Po reprezentacyjnej przerwie wróciła ligowa młócka. Do Krakowa po 10-te zwycięstwo przyjechały popularne Słoniki, które przewodzą stawce w Betclic 1.Lidze. Wisła ani myślała tanio sprzedać skórę i na oczach tłumów postawiła twarde warunki liderowi. Dwa gole Zwolińskiego i czwarte zwycięstwo z rzędu Białej Gwiazdy stało się faktem.
„Repra” – „reprą”, ale ligowa piłka to jest to co wszyscy lubią najbardziej. W zimny, piątkowy wieczór przy Reymonta w Krakowie prawdziwe tłumy. Tłok jak gdyby pod Wawel zajechał solidny, zachodni zespół. Nic z tego, to tylko ekipa Marcina Brosza z wioski położonej w dolinie Dunajca w powiecie tarnowskim, w gminie Żabno.
Absolutnie nie ma w tym zdaniu żadnej szydery, a wręcz podziw, że w takiej małej mieścince da się zbudować zespół, który bardzo pewnie trzyma w swojej dłoni talię kart i rozdaje je według własnego uznania. Póki co, kartami podzielił się tylko 3 razy, raz nerwowo rzucił talią o stół i, aż 10 razy odchodził od stołu zwycięski.
Ekipa trenera Brosza właśnie z takim zamiarem przyjechała do miasta, w którym Królowa Bona Sforza przechadzała się po ogrodach i co rusz swoją obrotnością i sprytem zagarniała kolejne wioski i miasteczka. Nieciecza też chciała do listy swoich łupów dopisać krakowską Wisłę, ale ta widać to było w pierwszej połowie – solidnie siadła do książek oraz zeszytów i lekcję odrobiła jak należy.

Pierwsza odsłona stała na bardzo dobrym poziomie, oczywiście jak na typową ligową młóckę. Było wszystko co trzeba, może poza finezją. Dużo walki, agresywności, mocnych doskoków do rywala i wiele sytuacji podbramkowych. Zabrakło najważniejszego – goli.
Przyznać trzeba, że Wisła mogła i powinna prowadzić, ale ani Rodado, ani Zwoliński i nikt z ich kolegów nie potrafił wtoczyć „gały” do świątyni. Najbliżej był Kiss, który najpierw huknął w Chovana, a póżniej poprawił i obił słupek. Próbował też Uryga, ale futbolówką tylko ustrzelił głowę jednego z rywali i zamiast gola uzyskał tylko rzut rożny, z którego potem nic się nie wydarzyło.
Nawet dobrze wyglądała linia obrony krakowian, oczywiście czarów w tej formacji trudno było się spodziewać, ale tradycyjnie trafił się rodzynek. Wrzutka Jarocha w pole karne….po ziemi do rywala – warta wszystkie skarby świata. Rzeczywiście w piątkowy wieczór po takim zagraniu można złapać luz i dobrą dawkę śmiechu.

Na drugą odsłonę trener Brosz postanowił zostawić w szatni Hilbrychta. W szatni pozostał też Karasek i rzeczywiście przyznać trzeba, że coach Słoni miał oko, bo to były dwa najsłabsze ogniwa pierwszej sceny tego aktu.
Druga odsłona tak jak i pierwsza rozpoczęła się od pokazu pirotechniki. Zakopciło się i zadymiło, a Frank Darabont mógłby nakręcić kilka scen do kolejnych części słynnej Mgły według powieści Stephena Kinga.

Pierwsze minuty decydującej drugiej połówki – bezbarwne. W 60. minucie powinno być 0-1, ale strzał Strzałka pofrunął tylko na rzut rożny. Wisła grała atakiem pozycyjnym, Słoniki sporadycznie sunęły z kontrami.
Z biegiem czasu mecz bardziej się wyrównał, a Słoniki próbowały pokazywać rogowe twory naskórka chroniące końce palców.
Kiedy jako taka gra zamieniała się w typową nudę, na Reymonta pojawiły się czary. James Igbekeme będący na swojej połowie, pięknym zwodem nawinął dwóch rywali, zarzucił prostopadłą piłkę do Baeny, a ten dograł do Zwolińskiego i było 1-0. Da się? Da się!
Chwilę później mogło być po temacie, ale Zwoliński za bardzo się rozpędził i wyjechał z futbolówką za linię bramkową. Wisła szła po drugiego gola i mogła go zdobyć z typowego i popularnego „kazika”. Z Dużego palca pociągnął Igbekeme, ale Chovcan nie dał się zaskoczyć i sparował futbolówkę na rzut rożny.
W samej końcówce trafił też Fred, ale nie Flinston tylko Duarte. Gol jednak nie został uznany i słusznie, bo spalony był bezdyskusyjny. Co się odwlecze to… . W doliczonym czasie gry Baena zarzucił na głowę Zwolińskiego i było po meczu.

3 punkty zostały w Krakowie. Mariusz Jop nie wie co to remis i nie wie co to porażka. Właśnie cieszy się z czwartego z rzędu zwycięstwa, a chłopina z poniższej fotografii może odsapnąć.

Czarne chmury, które kłębiły się nad jego głową – na jakiś czas odeszły w niepamięć. Lud jednak bacznie obserwuje, bo miejsca na błędy w kontekście awansu – już nie ma.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
18.10.2024r. Kraków, godzina: 20:30 – Betclic 1.Liga
Wisła Kraków – Bruk-Bet Termalika Nieciecza 2:0 (0:0)
Bramki: Zwoliński 78, 90+4.
Wisła: Letkiewicz – Jaroch, Uryga, Łasicki, Mikulec – Carbo, Igbekeme (90+5) – Kiss (81 Duarte), Rodado, Alfaro (70 Baena) – Zwoliński (90+6 Gogół).
Nieciecza: Chovan – Isik, Kasperkiewicz, Putiwcew – Hilbrycht (46 Zawijskyj), Ambrosiewicz (85 Wróbel), Wolski (85 Wacławek) – Strzałek (85 Różycki), Dombrowskyj – Karasek (46 Fassbender), Zapolnik.
Żółte kartki: Łasicki – Putiwcew
Sędziował: Karol Arys
Widzów: 22 130







