Reprezentacja Szwecji pokonała Polskę 3:2 w finale baraży i awansowała na tegoroczny mundial. Najbardziej boli jednak nie sama porażka, lecz to, że polscy piłkarze przegrali to spotkanie na własne życzenie.
Koronkowa akcja „Trzech Koron”
Polacy zaczęli to spotkanie z podobnym animuszem co w półfinałowym starciu z Albanią. Chcieli od razu narzucić swoje warunki gry i pokazać kto jest lepszy. Jednak w 19. minucie zostaliśmy boleśnie skarceni. Szwedzi swoją pierwszą składną akcję od razu zamienili na gola. Po podaniu z lewej strony boiska Yasin Ayari zgrał piętą z pierwszej piłki na skraj pola karnego do Anthonego Elangi, a piłkarz Newcastle United lewą nogą umieścił piłkę pod poprzeczką bramki.
Niekorzystny wynik po pierwszej odsłonie
Po stracie bramki nasza reprezentacja wypracowała sobie kilka klarownych okazji. W 25. minucie strzał z woleja Karola Świderskiego doskonale wybronił 36-letni Kristoffer Nordfeldt. Jednak osiem minut później golkiper AIK Sztokholm skapitulował po strzale Nicoli Zalewskiego z narożnika pola karnego. Szwed mógł zachować się w tej sytuacji lepiej, ale nie było to w tym momencie naszym zmartwieniem.

Później szturm naszych piłkarzy na szwedzką bramkę trwał. Jednak w 44. minucie po błędzie w kryciu przy rzucie wolnym gola głową zdobył Gustaf Lagerbielke i było 2:1 do przerwy dla gospodarzy.
Sama decyzja o faulu była kontrowersyjna, ale Nicola Zalewski przed odgwizdaniem przewinienia biegł bardzo wolno do piłki i został wyprzedzony przez Elangę, a ten wszedł w kontakt z graczem Atalanty. Gdyby nasz zawodnik nie odpuścił i miał kontrolę nad sytuacją, nie byłoby rozmowy o tym czy był faul, czy go nie było. Takich błędów zdecydowanie nie powinno się popełniać na tym poziomie.
Przed przerwą jeszcze Jakub Kamiński miał znakomitą okazję do szybkiego wyrównania, lecz świetnie dysponowany bramkarz gospodarzy wybronił uderzenie z pola karnego.
Ponowne odrobienie strat i ostateczny cios
Na drugą połowę reprezentacja Polski wyszła tak samo skoncentrowana jak na pierwszą. Efektem tej świetnej pracy w ofensywie była wyrównująca bramka w 55. minucie meczu. Po dośrodkowaniu Casha, przedłużeniu głową przez Kamińskiego i zgraniu Zalewskiego wzdłuż linii bramkowej futbolówkę z najbliższej odległości wbił Świderski.

Przez niemal całą drugą połowę Polska konsekwentnie dążyła do zdobycia zwycięskiego gola. Co jakiś czas Szwedzi wychodzili z kontrami i próbowali nam zagrozić.
Jednak w 88. minucie spełnił się najczarniejszy scenariusz. Kolejne błędy w obronie doprowadziły do tego, że straciliśmy bramkę na 2:3. Zaczęło się od złego wyrzutu piłki przez Kamila Grabarę, do którego nie doszedł Jakub Kiwior. Po przejęciu piłki przez Szwedów rozpoczęła się akcja bramkowa. Po chwili na skrzydle Kiwior został minięty przez Lundgrena, po rykoszecie piłkę uderzył Bergvall. Strzał piłkarza Tottenhamu obronił Grabara, po dobitce w słupek Viktor Gyökeres wybiegł przed Przemysława Wiśniewskiego i skierował futbolówkę do bramki.

Przez niefrasobliwość w obronie, brak doskoku do rywali w odpowiednich momentach i błędy w ustawieniu Polska przegrała to spotkanie. Bardzo dobra gra w ofensywie nic nie pomogła, ponieważ takie mecze wygrywa się przede wszystkim defensywą.
Po meczu do szatni naszej reprezentacji wszedł prezes PZPN Cezary Kulesza i podziękował wszystkim za walkę i zaangażowanie. Jednak najbardziej pozytywna informacja to ta, że Jan Urban pozostanie na stanowisku selekcjonera. Osobiście nie wyobrażałem sobie innej możliwości, niż taki właśnie scenariusz. Urban wszystko to poukładał, zbudował zespół, który jest waleczny i zdeterminowany. Niestety nie ustrzegamy się błędów, zwłaszcza w grze obronnej, ale z pewnością ich wyeliminowanie musi trochę potrwać.
Co dalej z Robertem Lewandowskim?
To spotkanie odciśnie swoje piętno na każdym piłkarzu, lecz najbardziej na Robercie Lewandowskim, dla którego była to szansa na ostatnie w karierze mistrzostwa świata. Jednak nasz najlepszy zawodnik nie zwieńczy swojej epokowej kariery wielkim turniejem międzynarodowym.
Czy Robert Lewandowski zagra jeszcze w meczu o punkty w naszej reprezentacji? Czy poprowadzi naszą drużynę na mistrzostwa Europy w 2028 roku? Na dzień dzisiejszy nie wiadomo. Sam piłkarz mówi, że nie jest w stanie podjąć teraz jednoznacznej decyzji i musi sobie wszystko poukładać. Z pewnością każdy kibic byłby szczęśliwy, gdyby Robert zgodził się dalej reprezentować nasz kraj.

37-letni napastnik rozegrał w kadrze 165 spotkań, zdobył 89 goli i zaliczył 38 asyst. Niewątpliwie już nic nie musi nikomu udowadniać, może dokonać wyboru w zgodzie ze sobą. Ostatnie dwa mecze pokazały, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na jego rezygnację z gry w reprezentacji.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta