Przygoda pucharowa Wisły zaczęła się od potyczki z amatorami z FK Llapi. Po drodze byli jeszcze „starzy Słowacy” i „kompozytorzy” z Wiednia. To wszystko zakończyło się na dobre dzisiaj, 22 sierpnia 2024 roku. Za tydzień pozostała tylko formalność w Wenecji Flandrii.
Mecz nie do końca zdążył się rozpocząć, a ciężary, które doskwierały Białej Gwieździe, były już ogromne. Wisła niosła na plecach dwa duże głazy, podstawione w pierwszych minutach meczu, kiedy jeszcze nie wyszła na dobre z szatni. Alan Minda w minucie 8., Thibo Sommers w 11., i zrobiło się bardzo nieprzyjemnie na krakowskich trybunach, które przycichły do poziomu mszy świętej, odbywającej się w katedrze im. parafii św. Jadwigi w Krakowie, w trakcie spowiedzi.

Chłopcy spod Wawelu próbowali, drążyli temat zwycięstwa, byli aktywni, ale przyjezdni z Beneluksu wybili im futbol z głowy. Cercle, którzy wystąpili w koszulkach podobnych do włoskiego Sassuolo, grali dobrze w piłkę. Szybko wymieniali podania, nie oglądali się za siebie, nie bali się gry. Weszli na boisko z drzwiami i od razu w gościach, buty wywalili na stół, pokazując, kto tu dzisiaj rządzi.
Cercle w tym spotkaniu zazwyczaj jechało na czwartym biegu, ale wystarczyło wcisnąć sprzęgło – zmienić na piątkę i delikatnie gaz, a Wisła kompletnie nie wiedziała co się z nią dzieje. Te momenty, kiedy tak się działo jasno i dobitnie pokazywały różnice klas. Piłkarze ubrani w zielono-czarne pasy ewidentnie szykują się do egzaminu dojrzałości z rozszerzonej matematyki.
Wiślacy właśnie co dopiero zdali do piątej klasy szkoły podstawowej i to jeszcze z problemami. Oczywiście dodać trzeba, że nie wszyscy do tej piątek klasy przeszli, bo blok defensywny krakowian zrobił sobie ewidentnie repetę w czwartej. Bartosz Jaroch miał problemy z tabliczką mnożenia, Alan Uryga i Wiktor Biedrzycki nie uważali na tematyce związanej z obliczeniami obwodu figur geometrycznych, a Rafał Mikluec z ułamkami. Powstała z tego niezbyt przyjemna mieszanka, która oblała z kretesem promocję do kolejnej klasy.

Czy jesteśmy zdziwieni? Zupełnie nie. Chłopcy z Krakowa dostali do nauki książki ze starszych klas, i nic dobrego z tego nie wyszło. Ciężko zgłębiać wiedzę, jak nie zna się podstaw.
Minda, Somers, Ravych czy Bruninho, to zawodnicy z innej półki. Delikatnie biegają jak sarenki, lekko stawiają stopę na zielonej murawie, jakby pływali w basenie na all inclusive w Turcji. Na szczęście z pomocą przyszedł sędzia Philip Farrugia, który po czwartej doliczonej minucie pierwszej połowy skończył tę męczarnię. W zasadzie było po temacie i myślami można już było odpłynąć do pięknego Kołobrzegu, gdzie o ważne punkty chłopcom Moskala przyjdzie grać pierwszego września.

Fot. Kowal
W drugiej odsłonie nie zobaczyliśmy niczego nowego. Panowie z Krakowa próbowali obejść temat ściągami, ale nie dało rady. Kibice zdali sobie sprawę, że okrzyk „Wisła w pucharach”, długo nie wybrzmi na stadionie w Krakowie. Nie będziemy znęcali się nad ekipą Białej Gwiazdy. Wisła w tym meczu nie istniała. Licznie zgromadzeni kibice, oglądali popis gości z Brugii. Było to w spotkanie jednostronne, nie pozostawiające żadnych złudzeń krakowianom.
Cercle Brugge nie zlitowało się nad Wisłą. Wydało tego dnia wyrok bezwzględny. Zaaplikowało krakowianom sześć bramek, celebrując je figurami akrobatycznymi, niczym kazachscy gimnastycy z Paryża. Dochodząc do sedna, obejrzeliśmy gwałt w Krakowie. Będąc widzami tego widowiska, było nam szczerze przykro. Oglądaliśmy z bliska pogrom w Wiedniu, dzisiaj było podobnie. Cercle Brugge przyjechało po swoje i nie pozostawiło żadnych złudzeń.
Biała Gwiazda została zmiażdżona przez Belgów. I można było się rozejść w ten studencki czwartek, do kawalerek i krakowskich apartamentów. Wiślakom pozostała smutna liga, w której nie wiedzie się zbyt dobrze. Podopiecznym Kazimierza Moskala nie pozostało nic innego, jak wziąć się w garść, zapomnieć o miłej pucharowej przygodzie, i zabrać się za poważną misję, która wiedzie do bram ekstraklasy.
22.08.2024r. Kraków, godzina 20:30 IV Runda Eliminacji Ligi Konferencji
Wisła Kraków – Cercle Brugge 1-6 (0:3)
Bramki: Rodado 84’ – Minda 8’, Somers 11’, Ravych 37’, Denkey 47’, Ouattara 55’, Olaigbe 83’.
Wisła Kraków: Broda – Mikulec, Uryga, Biedrzycki, Jaroch (62’ Wiśniewski) – Carbo, Duarte (71’ Dziedzic) – Kiss (62’ Gogół), Sukiennicki (71’ Alfaro), Starzyński (46’ Baena) – Rodado.
Cercle: Oliviera – Nazinho, Miangue, Ravych, Magnee, Erick (62’ Augusto), Agyekum, Minda (71’ Olaigbe), Bruninho (62’ Engwanda), Somers (46’ Ouattara), Denkey.
Żółte kartki: Rodado, Jaroch – Denkey, Agyekum
Sędziował: Ferrugia z San Marino
Widzów: 25 099







