcą? Czy chcą związku, który funkcjonuje jak do tej pory? Czy związku, który będzie dla klubów i sędziów miejscem, w którym chce się być i prężnie rozwijać. To powinna być organizacja na wysokim poziomie pod każdym względem. Marketing, szkolenie młodzieży, cała otoczka związana z rozgrywkami powinna być na miarę roku, w którym żyjemy. Jest wielu ambitnych prezesów i ludzi, którzy w swoich klubach pokazują jak powinna wyglądać piłka amatorska. Tym ludziom trzeba pomóc. To nie czas, by mówić o konkretach, ale to związek ma być dla klubów, a nie na odwrót. Wiem, że coraz więcej osób też to wie. Są w tej piłce przecież i widzą jak to wygląda. Wielu też jest takich, którzy udają, że wszystko jest dobrze, bo zwyczajnie im to na rękę, a w dobrze prosperującym i rozwijającym się związku mieliby ciężko ze swoją „bylejakością”.

fot. SM

ZPWS (Kowal): Jeśli mowa o ambitnych prezesach, to może przejdziemy do Wisły, którą obserwujesz od wielu już lat. Patrzysz na to, co się dzieje w tym klubie, w jakim jest obecnie miejscu. Jaka jest Twoja pierwsza myśl?

ST: Moja pierwsza myśl jest taka, że nawet nie chce mi się o tym mówić. Wisła zawsze powinna być w ekstraklasie. Kiedyś nie mogłem sobie darować jak przegapiłem jakiś mecz. Dzisiaj jak ich oglądam to cały tydzień chodzę struty. I to nawet nie chodzi o to, że nie wygrywają, czy że przegrywają. Nie ma w tej Wiśle ikry, nie widzę też ładu i składu. Co pół roku jedna i ta sama gadka. Budujemy od nowa, odchodzi tabun słabych piłkarzy, a na ich miejsce przychodzą tacy sami lub jeszcze słabsi i tak w kółko. Czasem ktoś się trafi, że nawet umie piłkę kopać, ale szybko ucieka. Przecież ci ludzie nie są w żaden sposób z Wisłą związani emocjonalnie. Dla nich to praca. Tylko praca. A ja obecnie cieszę się, jak wyskakuje mi komunikat, błąd karty czy sprawdź ustawienia anteny. Oglądanie ich boli.

ZPWS (Kowal): Ciężko polemizować z tym co piszesz. Z drugiej strony możesz mówić, że jest źle, nie da się na to patrzeć, krytykować. Przyjdzie jednak pierwszy mecz domowy i zasiadasz na trybunach z Synkiem, Córką i Małżonką. Nie jesteś obojętny w stosunku do tego klubu. Mimo że wiele razy krwawiło Ci serce, patrząc na to, co się tam dzieje.

ST: I co Ci mam powiedzieć? Na pewno tak będzie. To jest Wisła. Nie sztuką jest chodzić tylko wtedy gdy jest dobrze. Takie kluby, które stoją kibicami zawsze się odradzają. Jedni na to potrzebują mniej, inni więcej czasu. Wisła to 118 lat historii tej pięknej, ale i smutnej. Teraz czas jest smutny, ale nie mam wątpliwości, że przyjdzie lepszy okres. Oby tylko człowiek tego dożył. Nie lubię jak przegrywają to oczywiste. W szkole podstawowej zawsze mi dogryzali z tego powodu, że człowiek w te Wisłę wpatrzony. Wtedy był czas Legii i Widzewa. Dzieci miały zeszyty z Mięcielem i Markiem Citko. Wisły w lidze nie było. Błąkała się po Malborku, Iławie i Świdniku. Pamiętam wszystko, każdy szczegół. Wisła wróciła do ligi i pojawił się Cupiał. Co było dalej, każdy wie. Wtedy oczywiście już wszyscy jej kibicowali. Wcześniej tak wielu przy niej nie było. Wszystko trzeba przetrwać. Teraz Wisła też wróci, ale boje się, że nie będzie to tak szybko jak w klubie się o tym mówi. Nawet w głowie mam takie myśli, że niestety ale może to upaść i kto wie, czy nie byłoby to lepsze niż takie udawanie, że niby jest dobrze. Nie jest dobrze.

fot.ST

ZPWS (Kowal): Tak, wiem o czym mówisz. Wydaję mi się, że największym problemem w mentalności kibiców Wisły jest to, że nie są w stanie pogodzić się w obecną sytuacją. Żyją przeszłością. Większość fanów „zahaczyło” kibicowsko o piękną erę Cupiała. Ciężko to wymazać z pamięci. Chcą wyniku tu i teraz. Tak się nie da. Obecna budowa klubu wygląda trochę tak, jakby na plac budowy przyszedł majster, ale nie wziął ze sobą narzędzi. Plus okazało się, że nie ma też wykształcenia i ekipy budowlanej. I tak chcę budować, mając gumowy młotek i jakiś plan w notatniku, który do tego narysowany jest niezastruganym ołówkiem.

ST: Właśnie tak. To wygląda na poważną budowę. Tylko nie ma majstrów z uprawnieniami i zapomnieli narzędzi. Kibice w to jednak wierzą, bo co innego im pozostało? Choć przyznać trzeba, że jest coraz więcej osób, które na to patrzą realnie i jasno mówią, że w ten sposób to się jednak tej Wisły nie uda dźwignąć.

ZPWS (Kowal): Tak, ale zostawmy Wisłę, bo to temat rzeka, jak ta rozmówka. Obok Białej Gwiazdy często też rzucasz spojrzenie w stronę Kołobrzegu, a konkretnie tamtejszej Kotwicy. Nie jest to wybór oczywisty dla kogoś z południa Polski. Opowiedz skąd wzięła się ta nieoczywista sympatia?

ST: Nie do końca tak to jest z tą Kotwicą, ale Kołobrzeg jako miasto ma dla mnie wielkie znaczenie. Kołobrzeg to smak dzieciństwa. Każdego roku przyjeżdżałem tam z rodzicami na wakacje. Rok w rok w to samo miejsce. Teraz zabieram tutaj swoje dzieci i żonę. Wiadomo, że Kołobrzeg z lat 90-tych już nie wróci. Miasto bardzo się rozwinęło, zmieniło ale obrazy tego co najlepsze z dzieciństwa, zostają w głowie. Uczę swoje dzieci szacunku do tego miejsca, które znam bardzo dobrze. Mi wystarczyły dwa patyki, piłka, piasek i woda i nic innego się nie liczyło. Dni same płynęły do przodu. Dzieci dzisiaj szybko się nudzą, płyną statkiem – nudzą się, wychodzą na latarnie – nudzą się, ale trzeba im pokazywać wszystko co ma dla nas znaczenie. Kołobrzeg to taki drugi dom. Tu człowiek czuje się dobrze i bezpiecznie. Zawsze bywałem tu latem, teraz jeszcze dokładamy wypady w zimie. Raz nawet morsowałem w Bałtyku z początkiem lutego. Ciężki temat.

Fot.MT

ZPWS (Kowal): Rozumiem, znalazłeś swoje miejsce na ziemi, gdzie ładujesz akumulator. A propos morsowania, to lekcji mogłaby Ci udzielić prężnie działająca grupa z Bukowna. O której z resztą napisałeś artykuł. Podziwiasz tych ludzi za nietypową pasję.

ST: Wiele osób podziwiam. Morsów z Bukowna osobiście nie znam, ale tak – robią rzeczy ciekawe. Nie każdy jest w stanie wejść do tak zimnej wody i jeszcze dobrze się bawić. Ja w Bałtyku gdzie woda miała 2 stopnie wytrzymałem kilka chwil. Nóg nie czułem dwa dni.

Fot.MT

ZPWS (Kowal): Przejdźmy płynnie do miasta dzieciństwa – Bukowna. Obserwujemy piłkę w tym mieście i też boli serce, jak się patrzy, co tam się działo w ostatnich latach. Pamiętamy czasy Tomka Kulawika, kiedy było naprawdę dobrze. Teraz to wygląda trochę gorzej, łagodnie mówiąc. Na pewno tkwi potencjał w tym mieście. Tylko mam wrażenie, że nie jest w pełni wykorzystywany. W przypadku Wisły pisaliśmy o budowie bez majstrów z papierami. MGHKS w ostatnich latach to coś bardziej na kształt zabawki w rękach kogoś, kto za bardzo nie wie do czego ona służy. I tak ta zabawa trwa przez lata. Jakie jest Twoje zdanie w tym temacie?

ST: Moje zdanie jest w tym temacie od dłuższego czasu niezmienne. Bukowno jako miasto sprawia wrażenie wymarłego. Ktoś powie, że idą wybory, a ja teraz w kogoś uderzam. Nie, po prostu mówię co myślę i nie interesuje mnie kto akurat rządzi. Ostatnio spacerowałem po Bukownie – smutny obraz. Nic się tu nie dzieje, nie ma życia. Obiekty sportowe straszą pustką, a potencjał w infrastrukturze jest ogromny. Tu jest wszystko żeby dobrze grać w piłkę. Nie ma tylko kogoś kto to poukłada i mądrze tym pokieruje. Główna wizytówka piłkarska miasta czyli Bolesław to klub, który za 2 lata ma 100 lat. Jest tam teraz grupa ludzi, która daje nadzieję, że będzie dobrze. Ci co jednak byli przed nimi to wybacz, ale to tak jakbyś mi kazał lecieć rakietą w kosmos. Nie mam o tym pojęcia. Oni też nie mieli żadnego pojęcia o zarządzaniu Klubem. Ja w Bukownie nie mieszkam od lat, ale wiem co się dzieje. Dochodzą do mnie głosy wielu ludzi, którzy nie mogli patrzeć jak ich publiczne pieniądze idą w śmietnik. Dotacje szły na klub i ok z tym problemu nie ma żadnego, ale potem były wykorzystywane w sposób bardzo dziwny, a Bolesław dostawał w łeb wszędzie i z każdym. Do tego rosły długi. Tu jest wiele do poprawy w każdym temacie. Sztoła się odrodzi, to i Bolesław się odrodzi. Trzeba tylko ludzi mądrych i ambitnych, a nie takich, którzy tytułują się wielkimi prezesami, a pojęcia nie mają o tym żadnego.

Fot.ZPWS

ZPWS (Kowal): Piszesz o światełku w tunelu. Są podstawy do tego, aby mieć nadzieję, że obecni rządzący w klubie nie popełnią błędów poprzedników i zbudują coś solidnego. Zarówno w sferze piłkarskiej, jaki i organizacyjnej? Jest pomysł na to, żeby na ten duży stadion przychodzili ludzie?

ST: Nie wiem czy jest pomysł. W mojej głowie pomysł pewnie jest, ale to nie moja działka. Musisz pytać tych, co obecnie są w klubie. Ja ostatnio idę koło stadionu, a tam trwa rozbiórka trybuny. Wiesz co tam teraz będzie?

ZPWS (Kowal): Pytam Ciebie, bo wiem, że masz kontakt z z obecnymi władzami i wiem, że jesteś tym mocno podbudowany. Coś Ci zostało przedstawione jak rozumiem. Nie mam pojęcia. Co takiego?

ST: Zrozum. Co jest w Vegas zostaje w Vegas. A na trybunie robią kwietnik. Duży kwietnik, będą tam kwiaty i rośliny. Takie inwestycje, a klub jeździ i gra sparingi w Trzebini na sztucznej nawierzchni. Podejrzewam że nie za darmo. W Bukownie taka pełnowymiarowa i oświetlona płyta ze sztuczną nawierzchnią już dawno powinna być i zarabiać na siebie i dla miasta, a tak trzeba płacić innym, a tu jak mówię nie dzieje się nic. Nie przepraszam, pomyliłem się. Kapliczkę odremontowali za jakieś blisko 100 tysięcy złotych na Skałce i zrobili fontannę koło torów, nie wiadomo po co. A no i są jeszcze tężnie (śmiech).

Fot.ZPWS

ZPWS (Kowal): Jeśli będzie kwietnik, to pewnie podczas kolejnych dni Bukowna będzie można go pokazać przyjezdnym. Trzeba szukać plusów. Nie będziemy szli do tematów politycznych. Powiedz na koniec, czego można Ci życzyć w najbliższym czasie? Poza rozwojem Stowarzyszenia i udanego memoriału.

ST: Życz zdrowia, choć wtedy zasmucisz tych wszystkich, których bardzo boli że jest grupa ludzi, która ma dużo pomysłów, zwłaszcza tych związanych z piłką nożną.

ZPWS (Kowal): Życzę w takim razie zdrowia, dzięki!

ST: A wracając do niedzielnego memoriału, to zapraszam wszystkich, którzy nie potrafią tak jak my obojętnie przechodzić obok dzieci chorych. W niedzielę wszyscy walczymy o ich lepsze jutro, zdrowie i życie. Zdajemy sobie sprawę, że to kropla w morzu potrzeb, ale już o tę jedną krople będzie więcej. Wszystkim też, którzy dołożyli swoją małą i dużą cegiełkę do tego turnieju – dziękuję. Nie chce wymieniać wszystkich tych osób, bo boję się, że kogoś przypadkowo pominę w całym tym memoriałowym zawirowaniu, ale jutro postaram się to zrobić już osobiście.

Rozmawiał: Z Piłką w Sercu (Kowal)

***