Drużyna przez duże „D” to taka, w której atmosfera jest wyjątkowa, a na zielonej murawie bez zastanowienia jeden za drugiego idzie w ogień. Drużyna przez duże „D” to też taka, która ma właściwego kierownika. Takiego, który innym kojarzy się tylko dobrze. Wielkie szczęście w swoich zasobach ma miechowska Pogoń i sułoszowski Prądnik.
Kwietniowy czas to zazwyczaj w niższych ligach początek rozgrywek. W Miechowie i w Sułoszowej ten piłkarski początek trudno zaliczyć do udanych.
Pogoń w trzech wiosennych meczach zaliczyła totalny falstart. Nie było efektu tzw. „nowej miotły”, więc chłopcy trenera Zegarka musieli uznać wyższość ekipy z Zielonek, Michałowic i przbyszów z Klucz. Okrągłe zero punktów na dzień dobry, ale to nic – bo czym to jest wobec okrągłych urodzin miechowskiej legendy.
5 kwietnia swoje „naste” święto miał Zbigniew Piwowarski, a więc człowiek, który nie takie rzeczy w swoim piłkarskim życiu widział.

Zbysiu wie, że Pogoń zaskoczy. Stanie się to prędzej niż później, bo oprócz oddanych ludzi ten klub ma prawdziwy skarb, idealną osobę na stanowisku kierownika. Nie sposób tego człowieka nie darzyć sympatią. Zawsze wita serdecznym uśmiechem i pozytywną mową ciała. Zawsze częstuje landrynkami i cukierkami, które smakuję wybornie. No i jeszcze nie zdarzyło mu się zrobić niedobrej kawy. Z jego rąk, zwykła „sypanka” smakuje jak Cafe Crema Arabica marki Morning Bird.
Zbysiu to więcej niż kierownik. To nasz dowódca logistyki, psycholog, meteorolog, cukiernik i czasem nawet sędzia VAR. Jego legendarny zapas cukierków zna cała północna Małopolska – i to nie jest żart! W dawnym województwie kieleckim mówią, że jeśli nie próbowałeś „𝐥𝐚𝐧𝐝𝐫𝐲𝐧𝐞𝐤 𝐨𝐝 𝐙𝐛𝐲𝐬𝐢𝐚”, to nie znasz życia.
Miejski Klub Sportowy Pogoń Miechów
Zbigniew ze swoich kierowniczych obowiązków wywiązuje się „perfecto”. Taki właśnie jest. Wszystko musi być u niego tip-top i wszystko okraszone szczerym i dobrym uśmiechem. Nie lubi się smucić, ale czasem i troski go łapią. Trudno to jednak po nim poznać, bo umiejętnie maskuje to pozytywną mimiką twarzy. Zawsze jednak wszystko jest ok.
Gryf w herbie Pogoni niebawem też podniesie wyżej głowę, bo w końcu to symbol męstwa. Pod czujnym okiem kierownika Zbyszka jego ukochany klub wróci na drogę zwycięstw, czego z okazji urodzin mu życzymy. Żeby jednak victorię kochanego klubu smakowały lepiej potrzebne jest zdrowie. I tego w imieniu Redakcji i Stowarzyszenia z Piłką w Sercu życzymy po stokroć!
Skarb swój ma też piękna i malownicza wioska, która nosi nazwę Sułoszowa. Najwartościowszy, a więc bezbarwny, czysty i dobrze oszlifowany diament – posiada klub piłkarski Prądnik. Ten diament to Dariusz Michalski, który z kolei właśnie dzisiaj, 7 kwietnia zmienia cyferkę w swoim wieku.

Jego Prądnik wystartował na wiosnę koślawo. Najpierw dwie porażki, w tym jedna – ta derbowa z Wielmożanką, która szczególnie boli miejscowych. Teraz już było lepiej, bo remis z Ospelem daje nadzieję, że ta solidna drużyna „zatrybi” i pójdzie w górę tabeli, zwłaszcza że kierownika ma wzorowego.
Darek to człowiek niezwykle opanowany, rozsądny i spokojny. Taki do rany przyłóż, który w piłce amatorskiej obraca się w sposób iście profesjonalny. Uwielbiam z nim rozmawiać o futbolu, a w nim ma wszystko poukładane od a do z i zapięte na ostatni guzik. Nie ma miejsca na niedoróbki, prowizorkę i niedociągnięcia. To nie przejdzie. Nie z nim.

I choć na tej fotografii patrzy w bezkres i przestrzeń, która nie ma granic, to doskonale wie, że w życiu oprócz piłki najważniejsze jest zdrowie i rodzina. Tego zdrowia mu właśnie z całego serca życzymy. Bądź zdrów i nie zmieniaj się nic, a nic. Wszystkiego najlepszego!
Z Piłką w Sercu (ST)







