Anglicy mówiąc o Manchesterze United często podkreślają, że to “największy klub na świecie”. Pod względem popularności i siły marketingowej to faktycznie absolutny top. Z Czerwonymi Diabłami równać może się jedynie garstka klubów – Real Madryt, Barca, Juventus, na upartego Bayern Monachium czy Liverpool. Oczywiście każdy z wymienionych klubów ma swoje grzeszki na koncie, ale absolutnie żaden przez ostatnią dekadę nie trwonił swojego prestiżu tak, jak – Manchester United.
Z pewnością do tego grona nie można zaliczyć, mimo astronomicznego dopingu finansowego, Manchesteru City i PSG. Może i mają najbogatszych właścicieli na świecie, ale ze statusem tradycyjnych gigantów piłki nie mogą się równać.
W czasach legendarnego Sir Alexa Fergusona, Czerwone Diabły budziły postrach w Anglii i w Europie. Do piłkarskiego folkloru przeszła potrójna korona United z sezony 1998/99, a bramki z finału Ligi Mistrzów z Bayernem powtarzane są do znudzenia. Równie pamiętne są boje United o prymat w Premier League z Arsenalem i Chelsea. Gdy Ferguson przejmował stery MU w 1986 roku – klub był uznaną marką, ale jego blask był mocno przygaszony. Ostatnie mistrzostwo Anglii drużyna zdobyła w 1967. Po jedyny w dotychczasowej historii Puchar Europy sięgnęła w 1968. Szkocki trener miał zatem nie lada zadanie do wykonania. Przebudowa składu, zmiana mentalności, metod treningowych i próba nawiązania do dawnej chwały.
Fergusonowi wcale łatwo nie było, a sukcesy przyszły dopiero po kilku latach. Kiedy jego United zaczęło wygrywać – nie było sposobu na ich zatrzymanie. Młodszym kibicom pewnie ciężko w to uwierzyć, ale Manchester United w latach 1993-2013 był dokładnie tym, czym obecnie jest ich derbowy rywal – Manchester City. Tylko Czerwone Diabły zrobiły to bez finansowego dopingu petrodolarami. 13 Mistrzostw Anglii, 5 Pucharów Anglii i 4 Puchary Ligi, 10 Tarcz Wspólnoty, 2 razy Liga Mistrzów, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Europy, Puchar Interkontynentalny, Klubowe Mistrzostwo Świata. Od osiągnięć United pod batutą Fergusona może zakręcić się w głowie. Dziś możemy dyskutować kto jest najlepszym klubowym trenerem w historii. Poza „Fergim” pewnie wielu wskazałoby Pepa Guardiolę, inni może Ancelottiego… . Dekadę temu taka dyskusja nie miała żadnego sensu. Najlepszy był Sir Alex, a po nim długo nikt.

foto: https://www.thesun.co.uk/sport/football
Od ostatniego Mistrzostwa Anglii z pożegnalnego sezonu Fergusona, mija właśnie 10 lat. Jaka to była dekada dla United? Pełna rozczarowań, upokorzeń i kompletnego zjazdu pod względem sportowym, organizacyjnym i wizerunkowym. O mistrzostwie można pomarzyć, jeśli udaje się cokolwiek wygrać, to zwykle trofeum pokroju Carabao Cup. Co się zatem zmieniło w Manchesterze United poza przejściem na emeryturę Sir Alexa? Przede wszystkim właściciele. Pod koniec pracy „Fergiego”, klub został kupiony przez amerykańskich biznesmenów – braci Glazer.
Dużo współcześnie narzekamy na arabskich oligarchów, którzy za swe fortuny nabywają kluby i robią z nich prywatne zabawki, ale amerykańskich właścicieli również ciężko za coś chwalić. Może najlepszym sposobem na zrozumienie podejścia Jankesów do sportu jest przytoczenie nazwy jakiej używają do określania klubów sportowych – dla nich to “franczyzy”. Sport to biznes, a “franchise” ma generować dochód dla inwestora. Aspekt historyczny, tradycja, tożsamość sportowa klubu są na drugim miejscu. Sukcesy na boisku są istotne jedynie w kontekście utrzymania satysfakcjonującego dochodu. Dokładnie tak Manchester United od dekady traktują Glazerowie. Mogą przeznaczyć środki na transfery, żeby drużyna walczyła o lokatę premiowaną grą w Lidze Mistrzów, ale czy zespół sięgnie po jakieś trofeum jest już mało istotne. Ważne by generować wpływy z praw telewizyjnych, od sponsorów i reklamodawców.
Co do transferów – nie jest wcale tak, że przeznaczane są na nie małe kwoty. W tym sensie Glazerowie wyznają tę samą filozofię co Saudyjczycy: nakupić znanych nazwisk, by media i kibice mieli się czym ekscytować, a reszta jakoś sama się ułoży. Problem w tym, że futbol tak nie działa. Rodzina Glazerów wydaje setki milionów euro na piłkarzy, ale żeby rachunek zysków i strat się zgadzał – oszczędza na wszystkim innym co jest za kulisami. Cristiano Ronaldo odchodząc po raz drugi z United pod koniec 2022 r., udzielił wywiadu brytyjskiemu dziennikarzowi Piercowi Morganowi. Sporo tam było egocentrycznego bełkotu, ale w jednym Ronaldo miał całkowitą rację – Manchester United organizacyjnie i pod względem infrastruktury utknął w przeszłości. Portugalczyk twierdzi, że od pierwszej dekady XXI wieku nic się tam nie zmieniło. Przestarzały ośrodek treningowy, siłownia, kuchnia, odnowa biologiczna, opieka medyczna i fizjoterapia na poziomie jak 15 lat temu. Ale po co inwestować, skoro do regularnej wypłaty są dywidendy dla amerykańskich właścicieli klubu? Wizytówką rządów Glazerów w Manchesterze jest dach na stadionie Old Trafford – od lat przecieka, kibicom na głowy leje się deszczówka i nikt z tym nic nie robi.

foto: https://twitter.com/SoccerAM
Podobnie sprawa ma się z tzw. pionem sportowym. Trener w tak wielkim klubie to tylko wierzchołek góry lodowej. Za nim stoi cały sztab ludzi, a jedną z najistotniejszych osób jest dyrektor sportowy. Tego United albo nie ma wcale, lub stanowisko to zajmują ludzie tak niekompetentni, że klub za zawodników wartych 20 milionów euro płaci po 90-100 milionów (Antony, Maguire), daje horrendalne tygodniówki (rzędu 300-350 tys. funtów) i długie umowy zgranym, podatnym na kontuzje gwiazdom u schyłku sportowej kariery (Varane, Casemiro). Absolutnym “hitem” wykonaniu Manchesteru United był natomiast zakup Jadona Sancho z Borussii Dortmund. Zawodnik uchodził w momencie zakupu za wielki talent, więc klub wyłożył za niego 85 milionów euro i dał tygodniówkę 350 tys. funtów. Tylko skauci United “zapomnieli” sprawdzić, że ten chłopak sprawia ogromne problemy dyscyplinarne w Borussii i reprezentacji – spóźniał się na treningi i mecze, nie dbał o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, jest krnąbrny i leniwy. Takiego gracza United wybrało na swoją gwiazdę. Sancho nie zagrał bodaj jednego dobrego meczu dla Manchesteru, obecnie jest odsunięty od kadry, skonfliktowany z trenerem i prawdopodobnie zostanie sprzedany w zimowym oknie transferowym za ułamek ceny zakupowej. Podobno gdy obecny trener Eric Ten Hag przychodził do klubu – siatka skautingowa klubu w ogóle nie funkcjonowała, nie istniały żadne raporty z zapisanymi nazwiskami potencjalnych celów transferowych. Za nieudane zakupy piłkarzy najczęściej winimy trenerów, co nie jest do końca uczciwe. Trener może wskazać zawodnika, którego chce, ale to nie on decyduje czy ostatecznie gracz zostanie zakupiony i za jaką kwotę. Od tego są właśnie dyrektorzy.

foto: https://theathletic.com/
Trenerzy w United to osobna historia. Alex Ferguson prowadził drużynę ponad ćwierć wieku, a przez ostatnią dekadę w klubie przewinęło się już 8 szkoleniowców (w tym trzech tymczasowych). Tak nie da się zbudować stabilnego i długofalowego projektu sportowego. Do tego należy zaznaczyć, że ci trenerzy reprezentowali wszelkie możliwe filozofie i poziomy doświadczenia w futbolu. Byli brytyjski wyjadacz (Moys), trenerskie gwiazdy (Van Gaal, Mourinho), klubowe legendy (Giggs, Solskjaer, Carrick), niemiecki technokrata (Rangnick), a obecnie zespołem zarządza trenerski talent z Holandii – Eric Ten Hag, który z United miał uczynić grającą “totalny” futbol maszynę, jak to wcześniej zrobił z Ajaxem. Wszyscy ci trenerzy ponieśli sromotną porażkę w Manchesterze. Można dyskutować który się nadawał, który popełnił jakie błędy – ale niemożliwe jest by wszyscy ci ludzie, odnoszący przecież gdzie indziej spore sukcesy, nagle zapomnieli jak się trenuje i zarządza zespołem. W United problem jest taki, że co drugi rok wciskany jest przycisk “reset” i nie ma możliwości zbudowania solidnej drużyny. Nowy trener zostaje z problemami i piłkarzami z poprzedniego rozdania, zanim sam coś stworzy – już musi się pakować. Piłkarze tymczasem widzą to wszystko i gdzieś po drodze tracą całą motywację do dobrej gry i rozwoju. Inaczej nie da się wytłumaczyć takiej erozji talentów jak w United.
W każdym dużym klubie są “gwiazdorzy”, “primadonny” i ludzie z wielkim ego. Ale tylko w Manchesterze United (choć do głowy przychodzi też PSG) nikt nie potrafi sobie z tym poradzić. Jose Mourinho z charakterystyczną dla siebie ironią stwierdził kiedyś, że mimo wielkich triumfów w każdym innym klubie, za swój największy sukces trenerski uważa… wicemistrzostwo z Manchesterem United. Można się tylko domyślać co musiało się dziać w klubie za zamkniętymi drzwiami.
Dla wiernych fanów MU pewnie zadrą w oku są “głośni sąsiedzi” zza miedzy, czyli Manchester City. Ten klub przed przejęciem przez arabskich szejków był pozbawionym sukcesów średniakiem. Stadion i jego okolice wyglądały dość prowincjonalnie. Dziś jeden rzut oka na tzw. Kampus Etihad wystarczy by zrozumieć jak fantastycznie wykorzystano w tym klubie ostatnią dekadę. Poza pięknym stadionem powstała akademia, liczne boiska i nowoczesne ośrodki sportowe. Wszystko świetnie skomunikowane i zarządzane, w planach są dalsze etapy rozwoju kampusu, w tym budowa ośrodków rozrywkowych i turystycznych. Niezależnie od tego czy komuś podoba się źródło finansowania – takie inwestycje trzeba chwalić, bo to nie tylko pompowanie kasy w piłkarzy i sportowy sukces, ale także rozwój dla miasta, tworzenie miejsc pracy i poprawa warunków życia dla społeczności. O Czerwonych Diabłach i ich działalności niestety nic takiego nie można powiedzieć, klub przespał 10 lat, trwoniąc wszystko co udało się zbudować wcześniej.

Przyczyn upadku United jest wiele. Bajzel organizacyjny, chaos otaczający klub, właściciele traktujący swoją drużynę jak maszynkę do zarabiania pieniędzy, brak odpowiednich inwestycji w sektory, które tego desperacko potrzebują, niekompetentni pracownicy klubu, przestarzała infrastruktura, ciągłe zmiany trenerów, absurdalne transfery i wynagrodzenia dla piłkarzy. Taki stan rzeczy musiał odbić się na wynikach sportowych – klub, przed którym draża cała Europa, stał się jednym z najnudniejszych do oglądania. Po drodze zupełnie zatraciła się tożsamość Czerwonych Diabłów i zwycięska mentalność zespołu, trwa wielki marazm.
Tymczasem na horyzoncie znowu pojawia się coś nowego – po nieudanej próbie kupna klubu przez katarskiego księcia Sheikha Jassima (za blisko 6 miliardów dolarów!) – mniejszościowe udziały w Manchesterze United ma przejąć brytyjski chemik, biznesmen i miliarder – Sir Jim Ratcliffe. Podobno jest wielkim fanem zespołu i ma przejąć kontrolę nad sprawami sportowymi w klubie. Co to dokładnie oznacza? Jaka przypadnie mu rola? Czy to w ogóle coś zmieni w United? A jeśli tak, to na lepsze czy gorsze? I czy ktoś wreszcie łaskawie załata te dziury w dachu na Old Trafford?
Z Piłką w Sercu (Szymon Klich)
***
Manchester United obecnie zajmuje 7.miejsce w Premier League. Na swoim koncie ma 28 punktów. W tym sezonie Czerwony Diabły już siedem razy schodziły z murawy pokonane.




