Za nami osiemnasta kolejka krakowskiej „Serie A”. Jak to na tym szczeblu bywa – nudy nie było. A3 grała, że często nawet miło było patrzeć. Wierzę, że również miło Wam się będzie o tym czytało. Jedziemy!
Tramwaj się nie zatrzymuje, odnotowuje piąte z rzędu zwycięstwo. Po wyrównanym meczu i golu autorstwa Adama Brzeźniaka. Warto zauważyć, że drużyna z Praskiej przez godzinę przewodziła w ligowej stawce.

Długo to nie trwało ponieważ na Dąbiu Borek odniósł przekonujące zwycięstwo 4:0. KS Dąbski przez niespełna godzinę był godnym rywalem dla lidera. Jednak gdy w 60.minucie jeden z gospodarzy zakończył zawody z czerwoną kartką, mecz zrobił się jednostronny. Mogło skończyć się wyższym wynikiem, ale karnego nie wykorzystał bramkarz Borka.

Równolegle o 17:00 zagrano na Koletka. Gospodarze od początku narzucili swój styl gry i przeprowadzali atak za atakiem. W 6.minucie zawodnik miejscowych po prostopadłym podaniu wyszedłby sam na sam z bramkarzem, lecz obrońca sprowadził go na ziemię, co skutkowało – czerwoną kartką. Obraz gry się nie zmienił i Nadwiślan raz po raz zagrażał bramce gości. Fairant dzielnie się bronił i próbował przeprowadzać kontry.

W końcu w 40.minucie zawodnik gospodarzy zdecydował się na strzał z dystansu, a piłka wpadła w boczną siatkę od wewnątrz bramki, otwierając wynik spotkania. Na koniec pierwszej połowy Fairant przeprowadził zaczepną akcję, która skutkowała zdarzeniem w polu karnym na podstawie którego gracze gości domagali się rzutu karnego. Sędzia pozostał niewzruszony.
Druga połowa zaczęła się tak jak pierwsza, lecz tym razem zawodnicy Nadwiślana byli skuteczniejsi i szybko uzyskali trzy bramkowe prowadzenie, po kolejnych dwóch strzałach z dystansu. Trafienie Prajsnara na 3:0 to bramka z gatunku stadiony świata. Fairant stać było na jedną bramkę, która przez chwilę dała im nadzieję na coś więcej, lecz Nadwiślan kontrolował mecz i na koniec dołożył kolejne dwa trafienia. Okazałe zwycięstwo potwierdza, że gospodarzom najlepiej służy sztuczna nawierzchnia pod Wawelem.

I jeszcze o tej samej porze okazało się, że Na Błoniach bez zwycięzcy. Lajkoniki z popularnymi Dzikami podzieliły się punktami. Obie drużyny zagrały asekuracyjnie, zachowując status quo. Dla formalności do przerwy bez bramek. Następnie prowadził KS Zwierzyniecki jednak Płomień w końcu odpalił i jak to się mówi lepszy remis niż … (przyp. red. ostatnio Rafał Ulatowski na jednej z konferencji coś tak zagadnął).

Kilka kwadransów później zagrano w Gaju. Gdzie tubylcy postraszyli dzidami jednak, jak to z najeźdźcami bywa, po dziewiczym szoku zdobywają to po co przyjechali. Mecz rozpoczął się od sporej liczby ataków skrzydłami, po obu stronach boiska. Konkretów oskrzydlone zrywy jednak nie przynosiły. Zamiast do napastników piłki trafiały do obrońców. Po upływie około pół godzinny kapitalnym strzałem lewą nogą, z rogu szesnastki popisał się Jacek Kufrej. Jeden do zera dla Gajowianki.

Przed przerwą wrzutka na długi słupek z rzutu rożnego przyniosła Trzebolowi remis. Autorem gola – Maciej Wcisło. Po zmianie stron mieliśmy nadal wyrównane spotkanie do około 65 minuty. Wtedy to lewe skrzydło gości z Wielkich Dróg wypracowało bramkę na 2:1. Kostyria przedarł się przez zasieki Gajowianki i wycofał do wbiegającego Kamila Ignysia, który precyzyjnym strzałem pokonał Kamila Sowę. Następne dwie bramki padły po skutecznym egzekwowaniu rzutów karnych. Dwa razy z 11 metrów nie mylił się Ignyś, który dzięki temu skomplementował hat-tricka. Gajowianka w między czasie zmarnowała „dwusetkę”. Z najbliższej odległości zamiast do bramki zawodnik miejscowych posłał piłkę Panu Bogu w okno. Gospodarze tego dnia generowali masę wrzutek, bez oczekiwanych efektów. Trzebol tym zwycięstwem przeskoczył drużynę z Gaja w ligowej tabeli.

W niedzielę bez niespodzianek
Już o 11:00 zagrano w Woli Radziszowskiej. Przybyłych tam kibiców czekał nie lada spektakl zwieńczony rozczarowaniem miejscowych. Po emocjonującym meczu goście z Podgórza wywieźli trzy punkty po drodze strzelając trzy gole. Cedronka ukuła tylko dwa razy i została u siebie bez punktu.

Po obiedzie Strzelcy ugościli Radziszowiankę II Radziszów. Byli bardzo gościnni i cztery razy pozwolili gościom pokonać swojego bramkarza. Po takiej biesiadzie dla gospodarzy zabrakło już bramek.

Warto zauważyć, że mecz rozegrano w Kocmyrzowie, a więc jednorazowa twierdza Strzelców – padła.
I jeszcze w ramach ciekawych statystyk na 35 spotkań tylko 2 zakończyły się podziałem punktów. Na każdym boisku, co kolejkę jak dotąd pada przynajmniej jedna bramka. Zazwyczaj jest to zdecydowanie więcej. Średnia 3,68 gola na mecz mówi sama za siebie. Jest na co popatrzeć.
Przed nami majówka, a w jej trakcie po dwie gry. Bankowo będzie się działo. Krakowska A3 przyspiesza, więc pasjonaci odstawcie czasem giętą z grilla i w majówkę zajrzyjcie na piłkarskie obiekty – warto!







