W sobotę rozegrano sześć meczów w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych, czyli PKO BP Ekstraklasie i Fortuna I Lidze.
Bez rozstrzygnięć
0 15.30 na boisko wybiegli „Żółto-krwiści” z Kielc i „Pasiaści” z Krakowa. Oba zespoły piastują lokaty nad strefą spadkową, ale muszą uważnie spoglądać za plecy. Spotkanie nie było opakowane w fajerwerki, a co najwyżej w zimne ognie dla najmłodszych. Po golach debiutującego w barwach Cracovii – Islandczyka Olafssona (różnych nacji przy ul. Kałuży w ostatnich latach przewinęło się sporo, ale to pierwszy przybysz z kraju ze stolicą w Rejkiaviku) oraz Miłosza Trojaka po stronie kielczan.
Następnie, na boisko przy ul. Józefa Kałuży, gdzie nadal swoje mecze rozgrywa Puszcza Niepołomice, przyjechał mistrz Polski. W 21. minucie styki na chwilę odcięło nowemu nabytkowi zespołu gospodarzy – Rumunowi Ravenco. Niebezpieczny atak wyprostowaną nogą w okolicach piszczeli. Rozjemca tego spotkania Damian Sylwestrzak pokazał „czerwo”.
Kiedy 6 minut później padł chyba najbardziej kuriozalny gol tego sezonu, mogło wydawać się, że Raków ten mecz wygra na spokojnie, jedynie w głowie rodziło się pytanie: w jakich rozmiarach?
Wracając do bramki Rakowa, niezwykle w niej było to, że zarówno asystującym, jak i strzelcem okazali się zawodnicy Puszczy Niepołomice. Tak, nie to jest żart. Takie rzeczy do zobaczenia tylko na boiskach Ekstraklasy. Popularne „Medaliki” nie były w stanie stłamsić Puszczy, a chwilę po przerwie do szatni musiał zbiec Fran Tudor (druga żółta kartka) i liczebność na boisku się wyrównała. W doliczonym czasie gry, gola na wagę punktu dla gospodarzy zdobył Łukasz Sołowiej. To już szóste trafienie doświadczonego obrońcy w tym sezonie. Raków pozostaje ogromnym rozczarowaniem tego sezonu. Dawid Szwagra z całą pewnością nie może być pewny swojej posady.
W ostatniej z sobotnich gier Ekstraklasy, przy wypełnionym po brzegi stadionie w Zabrzu, Górnik zremisował bezbramkowo z poznańskim Lechem. Szans z obu stron nie brakowało. W końcowym fragmencie piłkę meczową miał najpierw Filip Symczak, który w trudnej sytuacji potrafił się świetnie odnaleźć w polu karnym, ale jego strzał wylądował na słupku. W ostatniej akcji meczu, po pięknym rajdzie Einalliego, szansę miał Musiolik, ale niestety nie trafił nogą w piłkę. Można żartobliwie powiedzieć, że ta noga może gdzieś jeszcze lecieć w okolicach stadionu. Na konferencji pomeczowej nerwy puściły trenerowi Rumakowi, który już przyjął pozycję ulubionej wśród niektórych trenerów tzw . „Oblężonej twierdzy”.
Lech nie jest w stanie strzelić bramki od 435 minut. Trzeba odnotować, że 72. minuty w barwach gości rozegrał bukowianin Alan Czerwiński, który boisko opuścił utykając. Na szczęście to nic groźnego.
Co słychać na zapleczu?
W trzech sobotnich meczach padła jedna wygrana gospodarzy i dwa remisy. Chrobry Głogów w dramatycznych okolicznościach pokonał Stał Rzeszów. Wszystkie bramki padały w ostatnich 5 minutach meczu. Najbardziej poszkodowanym zespołem tego dnia może czuć się Motor Lublin. Negatywnym bohaterem tego widowiska okazał się sędzia Gryszkiewicz.
Obie sytuacje są mocno kontrowersyjne. Mecz zakończył się wynikiem 1-1. Na konferencji pomeczowej nie wytrzymał trener lublinian – Goncalo Feio, który w niewybrednych słowach podsumował pracę arbitra. Oberwało się też trenerowi Polonii.
Portugalski trener po raz kolejny nie gryzie się w język. Patrząc na jego historię różnych skandali obyczajowych – jedno jest pewne, lublinianie mają z nim ciekawie.
W ostatnim meczu tego dnia punktami podzieliły się Miedź Legnica i GKS Tychy. Wynik końcowy to 2-2. Z tego rezultatu zadowolone są na pewno zespoły, które walczą o awans. Większe rozczarowanie może panować wśród gospodarzy, którzy starają się gonić czołówkę. Tylko skutek tego jest nie do końca zadowalający.







