Poniedziałek, 1 czerwca, święto wszystkich dzieci, kolejny dzień pracy w fabryce. Wydarzy się też pewna istotna rzecz na wielkiej tenisowej scenie. W porze obiadowej, na kort centralny Philipe’a Chatriera wyjdzie Maja Chwalińska oraz Diane Parry. Obie tenisistki powalczą o ćwierćfinał turnieju wielkoszlemowego. To dzieje się naprawdę. Maja Chwalińska jest ostatnią Polką, która pozostała na paryskich kortach turnieju Rolanda Garrosa.
Kiedy w sobotę po 38 minutach gry Maria Sakkari dominowała na korcie i pewnie zmierzała po awans do 1/8 finału, polscy kibice byli gotowi na szybkie rozstrzygnięcie i powrót do zajęć domowych. Nie mogli czuć złości i rozczarowania, ponieważ sympatyczna dziewczyna ze Śląska przysporzyła im już odpowiednią ilość radości. Zrobiła i tak wynik ponad stan, wbrew jakimkolwiek oczekiwaniom. Ten mecz z Greczynką niczego nie zmieniał, jego wynik mógł pozostać sprawą drugorzędną.
Maja tego dnia była na korcie trochę wolniejsza, miała problemy z ustawianiem się do piłek. Ogólnie mówiąc, nie do końca dobrze weszła w ten mecz. Sakkari grała swój najlepszy tenis, nie dopuszczając do głosu leworęcznej artystki z Dąbrowy Górniczej. Kiedy w trzecim gemie drugiego seta Maja po raz kolejny została przełamana, podejrzewam, że mało kto wierzył w to, co wydarzyło się za ponad godzinę.
Mecz obrócił się o 180 stopni. Od czwartego gema drugiego seta scenariusz tych zawodów został podmieniony. W tym nowym dominowała wyłącznie jedna zawodniczka, Maja Chwalińska. Maria Sakkari została kompletnie rozbita i pozbawiona wszelkich atutów. Polka przejęła panowanie nad meczem. W końcu poczuła się na korcie jak ryba w wodzie. Zaczęła się jej ulubiona mała gra. To był koncert w wykonaniu filigranowej zawodniczki. Topspiny, slajsy, zwalnianie, przyspieszanie, ciągła zmiana rytmów i rotacji – tak nie grają zawodniczki z topu WTA – tak gra Maja Chwalińska.
Kiedy kończył się drugi set, mogliśmy ujrzeć na twarzy Marii Sakkari niezwykłą złość oraz bezradność. W trzeciej odsłonie nie było inaczej – Greczynka nie znalazła recepty na wyjątkowy styl Mai. W końcowym fragmencie trzeciego seta, Polka zagrała pewnie cztery czy pięć skrótów, ściągając do siatki Marię Sakkari. Nie miały to być skróty kończące akcje, tylko takie, które zostaną odegrane przez Greczynkę. Wszystko po to, żeby za chwilę Maja posłała bajecznego loba, który pozostał już bez odpowiedzi. I tak w kółko. Artyzm, finezja, duch Agnieszki Radwańskiej unosił się nad dachem kortu Simone Mathieu. Inteligencja tenisowa Mai była nieoceniona.
Kiedy Polka wygrała ostatni punkt i w głosie najlepszej komentatorki tenisa w tym kraju, Joanny Sakowicz-Kosteckiej usłyszeliśmy radość i wzruszenie, poczuliśmy dokładnie to samo. Te piękne uczucia zagościły w niejednym polskim gospodarstwie domowym. Chusteczki w tym przypadku nie były potrzebne do wytarcia nosa. Tak, to były niepowtarzalne chwile. Szczera, prawdziwa radość po triumfie uroczej dziewczyny ze Śląska. Kiedy Maja w wywiadzie pomeczowym była w ciężkim szoku, można było się tylko szeroko uśmiechnąć. Wtedy zyskała kolejne tysiące tenisowych fanów.
Jaki jest obecnie stan rzeczy? Polka zostanie co najmniej 75. rakietą świata. Czek, który odbierze, pozwoli jej spokojnie planować starty do końca tego roku. Będzie również pewna występu w turnieju głównym na kortach Flushing Meadows w Nowym Jorku. Próżno będzie szukać Mai Chwalińskiej na listach startowych turniejów ITF. Ta piękna historia jest pisana na naszych oczach. Po Paryżu zacznie się inne tenisowe życie dla Polki. Dużo lepsze życie, bez strachu, z dużym komfortem i możliwościami. Dokładnie to, o czym pisaliśmy przed turniejem.
Już niebawem rozegra batalię życia z reprezentantką gospodarzy, Diane Parry. Francuzka sprawiła w 1/8 finału ogromną niespodziankę, pokonując Amandę Anisimową. Styl Parry pod pewnymi względami przypomina ten prezentowany przez Maję. Kombinacyjna gra, długie wymiany, nietypowe rozwiązania – to elementy, które możemy ujrzeć, oglądając mecze dzisiejszej rywalki Polki. Chwalińska przystąpi do tego meczu w roli nieznacznej faworytki, po raz pierwszy w tym turnieju.
Oczywiście trzeba wziąć poprawkę, że ćwierćfinał wciąż pozostaje daleko, a Parry na własnym terenie będzie niezwykle wymagającą rywalką. Tak, Polka jest w grze o ćwierćfinał wielkoszlemowy. Niech ten piękny tenisowy sen wciąż trwa…


Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta