W ten sierpniowy, wakacyjny wtorek w Betlic pierwszej lidze odbyły się dwie batalie mazowiecko-małopolskie. O ile Wisła jechała do miasta radnego Majewskiego w roli zdecydowanego faworyta, to Wieczysta wizytowała Konwiktorską z lekką dozą niepewności.
Moglibyśmy użyć mocno wyszukanych epitetów, ale napiszemy tylko słowo deklasacja. Jest to słowo łączące oba wtorkowe mecze. Na początek podopieczni Przemysława Cecherza urządzili sobie trening strzelecki w stolicy Polski. Od pierwszych minut w pełni zdominowali gospodarzy. Kibice zgromadzeni przy ulicy Konwiktorskiej mogli przecierać oczy ze zdumienia. Przyjechał co prawda bogaty beniaminek ze znanymi nazwiskami, ale wynik przerósł oczekiwania największych marud wśród miejscowych kibiców.
Carlitos, Rafa Lopes, Lisandro Semedo – ci zawodnicy są doskonale znani warszawskim czy też radomskim kibicom. Każdy z panów miał swoje dobre okresy w ekstraklasie. Dzisiaj, każdy z nich popisał się trafieniem na stadionie Polonii. Pozostałe gole zdobyli: Kamil Dankowski (efektowny wolej) oraz Paweł Łysiak, pozyskany dwa sezony temu z nieistniejącej już Kotwicy Kołobrzeg
Super rezerwowy popisał się dubletem, po wzorowo rozegranych kontrach. Oba trafienia były niemal identyczne. Urodzony w Koszalinie lewonożny pomocnik to pewien wyjątek w szeregach klubu o barwach żółto-czarnych. Jako jeden z nielicznych utrzymał się w składzie, dokonując dwóch awansów na szczebel I-ligowy. Jest to typ zawodnika, którego uwielbiają miejscowi kibice – typowy „charakterniak”, który nigdy nie odpuszcza, przy tym potrafi czarować okrągła piłeczką. Widzieliśmy to w Kołobrzegu, teraz pokazuje to w barwach Wieczystej.
Polonia wyglądała na tle krakowian jak dzieci we mgle. Zespół wraca pod Wawel w znakomitych nastrojach. 13 punktów w 5 meczach, prezentując bardzo skuteczny i wyrachowany futbol. Wieczysta powiedziała a, Wisła musiała powiedzieć b. Chłopcy Jopa nie mogli pozostać gorsi od sąsiadów z siedzibą przy ulicy Chałupnika. O ile Polonia przez kilkanaście minut jeszcze próbowała sprawić jakiś iluzoryczny opór, o tyle Znicz nawet nie stwarzał pozorów.
Już w 6. minucie niedoświadczony bramkarz z Pruszkowa zahaczył rękami Angela Rodado we własnym polu karnym. Decyzja sędziego Lewandowskiego mogła być jedna – jedenastka. Wynik meczu otworzył sam poszkodowany. Im dalej w las, tym przewaga Wisły była coraz bardziej widoczna. Robiła to w tempie orlikowym, bez większego wysiłku. Mimo to, kolejnego gole były kwestią czasu. Szczególnej urody był drugi gol dla Wisły – podpisało się pod nim trzech jeszcze młodych, obiecujących wiślaków – Kuziemka do Dudy, ten dogrywa na nogę Krzyżanowskiego, który bez zawahania huknął pod poprzeczkę bramki pruszkowian. Ręce same składały się do oklasków.
O ile w ubiegłym sezonie skuteczność Białej Gwiazdy pozostawiała wiele do życzenia, tak teraz wpada wszystko. Trzeci gol autorstwa Freda Duarte to potwierdza. Jak idzie, to idzie po całości. Druga połowa musiała się odbyć. Znicz się męczył, Wisła odbyła wtorkową jednostkę treningową. Padły kolejne cztery gole (w tym jeden cudowny autorstwa Igbekeme), mieli również okazje zagrać i postrzelać rezerwowi. Gospodarze zapamiętają ten mecz do końca życia. Wisła wybiła piłkę nożną z głowy Znicza Pruszków na długie dni.
Biała Gwiazda wraca na fotel lidera Betlic I Ligi i ciężko sobie wyobrazić, żeby w najbliższym czasie miała się zatrzymać. Dodając do tego Wieczystą, mamy dwie drużyny z Krakowa na miejscach dających promocję do ekstraklasy. Humory pod Wawelem muszą dopisywać, bo jak mogłoby być inaczej? Jak długo? Ciężko powiedzieć, ale optymistyczni kibice już mogą powoli rozważać scenariusz trzech krakowskich drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej w sezonie 2026/2027.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta