Wczoraj w Lgocie, w samym środku lasu, na urokliwym obiekcie miejscowej Korony, doszło do długo wyczekiwanego derbowego starcia. Dla obu drużyn był to mecz wyjątkowy – prawdziwe piłkarskie święto. Tu zasada jest prosta: można przegrać z każdym, ale nie z lokalnym rywalem. Spotkanie Korony z Jutrzenką to starcie osób, które doskonale się znają i zawsze za wszelką cenę każdy chce być lepszy od przeciwnika.
Mecz derbowy miał w sobie wszystko – walkę, gole, emocje, radość jednych i smutek drugich. Ostatecznie to Jutrzenka mogła wrócić do Ostrężnicy z „koroną na głowie”, bo przynajmniej do wiosny to ona jest panem tego regionu.

Pierwsza połowa pod dyktando Korony
Od pierwszych minut trwała niesamowita walka o dominację w środku pola. Lepsi w tej odsłonie okazali się gospodarze, którzy postawili na futbol siłowy. Jutrzenka potrzebowała czasu, by dostosować się do tempa i stylu gry. Kibice długo nie zapomną gola Kamila Babeckiego – kapitana Korony, który zdobył bramkę nie z tej ziemi. Przejął piłkę na własnej połowie i zdecydował się na odważny lob. Futbolówka przeleciała ponad 50 metrów i wylądowała za plecami bezradnego Mateusza Filipka. Gol stadiony świata dał Koronie prowadzenie 1:0.
Korona mogła prowadzenie podwyższyć, ale zazwyczaj na przeszkodzie stawał dobrze dysponowany tego dnia Filipek, a także niefrasobliwość miejscowych „bombardierów”, którzy tylko w jednej akcji aż trzy razy próbowali pokonać bramkarza gości. Za każdym razem obchodzili się tylko smakiem, a Filipek w ostrężnickiej świątyni rósł na miano jednego z bohaterów tego pojedynku.
Zwrot akcji po przerwie
Druga połowa należała już jednak do przyjezdnych. Dyrygowani z ławki przez swojego wodza Jana Kozaka zawodnicy Jutrzenki zaczęli dominować w każdym elemencie gry. Byli szybsi, lepiej ustawieni i wyraźnie przewyższali rywali kondycyjnie.
Nagrodą za determinację był rzut karny, podyktowany po faulu na Kamilu Knapczyku. Jedenastkę pewnie wykorzystał kapitan Norbert Kwaśniewski, wyrównując stan meczu. Goście na tym nie poprzestali – atakowali dalej, a ich przewaga rosła z każdą minutą.
Decydujący cios zadali w 66.minucie. Bohaterem został Szymon Knapczyk, który po precyzyjnym uderzeniu zapewnił swojej drużynie prowadzenie. Chwilę później utonął w objęciach kolegów, świętując gola na wagę trzech punktów.
Ostatnie nadzieje i zasłużone zwycięstwo
W doliczonym czasie gry gospodarze rzucili wszystko na jedną szalę, ale mimo to nie udało im się odwrócić losów tego pojedynku. Poza teatralnym upadkiem w polu karnym nie było ich stać już na nic więcej.
Jutrzenka w Lgocie wygrała zasłużenie. Choć spotkanie nie stało na najwyższym piłkarskim poziomie, jednego nie można odmówić – zaangażowania. Walczyli wszyscy, każdy zostawił na murawie sporo zdrowia. Jednak to Korona, mimo że przed meczem była stawiana w roli lekkiego faworyta, ostatecznie musiała uznać wyższość rywali. Przynajmniej do wiosny – Ostrężnica pany!
ST
***
28.09.2025r. Lgota – godzina 16:00
Korona Lgota – Jutrzenka Ostrężnica 1:2 (1:0)
Bramki: Babecki 26′ – Kwaśnniewski 50′ (k), Sz. Knapczyk 66′
Korona: A. Stryczek – Dominik, G. Lasoń (68′ Święszek), Babecki (62′ Skubis), Nowak, Pałka, Cebo, S. Lasoń (58′ Dmytriv), Dziedzic, Kalemba, Włoch (80′ Pawlik).
Jutrzenka: Mateusz Filipek – Świderski, Marcin Filipek, Łuszcz (67′ Ornacki), K. Knapczyk (90′ Kawala), Tomasik (90′ Dura), Kwaśniewski, I. Stryczek (80′ Skwara), Sz. Knapczyk, Chucherko, Latko.
Żółte kartki: A. Stryczek, Kalemba – Tomasik, Kwaśniewski.
Widzów: 100






Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta