Szok i niedowierzanie – remis w Rotterdamie

W swoim czwartym meczu grupy G eliminacji do Mistrzostw Świata Polska zremisowała 1:1 z faworyzowaną Holandią. Tym samym debiut nowego selekcjonera, Jana Urbana, można uznać za niezwykle udany.

Nic nie zapowiadało

Przyglądając się pierwszym minutom wczorajszej potyczki, można było zastanawiać się nad jednym, ile razy Łukasz Skorupski wyciągnie piłkę z siatki? Polacy od początku cofnęli się, oddając piłkę gospodarzom. Wiedząc, że Holendrzy potrafią w nią grać na naprawdę wysokim poziomie, trudno było o optymizm – nie mieliśmy ku temu podstaw. Xavi Simons, Frenkie de Jong, Tijani Reijnders, oglądając tego typu zawodników, możemy tylko wzdychać z zachwytu. Elegancja, piłeczka prowadzona krótko przy nodze, wizja 50-metrowego przerzutu oraz trzech kolejnych ruchów do przodu – oni to mają.

Następstwem tego była bramka Denzela Dumfriesa, na którą Holendrzy bez wątpienia zasługiwali. Gol nie padł po pięknej akcji, ale to szczegół. Jeśli wrócimy do tej sytuacji, zobaczymy zaskoczonego Jana Bednarka z otwartą buzią. Być może było to spowodowane zaskoczeniem. Mogło się wydawać, że kolejne bramki to kwestia czasu. Były słupki, interwencje Skorupskiego – Polacy mieli w tym wszystkim sporo szczęścia. Gdyby do przerwy było 3 czy też 4 do 0, nikt nie mógłby mieć pretensji.

Debiutant i kapitan

Patrząc w drugą stronę, widzieliśmy kogoś przestraszonego, z naszym kapitanem, Robertem Lewandowskim na czele. Jeśli ktoś oglądał wczorajszy mecz „jednym okiem”, mógł nie zorientować się, że jeden z najlepszych piłkarzy w historii reprezentacji Polski biegał po zielonej murawie na De Kuip. Poza tym, ze szczególnym zainteresowaniem spoglądaliśmy na debiutanta, Przemysława Wiśniewskiego. Obrońca na co dzień występuje we włoskiej Serie B, w klubie Spezia. Na pierwszy rzut oka jego nazwisko mogło budzić wątpliwości – zwłaszcza patrząc na siłę ofensywną Oranje. Rzeczywistość była inna – ten chłopak zdał wczorajszy test wyśmienicie.

Pisząc, że był najlepszy w kadrze Urbana, nie wywołamy kontrowersji. Wracając do trenera Urbana, który dosyć niespodziewanie postawił na byłego obrońcę Górnika, miał jak widać ku temu solidne podstawy. No właśnie, w końcu znają się ze wspólnego czasu spędzonego w zabrzańskim klubie. Kto, jak nie on, miał zaufać temu chłopcu? Zaraz okaże się, że mamy pewnego stopera na najbliższe lata. Doskonale pamiętamy ojca, jednego z wczorajszych bohaterów – Jacka Wiśniewskiego. Myślę, że każdy kibic ekstraklasy w latach 90. i 2000, może powiedzieć kilka słów o twardo grającym stoperze urodzonym w Gliwicach. Często mówi się o przekazaniu piłkarskich genów- w tej sytuacji tak z pewnością było. Patrząc na charyzmę ojca, Przemek raczej nie miał wyboru – musiał zostać piłkarzem, inaczej mógłby mieć pewne nieprzyjemności.

Chłopaki z ekstraklasy i czarodziejski gol

Druga połowa ponownie zaczęła się od ataków Holandii, jednak mogliśmy dostrzec pewne zmiany w grze biało czerwonych. Na pewno brawa należą się dla trenera Urbana, który nie miał obaw przed ściągnięciem bardzo słabego tego dnia, Roberta Lewandowskiego (dobre wejście Świderskiego). Patrząc na kadencje poprzednich selekcjonerów, nie każdy miał na tyle odwagi, aby wykonać taki ruch. Może pomijając Michała Probierza, który poszedł jeszcze ostrzej.

Istotnym momentem drugich 45 minut było pojawienie się na murawie trzech chłopaków (w tym dwóch rutyniarzy) z ekstraklasy (Wszołek, Grosicki, Kapustka), którzy weszli na boisko bez żadnych kompleksów. Jeden z nich już nawet skończył karierę w reprezentacji, taki drobny szczegół. Bez wątpienia – odmienili w jakimś stopniu grę Polaków. Następstwem tego był gol wyrównujący Matty’ego Casha. Trzeba przyznać, że ten chłopak ma wielką pewność siebie. Mimo że jego wcześniejsze próby kończyły się fiaskiem, to on jednak nie dał za wygraną. Efekt? Bramka”stadiony świata”. Można powiedzieć, że zamknął oczy i wsadził nie do obrony. Coś pięknego.

Są gole, które są pamiętane latami – ten z pewnością się do nich zaliczy. O golu Casha na De Kuip będą mówili młodzi adepci okrągłej futbolówki za kilkanaście lat. Jesteśmy o tym przekonani. Jest to trafienie o tyle istotne, że zapala ono światełko w tunelu. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że tych sygnałów było w przeszłości wiele, jednak do niedzielnego meczu z Finlandią podchodzimy w zgoła odmiennych nastrojach.

Mecz jesieni przeciwko Suomi

No właśnie, niedzielny mecz jest o tyle ważny, że każdy inny wynik niż zwycięstwo biało czerwonych może spowodować, że przez najbliższe półtora roku nie zagramy już o stawkę. Wszystkie gry będą typowo towarzyskie. Ani Jan Urban, ani żaden z uczestników meczu z popularnymi Suomi, nie wyobrażają sobie innego scenariusza, jak zwycięstwa na Stadionie Śląskim. Czy tak będzie? Dużo zależy od zestawienie składu. Jak nieco znamy trenera Jana, nie powinien się bać dokonać kilku korekt w wyjściowej jedenastce. Tak czy inaczej, z niecierpliwością czekamy na najbliższe spotkanie, które urasta do rangi „meczu jesieni” w kraju nad Wisłą.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

***

04.09.2025, Rotterdam

Holandia – Polska 1-1 (1-0)

Holandia: Bart Verbruggen – Denzel Dumfries, Jan Paul van Hecke (87′ Stefan de Vrij), Virgil van Dijk, Micky van de Ven – Ryan Gravenberch, Tijjani Reijnders (83′ Justin Kluivert), Frenkie de Jong (83′ Quinten Timber) – Xavi Simons (78′ Donyell Malen), Memphis Depay (78′ Wout Weghorst), Cody Gakpo;

Polska: Łukasz Skorupski – Matty Cash, Przemysław Wiśniewski (83′ Tomasz Kędziora), Jan Bednarek, Jakub Kiwior – Bartosz Slisz, Piotr Zieliński (71′ Bartosz Kapustka) – Jakub Kamiński, Sebastian Szymański (71′ Paweł Wszołek), Nicola Zalewski (71′ Kamil Grosicki) – Robert Lewandowski (63′ Karol Świderski).

Sędziował: Simone Sozza (Włochy).

Widzów: 40 904.

Tabela grupy G eliminacji mistrzostw świata 2026:

  1. Holandia 3 m, 2 z, 1 r, bilans bramek: 11:1, 7 pkt
  2. Polska 4 m, 2 z, 1 r, 1 p, bilans bramek: 5:3, 7 pkt
  3. Finlandia 4 m, 2 z, 1 r , 1 p, bilans bramek 5:5, 7 pkt
  4. Litwa 4 m, 0 z, 3 r, 1 p, bilans bramek: 3:4, 3 pkt
  5. Malta 5 m, 0 z, 2 r, 3 p, bilans bramek: 1:12, 2 pkt

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta