Niedawno odbyłem rozmowę z jednym z rodziców podczas której padło pytanie, czemu poważnie podchodzę do zapowiedzi mojego niespełna ośmioletniego syna o tym, że marzy by zostać piłkarzem. Postanowiłem się tym z Państwem podzielić.
Najpierw jednak odwrócę ułamek ponieważ moim mianownikiem jest poważne podejście do mojego marzenia – zrobić wszystko, aby moje dziecko było szczęśliwe. Kiedy mając kilka lat marzy o byciu piłkarzem to moją rolą jest umożliwienie mu podążania za tym marzeniem dając wszelkie dostępne dla mnie narzędzia do jego realizacji.
Kiedy mój syn pierwszy raz poszedł na trening, a było to gdy miał skończone 2 latka, obiecałem sobie, że nigdy nie dopuszczę do sytuacji aby przerzucać swoje ambicje na niego. Jeśli ma trenować to tylko dlatego, że tego chce on. I z każdym miesiącem jego pasja rosła i trzymam mocno kciuki, aby rosła dalej.
Kiedy za miesiąc, trzy lub 5 lat przyjdzie i powie: tato, nie chce już grać w piłkę to usiądziemy, porozmawiamy o tym i damy mu przestrzeń do tego, aby świadomie (jak najbardziej będzie to możliwe w jego wieku) podjął tą decyzję samodzielnie. I skupimy się na jego kolejnym marzeniu.
Kiedy usłyszałem, że szkoda tego wszystkiego (czasu, pieniędzy, poświęcenia) kiedy za chwilę marzenie się zmieni to od razu zareagowałem w jedyny dla mnie słuszny sposób – stop! Jako rodzic nie jestem od definiowania mojemu dziecku co jest właściwym i realnym marzeniem a co czczym gadaniem. Moją misją jest sprawić, aby każdego dnia mój syn budził się z oczami pełnymi pasji i radości oraz sercem gotowym góry przenosić przy wsparciu rodziców niezależnie, czy będzie dalej chciał być piłkarzem czy może zechce być karateką, naukowcem czy strażakiem.
Pamiętaj, Świadomy Rodzicu – pomagając swojemu dziecku zachować radość i pasję do tego, co robi i o czym marzy wspierasz je i uczysz walczyć o siebie stojąc krok za nim. Nawet, jeśli ma to trwać miesiąc, rok czy kilka lat – warto, dla szczęśliwych oczu i uśmiechniętej buzi naszych pociech!








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta