Andrii Tupchii z Białej Cerkwi zatrzymał lidera. Andrzej Kocur z Osieka!

Jedną z największych niespodzianek piłkarskiego weekendu sprawili piłkarze Spójni Osiek-Zimnodół. Skazywani przez wszystkich na pożarcie postawili się mocno liderowi z Pcimia. Pcimianka naciskała, atakowała i ostrzeliwała bramkę gospodarzy, ale do Pcimia wróciła tylko z punktem. Murem nie do przejścia okazał się bramkarz miejscowych, który zachował czyste konto i obronił dwa rzuty karne. Chłopak z Białej Cerkwi nad rzeką Roś – Andrii Tupchii, w Osieku znany jako Andrzej Kocur.

Andrii Tupchii, to właśnie jemu chcemy w tym tekście poświecić chwilę. Swoim występem przeciwko liderowi V ligi małopolskiej pokazał, że na swoim fachu zna się wybornie.

Arsenal Biała Cerkiew – 2018 rok. Prywatne zbiory AT.

Mocny początek

W piłkę nożną zaczął grać dość późno, bo dopiero w wieku 10 lat. Jak sam mówi, zaczął jak każdy w swoim rodzinnym mieście – „Biła Cerkiew” (przyp. red Biała Cerkiew). Miasto to jest pięknie położone nad rzeką Roś, jakieś 80 kilometrów od stolicy – Kijowa. Grał i trenował w tamtejszej akademii Arsenal „Biła Cerkiew”. Wtedy ten młody chłopak marzył o występach w pierwszej drużynie tego klubu. Seniorzy mocno stali w pierwszej lidze ukraińskiej, ale czas pokazał, że bram raju najwyższego poziomu rozgrywkowego w kraju – nie otworzyli. Zamiast awansów, klub pikował w dół, aż spadł na poziom rozgrywek amatorskich.

Andrii dorastał, ale marzyć nie przestał. Wiedział, że musi coś zmienić. W wieku 14 lat grał w Ukrainie z dorosłymi piłkarzami na poziomie naszej 4 ligi. Tak było przez 2 lata. Grał na tyle dobrze, że zaczęły interesować się nim poważniejsze kluby. Szansa od losu przyszła jak to zawsze bywa – niespodziewanie. Jak grom z jasnego nieba spadł na niego profesjonalny kontrakt drużyną Olimpik Donetsk. W Doniecku grał dla Olimpiku w drużynach U-19 i U-21, warto podkreślić, że miał wtedy raptem 16 lat. Sielanka trwała ponad półtora roku, ale z powodu kłopotów finansowych rozwiązano drużyny młodzieżowe i Andrii wylądował znów pod stolicą, gdzie reprezentował drużyny 4-ligowe.

Głowa pełna marzeń

Był wtedy bardzo młodym człowiekiem, ale ambicje miał bardzo wysokie. Fruwał między słupkami niczym orzeł nad górami. Wszystko ciągle miał w swoich nogach, a raczej rękach i rękawicach. W międzyczasie zakochał się i po około dwóch latach rzucił piłkę całkowicie. Poszedł całkowicie inną drogą, wraz ze swoją dziewczyną otworzył własny biznes, ale i to się nie udało. Przyszła wojna, która zmieniła życie milionów ludzi na Ukrainie. Andrii wyjechał do Polski i po dwuletnim rozbracie z piłką znów pojawił się miedzy słupkami. W Polsce zadebiutował w koszulce Przeboju Wolbrom (liga okręgowa). Prezentował się dobrze i solidnie, na tyle, że trener Mariusz Porębski zaproponował mu przejście do Spójni Osiek, która gra ligę wyżej niż wolbromianie.

W Spójni zadebiutował 12 sierpnia 2023 roku w meczu domowym przeciwko ekipie Orła Piaski Wielkie. Bronił dobrze, ale w końcówce musiał skapitulować po strzale Tomaszewskiego. Jego nowa drużyna zeszła z boiska pokonana. Praca jaką w klubie wykonuje trener Mariusz Porębski zaczyna zbierać teraz żniwa. Na wszystko w końcu potrzeba czasu. Spójnia powoli zaczyna punktować i już nie jest czerwoną latarnią ligi. Ostatnio ekipa z Osieka sprawiła niespodziankę wygrywając w Kocmyrzowie. Teraz po niespodziance przyszła pora na sensację, bo za takę trzeba uznać bezbramkowy remis z liderem ligi – Pcimianką Pcim.

W meczu tym, Adrii Tupchii został Andrzejem Kotem. A może nawet bardziej – Andrzejem Kocurem. Bronił fenomenalnie i to głównie dzięki niemu udało się Spójni wytargać punkt z gardła faworyta. Oczywiście na ten sukces pracowała cała drużyna wraz ze sztabem szkoleniowym, ale bez kapitalnej formy „Kocura” nie miało się to prawa udać.

Mariusz Porębski – trener LKS Spójnia Osiek-Zimnodół

Zdawaliśmy sobie sprawę że drużyna z Pcimia prezentuje bardzo dobry futbol będąc liderem więc chcieliśmy troszkę inaczej zagrać niż zwykle czekając na rywala w średniej strefie boiska . Graliśmy z mega zaangażowaniem. W szczególności bardzo dobry mecz defensywy i niesamowicie dysponowanego Andrii Tuchiiego, który bronił w tym dniu jak w transie. Obronił dwa rzuty karne , grał świetnie na przedpolu , wychodził do każdych dośrodkowań, po prostu TOP. Nie pamiętam żeby jakikolwiek bramkarz tak bronił w meczu .

Trener Mariusz Porębski wie co mówi. Nie jeden mecz w życiu widział jako widz i trener. W setkach meczów grał jako piłkarz. Te słowa najlepiej oddają formę golkipera rodem z Ukrainy.

O czym dzisiaj marzy „Kocur”? Jeśli chodzi o życie prywatne, to chyba nie ma sensu pytać, bo to jest jasne. Jego ukochany kraj walczy o swoją niepodległość i byt. A marzenia sportowe

Kocur nie owija w bawełnę:

Andrii Tupchii

Zawsze ciężko zaczynać od zera, ale wierzę tylko w najlepsze i że wszystko w końcu się uda. Chcę wrócić do profesjonalnego poziomu i być gwiazdą, jak wszyscy marzą od dzieciaka grając w piłkę nożną

Chcecie poznać receptę na obronę dwóch rzutów karnych w jednym meczu?

Andrii Tupchii

Przy pierwszym rzucie karnym wiedziałem, że napastnik uderzy bardzo mocno i najprawdopodobniej gdzieś w środek bramki. Otrzymałem wskazówkę od kolegi ze swojej drużyny, że strzał będzie wykonany w róg po mojej prawej stronie. Podczas uderzenia dobrze ustawiłem stopy, co pozwoliło mi zareagować i sparować ten strzał dobrym wyskokiem. Przy drugim rzucie karnym psychologicznie było już lepiej, strzał oddawał inny zawodnik drużyny przeciwnika. Strzały z karnych rzadko się powtarzają. W ten sam sposób otrzymałem informację od partnera, że kopnięcie nastąpi w róg po mojej lewej stronie. Martwiłem się jednak, że strzelec zaskoczy mnie podcinką w środek bramki albo jakimś lekkim kopnięciem przy słupku. Utrzymałem się na nogach, aż do samego momentu uderzenia, co pozwoliło mi ponownie obronić rzut karny w samej końcówce meczu.Bardzo się cieszę, że pomogłem swojej drużynie skończyć mecz na zero z tylu i wyrwać oczko liderowi.

Za kilka dni przed Kocurem i jego kolegami z drużyny kolejne trudne zadanie. Trzeba zatrzymać w Giebułtowie – Jutrzenkę. Mission Impossible w przypadku tego Pana nie istnieje.

Z Piłką w Sercu (ST)

ST
ST