Skład finału Ligi Mistrzów znany. Starcie dwóch klasowych drużyn

Zespół „Kanonierów” ostatni raz w finale Ligi Mistrzów grał w 2006 roku. W drużynie grali jeszcze tacy piłkarze jak Thierry Henry, Fredrik Ljungberg czy Jens Lehmann, a trenerem był Arsène Wenger.

Jest to niewątpliwie sukces obecnej ekipy Mikela Artety. Należy jednak podkreślić, że ten finał nie wziął się z przypadku. Londyńczycy już w zeszłym sezonie pokazali, że znów należą do grona najlepszych drużyn na świecie, docierając do półfinału.

Arsenal w drodze do finału stracił zaledwie 6 bramek, z czego cztery w fazie ligowej. Drużyna z Londynu zajęła pierwsze miejsce w fazie ligowej, wygrywając wszystkie osiem meczów, strzelając 23 gole i tracąc 4.

Faza pucharowa w wykonaniu „Kanonierów” nie była spektakularna, lecz co najważniejsze skuteczna. W sześciu spotkaniach ekipa straciła zaledwie dwie bramki, strzelając przy tym 6. Kluczem do tego awansu była szczelna linia defensywna. Kiedy wszyscy obrońcy są zdrowi, w formie i popełniają mniej błędów, Arsenalowi gra się o wiele łatwiej. Drugie półfinałowe starcie z Atlético pokazało, jak ekipa Artety potrafi zarządzać korzystnym wynikiem w starciu z klasowym rywalem.

Fot. Arsenal/Facebook

Aktualnie przez wielu drużyna Arsenalu w meczu finałowym jest skazywana na pożarcie. Jednak warto wspomnieć, że londyńczycy w fazie ligowej pokonali takie ekipy jak wspomniane już wcześniej Atlético 4:0, Bayern 3:1, czy Inter na wyjeździe 3:1. Oczywiście były to inne gatunkowo spotkania, lecz Arsenal potrafił udowodnić swoją wyższość nad drużyną Diego Simeone i wyeliminować ją również w półfinale. Zatem zespół z Premier League niewątpliwie potrafi grać z klasowymi rywalami.

Fot. Arsenal/Facebook

Ekipa PSG stanie przed szansą obrony trofeum. Jak dotąd jedyną drużyną, która dokonała tej sztuki, jest Real Madryt, który w latach 2016-2018 wygrał te rozgrywki aż trzy razy z rzędu. Dla paryżan jest to trzeci finał w ciągu sześciu lat. W roku 2020 ulegli w finale Bayernowi Monachium 0:1. Jednak był to wtedy inny zespół, nie tak zgrany i uniwersalny jak teraz.

Ekipa Paris Saint-Germain musiała — podobnie jak w zeszłym sezonie — przebijać się przebijać się przez rundę barażową o 1/8 finału. Podopieczni Luisa Enrique zajęli 11. miejsce w fazie ligowej, a tylko czołowa ósemka daje prawo gry od razu od 1/8 finału.

Ekipa ze stolicy Francji w fazie pucharowej zdobyła prawie cztery razy więcej bramek niż Arsenal, a dokładnie 23 gole, tracąc przy tym 11. Nie licząc dwumeczu barażowego przeciwko AS Monaco, daje to bilans 18:7. Z tych siedmiu straconych bramek, aż 4 PSG straciło w jednym meczu przeciwko Bayernowi.

Właśnie ten dwumecz przeciwko ekipie z Bawarii moim zdaniem pokazał oblicze ekipy Luisa Enrique. Zarówno w sensie pozytywnym jak i negatywnym.

W pierwszym spotkaniu z Bayernem, kiedy drużyna niemiecka rzuciła rękawice, zespół ówczesnych gospodarzy odpowiedział kilkoma niesamowitymi ciosami i po 58. minutach prowadziła 5:2. Bayern nie był w stanie poradzić sobie z tymi zabójczo szybkimi atakami, w połączeniu z precyzją wykańczania akcji. Jednak coś później się zacięło, monachijczycy zdobyli dwie szybkie bramki i było 5:4. PSG ratowało się momentami nawet wybijaniem piłki byle dalej od swojej bramki. W końcówce spotkania stosowali długie podania, aby ominąć pressing Bayernu. Drużyna z Bawarii miała też swoje okazje, żeby wyrównać stan meczu, a nawet go wygrać.

Fot. PSG – Paris Saint-Germain/Facebook

Drugie spotkanie było kontrolowane przez paryżan. Po zdobyciu bramki na 1:0 w 3. minucie przez Dembélé przyjezdna ekipa z Francji grała niemal perfekcyjne spotkanie w defensywie. Ustawianie się, przewidywanie oraz odpowiedzialność były na najwyższym poziomie.

Nie obyło się jednak bez kontrowersji. W 30. minucie Nuno Mendes ewidentnie dotknął piłkę ręką, co nie zostało zauważone przez sędziów. Portugalczyk powinien za to otrzymać drugą żółtą kartkę, a wtedy obraz gry diametralnie by się zmienił.

W 94. minucie Harry Kane doprowadził do remisu i dał minimalną nadzieję Bawarczykom na odwrócenie losów tego dwumeczu. Jednak było już za późno i to PSG zasłużenie pokonało równie genialną drużynę niemiecką. Z pewnością to pierwsze starcie przejdzie do historii futbolu. Meczu o takiej intensywności, tak płynnych przejściach z defensywy do ataku, o takiej dynamice, finezji, polocie osobiście sobie nie przypominam. Wydaje się, że przez długi czas nic lepszego nie obejrzymy i nie doświadczymy.

Faworytem tego starcia oczywiście będzie drużyna PSG. Ma ona zdecydowanie mniej słabych punktów niż Arsenal. Jednak nie należy w żadnym wypadku skreślać ekipy z Londynu. Ten zespół wielokrotnie już pokazał, że potrafi rozgrywać takie mecze taktycznie i z pewnością podejdzie do tego spotkania w pełni przygotowany i z pomysłem.

Atutem drużyny Mikela Artety są niewątpliwie stałe fragmenty gry. Jeśli Arsenal zdobyłby bramkę właśnie ze stojącej piłki, a później w sposób umiejętny się bronił i powstrzymywał skutecznie tę genialną ofensywę z fenomenalnym Khvichą Kvaratskhelią na czele, to kto wie, co mogłoby się wydarzyć.

Fot. psg.fr

Niemniej jednak większe szanse można dać drużynie PSG, która jeśli wejdzie na swoje najwyższe obroty, jest nie do zatrzymania przez żadną drużynę. Pewne jest jedno, że zapowiada się naprawdę ciekawe spotkanie. Finał Ligi Mistrzów odbędzie się 30 maja o godzinie 18:00.

Sebastian Pietras
Sebastian Pietras
Artykuły: 21

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta