Koszykarskie Stany umysłu

LeBron James, Stephen Curry, Kevin Durant, Anthony Davis, Devin Booker, Joel Embiid, Jrue Holiday, Anthony Edwards, Jason Tatum, Bam Adebayo, Derrick White, Tyrese Haliburton, to magiczna 12. 12 ludzi, którzy zdobyli wczoraj złoty medal w paryskiej Accor Arenie. Reprezentanci USA pokonali w finale gospodarzy z Francji 98-87. Rozstrzygający mecz był emocjonujący do ostatnich chwil, kiedy to spotkanie przejął Steph Curry i położył spać licznie zgromadzoną publiczność.

Reprezentacja Stanów Zjednoczonych w koszykówce pojechała do Paryża jako murowany faworyt do zwycięstwa w całej imprezie. W oczach wielu była to kadra zwana nowym „Dream Teamem”, na cześć tej największej amerykańskiej, z olimpiady 1992 w Barcelonie, kiedy to prym wiedli Michael Jordan, Larry Bird, Magic Johnson czy Clyde Drexler. O tamtej drużynie powstał nie jeden film, i została napisana nie jedna książka. Obecna kadra była niezwykle mocna personalnie. Miała w szeregach niemal samych wybitnych koszykarzy. Na paryską przygodę wybrali się wszyscy najlepsi, bez wyjątku.

Dlatego też każde inne rozstrzygnięcie niż pewna wygrana w Paryżu, zostałaby odebrana w Stanach jako porażka. Porażka typu blamaż, używając łagodnych słów. Finalnie, nie było niespodzianki, chociaż w półfinale kibice amerykańscy przeżywali horror. Było bardzo gorąco z perspektywy trenera Steve’a Kerra oraz reszty załogi. Serbowie pod koniec 3 kwarty prowadzili już 15 punktami. Koszykarze Stanów zaliczyli jednak piorunującą końcówkę, odprawiając Nikolę Jokicia i spółkę do boju o 3. miejsce.

Dwa rozstrzygające mecze były popisem jednego aktora, Stephena Curry’ego, który miał fatalny turniej, aż do półfinałów. Wtedy pojawił się prawdziwy on, w najlepszej wersji – rozbił drzwi prawym butem marki Under Armour, następnie urządził sobie trening strzelecki, zdobywając złoto dla USA. 4-krotny mistrz NBA zabawił się w konkurs rzutów za 3, trafiając 15 razy w dwóch ostatnich grach (w tym pięć celnych trójek w finale, w ostatnich 4 minutach meczu). Był to niebywały wyczyn, dokonany przez gracza wyjątkowego.

Jeśli ktoś interesuje się koszem, ten wie, że rozgrywający Golden State Warriors to postać nietuzinkowa na każdym podłożu. Wybitny we wszystkim, co robi – w każdym obszarze działalności. W wolnych chwilach np. gra w golfa. Robi to naprawdę całkiem nieźle.

Nie da się go nie lubić. Ciężko znaleźć koszykarza, który ma na pieńku z popularnym „Stephem”. Fenomenalny Curry „zamknął” wczorajszy mecz, trafiając „daggera” na 33 sekundy przed końcem, informując, że można kłaść się spać. Było po wszystkim.

Innym architektem tego sukcesu był bez wątpienia chorąży kadry amerykańskiej, LeBron James. Gracz pochodzący z Akron w Ohio wygląda w swojej wciąż trwającej karierze jak czerwone wino. Im starszy, tym lepszym. W wieku niemal 40 wiosen pisze swoją piękną historię. W czerwcu podpisał z klubem z Los Angeles kolejny maksymalny kontrakt, gdzie będzie grał razem ze swoim synem, Bronnym. Dla „Króla” było to trzecie wygrane złoto olimpijskie. Poprzednie triumfy miały miejsce w Pekinie i Londynie.

Możnaby tak dalej wymieniać, bo niemal każdy z zawodników znajdujących się w kadrze miał swoje momenty w tym turnieju. Była to pierwszy olimpiada, gdzie razem wystąpili Steph Curry, LeBron James i Kevin Durant, czyli gracze znajdujący się w Top13 najlepszych w historii NBA.

Kluczem do zwycięstwa, poza umiejętnościami indywidualnymi tych zawodników, była atmosfera wewnątrz kadry. Na każdym kroku było widać, że ci ludzie po prostu się lubią i tętnią tym słynnym amerykańskim luzem. Oni musieli ten turniej wygrać.

Teraz panów czeka zasłużony odpoczynek przed kolejnym wymagającym sezonem, który rozpocznie się 22 października i potrwa aż do finałów, na przełomie maja i czerwca. Najlepsi gracze rozegrają w okolicach 100 meczów. Dla fana NBA zacznie się teraz sezon ogórkowy, w wyczekiwaniu na jesień. Dla nas, oglądanie turnieju olimpijskiego w koszykówce, było odskocznią od polskiej piłki, która przeważnie jest męcząca. To były przyjemne dwa tygodnie spędzone ze światowym basketem. Zapamiętamy je na długo.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal