Lewandowski = LewanBoski

Lubimy chwalić to co obce, a niekoniecznie potrafimy docenić to co nasze. Takiego napastnika mieliśmy przez lata. Robert Lewandowski to w naszej piłce zjawisko i choć już dobija do portu to statystyki i liczby mówią jedno. Takiego „napadziora” szybko znów mieć nie będziemy.

Najlepszy piłkarz w historii który urodził się w Polsce wzbudza sporo kontrowersji, a nie powinien. Dlaczego już tłumaczę.

Sam się łapie na tym, że często dyskredytuje osiągnięcia byłego napastnika m.in. Lecha czy Bayernu. To, że Lewandowski strzela bramki jest tak samo oczywiste jak dalekie skoki naszych skoczków(co niestety nie jest już aktualne). Tak do tego podchodziłem i oceniałem. Prawdopodobnie nie tylko ja. No właśnie apetyt rośnie w miarę jedzenia. Coś dobrego szybko powszednieje niczym niedzielny rosół. Z czasem okazuje się, że chcemy więcej i więcej…

Cofnijmy się w czasie i przypomnijmy pierwsze informacje na temat 18-letniego króla strzelców ówczesnej II ligi. Transfer do Lecha, pompowanie balonika… I w Poznaniu okazało się że ten balonik ma się świetnie. Kolejna korona króla strzelców tym razem w najwyższej klasie rozgrywek w kraju. Do tego dawno niewidziane osiągnięcia w europejskich rozgrywkach. Mistrzostwo Polski. Dobra, osiągnięcia Lewego wszyscy znają. Przynajmniej oceniając go powinni znać. Zmierzam do tego, że po wielu rozczarowaniach związanymi z wielkimi oczekiwaniami w końcu jest Ktoś. Ktoś który nie zawodził, który pokazuje, że można więcej i więcej. A kibic ma nieograniczoną kreatywność jeśli chodzi o oczekiwania. Zawsze znajdzie coś co można poprawić.

Szukamy, szukamy haków na Lewego. Mamy jeden, konkretny. Kadra. Miano najskuteczniejszego strzelca w historii nam nie wystarcza. Brakuje konkretów. Nie było nawet blisko legendarnych trzecich miejsc na mundialach. Ćwierćfinał euro 2016 zbyt mało żeby nazywać go najlepszym.

Wielu z nas pozytywnie wspomina występy Mielcarskiego, Kowalczyka, Juskowiaka, Żurawskiego, Wichniarka, Jelenia, Olisadebe, Smolarka czy kilku innych „wybitnych” polskich napastników z ostatnich 30 lat. Tylko sumując ich wspólne osiągnięcia mamy przepaść pomiędzy całą plejadą polskich napastników a jednym Lewandowskim. Porównując same liczby z jednej strony łączne cyfry powyższej ÓSEMKI kontra „Bobek”. Ośmiu wspaniałych strzeliło w sumie 105 bramek w kadrze w 898 występach i 313 goli w zawodowej piłce w 2706 spotkaniach. A nasz bohater tych bramek zdobył dla kadry 82 a w klubowej piłce 429 w uwaga odpowiednio 146 i 592 grach na dzień dzisiejszy. Podsumowując mamy liczby 418 bramek w 3604 spotkaniach kontra 511 goli w 738 występach w zawodowej piłce. Miazga. Panowie strzelali bramkę co 9 spotkanie (wiadomo jeden częściej drugi rzadziej), a ciągle pracująca maszyna robi to nieco ponad spotkanie. Przepaść.

Każdy może strzelać Litwie, Szkocji czy San Marino. A właściwie nie, nie każdy. Poziom piłki reprezentacyjnej niesamowicie się wyrównał i czy nam się to podoba czy nie takie są fakty. Gier jest więcej ale stwierdzenie, że w Europie już nie ma „słabych drużyn” jak nigdy jest trafne. Taktyka i przygotowanie fizyczne ma obecnie niesamowite znaczenie. Tego akurat naszemu bohaterowi zarzucić nie możemy. Dzisiaj nawet najwybitniejsza jednostka „meczu sama nie wygra”. Bez odpowiedniego wsparcia od kolegów z boiska oraz ławki trenerskiej ciężko o sukces. To, że Lewandowskiemu zależy na wynikach kadry jest oczywiste jak to że hejnał płynący z mariackiej wieży w pewnym momencie się urywa. Frustracja w ostatnich meczach to efekt świadomości, że ten statek o nazwie „sukces z reprezentacją” już odpływa. Rozumiem go. Rozumiem to zachowanie, gdy chcesz jak najlepiej a wiesz, że nic więcej już sam zrobić nie możesz. Czas ucieka, frustracja narasta. Nikt nie jest idealny ale zaangażowania i pracy aby jak najlepiej było w reprezentacji odmówić mu nie można. Przede wszystkim dzięki niemu nasze oczekiwania były tak wielkie. Cała ta otoczka z odpowiednim prowadzeniem się, edukowaniem kolegów miała na celu jak najlepiej dla biało-czerwonej koszulki.

Lewandowski bardzo chce, widać było to aż nadto w wielu meczach piłki klubowej na przestrzeni ostatniego roku. Nie wszystko szło po myśli Pana Roberta. Z wiekiem stracił na szybkości i dynamice. Machanie rękami i narzekanie nie przypada do gustu wielu kibicom co zrozumiałe. Dzisiaj cały świat widzi wszystko z każdej perspektyw dlatego nie można mieć słabszych momentów. Wyłapujemy każdą wpadkę i atakujemy. Atakujemy zajadle, niczym diabeł tasmański padlinę. Zapominając o najważniejszym szacunku dla osiągnięć a te w wypadku Lewego są spektakularne. Nie może to zepsuć nam obrazu z jak wielkim piłkarzem mamy do czynienia. Jeszcze raz podkreślić należy mu się szacunek, za to jak wykonuje swoją pracę. Podejście do zawodu o nazwie piłkarz. Zrobił wiele i będzie w świecie bardziej kojarzony z Polską niż tak pyszne pierogi ruskie.

Przyznaję już nie śledzę tak regularnie jego poczynań, jednak kibicuje. Naprawdę kibicuje. Niech zapisze kolejną bramkę na swoim koncie, choćby dziś po odsłuchaniu „kaszanki” w Neapolu.

Z Piłką W Sercu (ŁM)

ŁM
ŁM