26 kwietnia, sobota, dzień zwycięstwa. Coś istotnego wydarzyło się w ten słoneczny i chłodny kwietniowy dzień. Co takiego? Na tronie Zamku Niepołomickiego zasiadł Bartosz Ryt, wyprasowany czerwony dywan wyłożył mu Piotr Szefer, a gości przyjął Kazimierz Śliwiński.
To była długa i wyboista droga. Droga prowadząca przez stare, zaniedbane, dziurawe oraz betonowe nawierzchnie. Trasa pełna zakrętów, przeszkód oraz niespodziewanych zdarzeń. W sobotę ten przejazd zakończył się szczęśliwie. Nie było łatwo, bo przecież nic w życiu prosto nie przychodzi. Wiele banałów jest rzucanych populistycznie na prawo i lewo bez głębszej refleksji, jednak ta myśl z wcześniejszego zdania należy do tych prawdziwszych. Prezesa Ryta nie miałem okazji poznać osobiście. Za to słyszałem o nim wiele dobrych rzeczy. W wyniku wielu rozmów, udało mi się wysnuć pewne wnioski. O sobotni wynik byłem w miarę spokojny. Cała kampania wyborcza, która zaczęła się wiele miesięcy temu była doskonale przemyślana, realizowana krok po kroku, a jej efekty mieliśmy okazje usłyszeć w ostatni weekend.
Pieczę nad całym przedsięwzięciem sprawował pewien znakomity mówca, który zwykle działa po cichu. To Piotr Szefer. Ta szara eminencja nie jest znana szerszej publice, bo nie ma takiej potrzeby. Kolejnym kluczowym „pomocnikiem” był Kazimierz Śliwiński, czyli doskonale znany „szef wszystkich szefów” w krakowskim środowisku piłkarskim.
Możemy napisać „kto ma wiedzieć, ten wie”, idąc klasykiem Ryszarda Andrzejewskiego. To postaci działające z tylnego siedzenia samochodu. Nie rzucające się specjalnie w oczy, za to są niezwykle skuteczne w działaniu. Wystarczy posłuchać kilku minut wypowiedzi tych osób, a już wszystko wiesz. Mocna barwa głosu, perfekcyjna dykcja, wyborna gestykulacja – to wszystko kupuje odbiorcę w moment. Oczywiście najważniejsza jest merytorka tych wypowiedzi, której rzecz jasna nie brakuje. To wszystko zdecydowało w dużej mierze o tryumfie Bartosza Ryta.
W Rzymie w 1934 roku na świat przyszła ikona piękna i kultury, Sofia Costanza Brigida Villani Scicolone. Szerszej publice znana jako Sophia Loren. Ta wybitna włoska aktorka dostała się do branży kinematograficznej poprzez wybieg dla modelek. Tam stawiała pierwsze kroki oraz została dostrzeżona. Później, wszystko potoczyło się dynamicznie. Dzisiaj tę postać zna niemal każdy. Sophia zagrała w konkretnej liczbie filmów na Starym Kontynencie. Do teraz ma się świetnie. Pewnie wiele osób zastanawia się, skąd ta dygresja? Sophia to osoba podziwiana, mająca swoją piękną historię pisaną latami. Mamy przekonanie, graniczące z dużą dozą pewności, że Bartosz Ryt również stworzy znakomitą opowieść. Będzie to coś na miarę divy z Wiecznego Miasta wielbionej przez tłumy.
Nie będzie to pokaz na miarę nowojorskiego wybiegu dla modelek, a bardziej tytaniczna praca u oraz od podstaw, które należy dopiero stworzyć. Będzie trzeba nadrobić oraz naprawić lata zaniedbań, bylejakości – trwających od dłuższego czasu. Coś po prostu było i istniało. Tych rządzących ludzi nie interesowała jakość wykonania – ważne było bytowanie. Skądś to znamy, prawda?
Sądzimy też, że za chwilę nie będzie miejsca gdziekolwiek na dziadostwo. Zacznie się w końcu patrzenie na ręce. Nie zaznamy akceptacji przy jedzeniu posiłku brudnymi dłoniami. Nie, to się nie wydarzy, nie przy tym stole. Zasady savoir vivre będą w końcu wymagane jak znajomość pacierza. Zacznie się pojawiać ład i porządek. Jesteśmy o to spokojni. Najbliższy czas dla osób nie dbających o te detale może okazać się łagodnie mówiąc niekorzystny.
Województwo małopolskie jest ogromnym regionem. Rzeczy do naprawy jest cała masa. Nowy związek pod batutą Bartosza Ryta musi być działającym związkiem. Liczymy, że ta kadencja odbędzie się na włoskich zasadach. Tych, na których przez życie przeszła boska Sophia Loren. Zmiany nachodzą – idziemy znowu w populizm, ale znowu ten prawdziwszy.







