Już w najbliższą niedzielę startuje Roland Garros, drugi turniej wielkoszlemowy w tym roku. To najlepszy czas dla fanów żółtej piłeczki na ziemi, czyli tenisowych maratonów okraszonych długimi wymianami pełnymi ślizgów na charakterystycznej pomarańczowej mączce. W gronie startujących znajduje się aż sześcioro reprezentantów Polski.
Trudne losowanie dla Igi
4-krotna triumfatorka turnieju w Paryżu w pierwszej rundzie zmierzy się z Emerson Jones. To 17-letnia Australijka, która otrzymała dziką kartę do głównego turnieju. Poważne przeszkody zaczną się najpewniej od 3. rundy, kiedy Iga będzie mogła trafić na Jelenę Ostapenko. Przypomnijmy, że bilans gier Polki i Łotyszki to 0-6. Ostapenko i jej nieszablonowy tenis to od zawsze zmora dla Świątek. Żeby do takiego meczu doszło, Łotyszka musi wygrać dwa mecze, a to wcale nie jest oczywiste, gdyż jej dyspozycja dnia jest zależna od wielu przeróżnych zmiennych.
W przypadku przejścia 3. rundy najprawdopodobniej będzie czekała jedna z zawodniczek, która w niedalekiej przyszłości powinna aspirować do wygrywania turniejów wielkoszlemowych. Mowa o Marcie Kostiuk. Triumfatorka turnieju WTA w Madrycie ma na swoim koncie aż 12 wygranych z rzędu i z miesiąca na miesiąc gra coraz lepiej. Próbkę swoich umiejętności zdążyła pokazać gliwickiej publiczności w Billie Jean King Cup, gdzie pewnie pokonała Magdę Linette.
Ukraińska tenisistka posiada w swoim wachlarzu wszelkie tenisowy atuty, aby wygrywać wielkie turnieje. Jej urozmaicony oraz bardzo agresywny sposób odbijania okrągłej piłeczki w końcu zaczyna przynosić poważniejsze efekty. Wszystko to dzieje się pod dokładnym okiem polskiej trenerki, Sandry Zaniewskiej. Dalej dywagując – jeśli Idze uda się dotrzeć do ćwierćfinału, na przeszkodzie może stanąć triumfatorka Foro Italico sprzed tygodnia, Elena Switolina (z którą Iga przegrała w półfinale). W tej połówce drabinki jest również triumfatorka tegorocznego Australian Open, Elena Rybakina.
Jak widzimy, droga do piątego zwycięstwa w Paryżu nie będzie spacerkiem po czerwonym dywanie. Czy Igę stać na zdobycie piątego paryskiego to skalpu? Oznaki lepszej gry mieliśmy okazję zaobserwować na kortach w Wiecznym Mieście, gdzie znowu na twarzy czasem gościł uśmiech i dostrzegalna była radość z gry. Nie ma co prorokować, bo to za wcześnie, ale turniej w stolicy Francji da nam odpowiedź, w jakiej dyspozycji tak naprawdę jest najlepsza polska tenisistka. Gdzie, jak nie na swojej koronnej nawierzchni i w swoim ulubionym turnieju wielkoszlemowym, ma wrócić do wygrywania „królowa Paryża”?
Pozostałe Polki
Pozostałe reprezentantki biało-czerwonych nie są faworytkami w swoich meczach pierwszej rundy. Magda Linette zmierzy się z 19-letnią nadzieją czeskiego tenisa, Terezą Valentovą, zaś Magdalena Fręch zagra z solidną Rumunką, Gabrielą Ruse. Obie reprezentantki Polski zaczęły ten sezon nie najlepiej. W przypadku Fręch dodatkowo pojawiły się kłopoty ze zdrowiem. Była zmuszona m.in. do wycofania się z kwietniowego turnieju w Stuttgarcie ze względu na kontuzję nogi.
Nie wiadomo z kim zagra czwarta z Polek, Maja Chwalińska. Kogo przydzieli jej los – dowiemy się dzisiaj. Chwilę pozostańmy przy filigranowej, leworęcznej tenisistce, dla której będzie to paryski debiut wielkoszlemowy. Polka przemknęła przez tegoroczne kwalifikacje bez straty seta, niczym francuskie TGV na linii Paryż-Bruksela. Nie jest to oczywiście przypadek, gdyż dyspozycja Mai od kilku tygodni jest jest wyraźnie zwyżkowa (triumf w 75k w Oeiras). 24-latka z Dąbrowy Górniczej ma obecnie swój najwyższy ranking w karierze (113. miejsce). Nie od dzisiaj wiemy, że tenis Polki jest finezyjny, pełen polotu, piękny technicznie – możemy się nim zachwycać godzinami i tak to będzie mało.

Barierę przed wejściem do elity zawsze stanowiły warunki fizyczne, które w końcowym rozrachunku odgrywały kluczową rolę. Liczymy, że krok po kroku Maja będzie sukcesywnie pokonywać kolejne przeszkody, pnąc się w rankingu coraz wyżej. Chwalińska do tej pory może pochwalić się jednym zwycięstwem w głównej drabince turniejów wielkoszlemowych. Gdyby udało się dojść do 2. rundy, zyskałaby 70 punktów rankingowych, które znacząco przybliżyłyby ją do upragnionego wejścia do czołowej setki WTA. Jest to o tyle ważne, że taki ranking zapewnia miejsce w głównej drabince turniejów Wielkiego Szlema. Nie trzeba przebijać się przez trzy ciężkie rundy kwalifikacyjne. Daje to ogromne gratyfikacje finansowe, umożliwiające spokojniejsze planowanie startów w sezonie, co w perspektywie czasu może okazać się kluczowe dla kariery ludzi uprawiających zawodowo tenis.
Kamil i Hubert
Przykładem beneficjenta takiego rozwiązania jest Kamil Majchrzak, któremu udało się pokonać tę barierę na początku ubiegłego roku. Od tamtego czasu starty Kamila wyglądają inaczej – nie musi tułać się po egzotycznych zakątkach świata, tylko ma komfort wyboru. Pokłosiem tego jest utrzymanie w TOP 100, mimo wahań formy. W grze Polaka możemy dostrzec również jedną ważną rzecz – dodatkową pewność siebie.
Kamil może po prostu robić to, co kocha, śpiąc spokojnie i nie martwić się o swoją tenisową przyszłość. Obroni się swoją grą na korcie – to samo przewidujemy w przypadku Mai. Wejście do czołowej setki może okazać się przepustką do tenisowego raju. Za to trzymamy mocno kciuki.
W 1. rundzie Polak zagra z reprezentantem Chile, Alejandro Tabilo. Majchrzak nie będzie faworytem tego spotkania. Przedstawiciel Ameryki Południowej to jeden z wyjątków wśród tej tenisowej nacji, ponieważ czuje się dobrze zarówno na nawierzchni ziemnej, jak i twardej (wygrał trzy turnieje ATP, żaden z nich nie odbywał się na mączce). Jest to poniekąd spowodowane wychowaniem w Stanach Zjednoczonych, gdzie szkolił się w tamtejszych akademiach tenisowych. Chilijczyk obecnie zajmuje 35. pozycję w rankingu ATP. Kamil oczywiście powinien mieć swoje momenty w tym spotkaniu, jednak wynik meczu powinien bardziej zależeć od dyspozycji dnia Tabilo.
Drugi z Polaków, Hubert Hurkacz, zmierzy się z Jaime Munarem. Jest to mecz bez wyraźnego faworyta. Kluczowym aspektem dającym przewagę w grze reprezentanta biało-czerwonych może okazać się dyspozycja serwisowa. Cały czas liczymy na powrót Huberta do tenisowej czołówki. Początek roku, kiedy zaprezentował świetną grę podczas United Cup, tylko podsycił apetyty polskich kibiców. Kolejne miesiące na twardej nawierzchni niestety nie potwierdziły stabilizacji formy, a momentami mogły wywołać lekką niestrawność. Pierwsze mecze na mączce ponownie pokazały poprawę gry Polaka (dobre występy w Monte Carlo oraz Cagliari). Kolejny turniej wielkoszlemowy to zawsze nowa, czysta kartka. Czy będzie co na niej napisać? Przekonamy się już niebawem.
Wielki nieobecny
Już od niedzieli na antenach Eurosportu będziemy mogli podziwiać ten piękny sport w najpiękniejszym wydaniu. Możemy jedynie żałować, że nie wystąpi wielki Carlitos Alcaraz, który zmaga się od dłuższego czasu z urazem nadgarstka. Istnieje obawa, że wróci do gry dopiero w sierpniu. Ta sama przypadłość wykluczyła z dłuższego grania w tenisa Juana Martina Del Potro oraz Dominika Thiema. Oby w tym przypadku nie było podobnie, gdyż byłaby to niepowetowana strata dla tego sportu. Pod nieobecność hiszpańskiego maga, faworyt turnieju jest jeden – Jannik Sinner. Każdy inny wynik niż pewny triumf Włocha będzie nie lada zaskoczeniem. Chociaż jest pewien człowiek w „Tourze”, mogący podważyć tę oczywistą tezę. Na imię ma Novak, na nazwisko Djoković, a w gablocie posiada 24 tytułu wielkoszlemowe. No właśnie.
Niedziela, godzina 12.00, kort Philippe’a Chatriera. Zaczynajmy w końcu ten piękny turniej! Podziwiajmy herosów odbijających tę małą żółtą piłeczkę. Tak, najbliższe dwa tygodnie spędzimy właśnie w taki sposób.
Kowal
PS.
Losowanie nie było również łaskawe dla Mai Chwalińskiej. Los przydzielił jej Chinkę, Quiwen Zheng. Jest to złota medalistka Igrzysk w Paryżu oraz ubiegłoroczna ćwierćfinalistka RG. Jej kariera była przez moment wyhamowana przez kontuzję, jednak jej możliwości to czołówka rankingu WTA. Będzie niezwykle ciężko.


Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta