Wisła zwycięstwo nad ekipą warszawskiej Polonii, wyszarpała dopiero w doliczonym czasie gry. Gola dającego ważne trzy punkty strzelił – Angel Rodado. 14 tysięcy kibiców opuszczało stadion przy Reymonta w dobrym nastroju, ale i z głową pełną myśli i obaw. Co dalej? Jaką Wisłę zobaczymy na wiosnę? Kto będzie jej trenerem. Odpowiedzi, póki co brak.
Od pierwszego meczu tego sezonu cel w Krakowie jest jeden – awans. Wie to każdy w drużynie i każdy, kto przychodzi na stadion przy Reymonta. Idzie jednak w tej kwestii różnie, raz kwadratowo, a raz podłużnie. Ostatnie mecze w wykonaniu piłkarzy Wisły, wlały nadzieję w serca kibiców. Mariusz Jop wygrał trzy mecze, a więc zrobił to co do niego należało.
Właściciel Wisły po meczu z Polonią powiedział, że decyzja odnośnie trenera Wisły zapadnie nie wcześniej niż po świętach. I dobrze, bo w tej kwestii nie ma się co spieszyć. Trzeba wybrać mądrze, zwłaszcza, że Wisłę czeka trudna wiosna i więcej meczów w delegacji niż u siebie w domu. Miejsca na błędy nie ma.
Miejsca na błąd nie było też w spotkaniu z Polonią Warszawa. Wisła wyszła na murawę zdeterminowana i przyznać trzeba, że pierwszą połowę grała pewnie. Od pierwszych minut przeważała i stwarzała sobie sytuację bramkowe. Pierwsze trafienie przyszło w 18.minucie, a piłkę z bliskiej odległości do bramki wepchnął Angel Rodado. Po tym trafieniu była chwila niepewności, ale sędziowie wskazali na środek boiska. Nie było spalonego i wszystko odbyło się zgodnie z przepisami gry.

Po tym golu, Wisła trochę straciła na zadziorności, ale nadal grała pewnie i nie pozwoliła warszawianom praktycznie na nic. W obronie dobrą partię rozgrywał Joseph Colley. Wynik do przerwy już nie drgnął.
Po przerwie mecz zrobił się lepszy dla oka. Polonia próbowała się odgryzać i była blisko zdobycia gola. W sytuacji sam na sam z Kamilem Brodą znalazł się Szymon Kobusiński i tylko dzięki ofiarnej interwencji bramkarza, Wisła nadal prowadziła.
Błędy niestety zaczął popełniać chwalony za pierwszą połowę Joseph Colley. Trener Jop widział co wyczyniają jego podopieczni i zdecydował się od razu na potrójną zmianę. Na murawie zameldowali się Villar, Sobczak i Talar, ale i to nic nie dało. Wisła rzęziła nadal.
Rzęził przede wszystkim Colley, który w polu karnym zamiast trafić w piłkę – trafił w nogi Kobusińskiego. Sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość, posyłając piłkę z jedenastego metra do sieci Brody. Było 1:1.

Gol Kobusińskiego w dobry nastrój wprawił małą grupkę sympatyków „Czarnych Koszul”, którzy na trybunach dzielnie wspierali swoją drużynę.

Kiedy wydawało się, że Leszek Lewandowski z Zabrza zakończy to spotkanie wynikiem remisowym, to Wisła rzutem na taśmę wyszarpała zwycięstwo. W 5 minucie doliczonego czasu gry, Villar dośrodkował na głowę Rodado, a ten w szał radości wprawił publikę na krakowskim stadionie.

Wisła szczęśliwie wyszarpała ważne trzy punkty. Warto zwrócić uwagę, że w posiadaniu piłki Biała Gwiazda w tym spotkaniu nie górowała. Pal sześć jednak te wszystkie statystyki. Liczą się trzy punkty, które z optymizmem pozwolą wyczekiwać wiosny. Wiosny, która z przyjemnym wiaterkiem ma przynieść awans do PKO BP Ekstraklasy. Innego scenariusza nie bierze się w Krakowie pod uwagę.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
17.12.2023r. godzina 12:40 – Kraków, Fortuna 1.Liga
Wisła Kraków – Polonia Warszawa 2:1 (1:0)
Bramki: Rodado 18, 90+5, Kobusiński 77 (k).
Wisła: Broda – Jaroch, Uryga, Colley, Szot – Carbo, Gogół (84 Krzyżanowski) – Baena (63 Villar), Alfaro (63 Sobczak), Goku (63 Talar) – Rodado.
Polonia: Lemanowicz – Majsterek, Grudniewski, Kowalski-Haberek – Zawistowski, Koton, Ochronczuk (64 Marciniec), Fadecki (64 Biedrzycki) – Bajdur (81 Michalski), Kluska (64 Tomczyk) – Kobusiński (85 Wojciechowski).
Sędziował: Leszek Lewandowski (Zabrze).
Żółte kartki: Ochronczuk – Colley.
Widzów: 14 417







