Morza szum, ptaków śpiew…

…złota plaża pośród drzew. W takich miejscach, myśli o futbolu kłębią się dużo bardziej jaskrawo niż gdziekolwiek indziej. Bezkres morza zawsze zapiera dech w piersiach, a piłka nożna zawsze gdzieś nam przecież towarzyszy. Zwłaszcza gdy dużo w niej się dzieje.

Szukanie igły w stogu siana

Zanim przejdziemy do futbolu, warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Wojsko nasze szuka niezidentyfikowanego obiektu na Lubelszczyźnie. Jak podają osoby odpowiedzialne za te kwestię, wszystko było pod kontrolą, od momentu kiedy obiekt zawitał do naszego kraju, aż do momentu kiedy zatracił się na radarze. Prawdopodobnie to był dron i nie jest wykluczone, że nasze granice opuścił – tak podają w komunikacie wojskowi.

Nie podjęto decyzji o zestrzeleniu, bo nikt naocznie go nie widział, a takie kwestie należy najpierw oczyma (forma wciąż poprawna), lub oczami – potwierdzić. W tej kwestii podobno przeszkodziła pogoda – było dość dużo chmurek. Dron (prawdopodobnie uzbrojony) sobie latał, latał i latał, a potem gdzieś u nas spadł, albo sobie odleciał w siną dal. Nie wiemy – głoszą Siły Zbrojne Rzeczypospolitej. Nie wiedzieć to mogę ja, albo Kowal, a nie poważny kraj, który mocno w NATO stoi. Reasumując przeszukano już 800 hektarów i nic, a więc poszukiwania trwają dalej, a jeszcze dalej z tego się śmieją.

fot. adresosow.pl (działa rolna w Tyszowcach)

W dalszym ciągu ciekawie dzieje się w Dąbrowie Zielonej w powiecie częstochowskim. Choć Jacka Jaworka podgryzają już robale, to zagadka związana z jego śmiercią zdaje się nie mieć końca. Służby, które mają uprawnienia do strzelania z broni prawdziwej zaprzeczają, jakoby Jacek na chwilę przed śmiercią woził się samochodem. Nikt go raczej też na miejsce, w którym znaleziono jego zwłoki – nie podwiózł. Nowe dni przyniosą zapewne nowe ewentualności.

Europejska zmora

Idźmy do piłki, bo tam jak zawsze dużo się podziało. Przygoda w Europie dla naszych drużyn zazwyczaj jest zmorą i choć grają cały sezon po to, żeby do niej się dostać, to jak już mają to za sobą – narracja zazwyczaj jest jedna. Nie jesteśmy przyzwyczajeni grać co 3 dni i w sumie dobrze, że już odpadliśmy, bo możemy skupić się na lidze. I tak w kółko – jedno i to samo.

Wczoraj peanów nad grą Wisły Kraków był ogrom. Ludzie w średnim wieku, młodzi i starsi – piali z zachwytu. Sam dostałem kilka wiadomości, czy to co dzieje się w Brugii to jawa, czy sen? Każdy kto gdzieś pracuje, ma czasem tak, że jak nic nie musi to zazwyczaj obija się jak może. Niektórzy nawet tak mają jak muszą, ale wróćmy do tej pierwszej wersji. Tak właśnie wczoraj mieli piłkarze Cercle, którzy wyszli na murawę żeby ten mecz odbębnić. Byle szybko minęło to 90 minut i można iść do domu spać, w końcu w głowach już mecz derbowy, a nie jakieś użerania się z Wisłą. Ta z kolei nic też nie musiała, a tylko mogła. A jak nie musisz to zawsze jest łatwiej i tak właśnie było. Gra się nawet kleiła i fajnie. Kwestia tylko tego, co będzie w niedzielę przy ul. Śliwińskiego w pięknym Kołobrzegu.

fot. ST

Ostatnie dni wakacji to pogoda, która nas rozpieszcza. Kołobrzeg dmucha żarem, a piasek praży w nogi. Morze choć stosunkowo ciepłe, większości wydaje się zimne (różnica temperatur). Statki wpływają do portu, a w latarni trwa remont i konserwacja elewacji. Piwo leje się na wydmach i w okolicznych knajpach. Są gofry, waty cukrowe, lody i inne cuda na kiju. W niedzielę w kurorcie tym przyjdzie grać Wiśle w piłkę. To pierwszy oficjalny mecz w historii obu ekip. Kotwica Kołobrzeg – Wisła Kraków, tego jeszcze nie grali.

fot. ST

Wszystko już na to wydarzenie gotowe. Kibice „Kotwy” zwarci, biletów brak. To najdalszy, krajowy wyjazd Białej Gwiazdy w historii. Grubo ponad 700 kilometrów z ul. Reymonta, choć uda się to trochę oszukać. Wisła z Brugii leci do Poznania, stamtąd do Opalenicy, a potem już fru do Kołobrzegu. Do Kołobrzegu, w którym Wisła musi, a „Kotwa” tylko może. Komu będzie łatwiej?

fot. ST

Żadnych szans z Ajaxem nie miał mistrz Polski – Jagiellonia Białystok. Jaga została obita i wykopana z eliminacji do Ligi Europy. Miejsce zagrzeje w Lidze Konferencji. Taki jest obecnie stan naszej piłki. Mistrz kraju nie ma prawa zagrać w poważniejszych rozgrywkach i przyczyn tego stanu rzeczy jest mnóstwo. Wypracowanie na pewno nie na teraz.

W obrzydliwy, paskudny i wstrętny sposób do Ligi Konferencji weszła warszawska Legia. Jej gra wczoraj – wywoływała ból brzucha, a w Kopenhadze do dzisiaj zachodzą w głowę, jak taka ekipa mogła wyeliminować ich pupili z zabawy. Piłka czasem tworzy swoje scenariusze. Legia jak chce napisać fajny rozdział w najbliższej edycji LK to nie może „grać” już tak – jak wczoraj w Kosowie.

Historyczny sukces i czas na zmiany

Schodząc na tematy lokalne to warto zaznaczyć, że w miniony weekend swoje pierwsze, historyczne zwycięstwo odniosła drużyna Słowika Olkusz. Stało się to w słynnej SERIE A. Ofiarą – Ospel Wierbka, a więc drużyna, która tę klasę rozgrywkową zna jak własną kieszeń. Dla społeczności skupionej wokół Słowika – niewątpliwie chwila podniosła. Tak jest, jak coś w życiu dzieje się po raz pierwszy. Pamięta się to na zawsze.

fot. OKS Słowik Olkusz (PL)

Niedługo po raz pierwszy w nowym roku szkolnym na lekcje udadzą się dzieci i młodzież. Wrzesień już za pasem. Choć większość dni tego pięknego miesiąca należy jeszcze do lata, to mi ten czas zazwyczaj kojarzy się z jesienią. Zwłaszcza teraz, kiedy wszystko w życiu dzieje się szybciej. Jesień to czas – zadumy i myślenia. W piłce lokalnej to myślenie też należy uruchomić. Za kilka miesięcy wybory w piłkarskich związkach. Od ludzi w klubach zależy, w którą stronę pójdą, ale chyba nikt o zdrowych zmysłach i z piłką w sercu, nie ma wątpliwości, że czas na zmiany. Wieczne są tylko diamenty, no i może jeszcze Rzym. Nikomu nic nie dane jest na zawsze i warto o tym pamiętać.

Z Piłką w Sercu (ST)

ST
ST