Buldożer wychowany na Wojska Polskiego spełnia marzenia

W pewnych kręgach znany jest jako „Kauczuk”, szersze, międzynarodowe grono kojarzy go z ksywki „Arma”. Od czwartku do niedzieli w Wiedniu odbywały się amatorskie mistrzostwa świata ISKA 2024. W stolicy Austrii wraz z ponad 1000 sportowcami z 34 krajów zagościł sympatyczny Kamil, i nie była to wyprawa w celach turystycznych. Bukowianin w „Hallman Dome” usłyszał w piątek Mazurek Dąbrowskiego, zabierając ze sobą do domu dwa krążki – złoto oraz srebro.

Niełatwe początki

Mówi się, że bramkarz nie jest osobą do końca normalną. Oczywiście są wyjątki, jednak zdarza się to naprawdę rzadko. Do klasy sportowej „4c” Szkoły Podstawowej nr 1 w Bukownie trafił ze względu na szczególny zapał, którego mu odmówić nie było można. Jeśli trzeba scharakteryzować go w w kilku słowach, to pierwsze na myśl przychodzą: zwariowany, ambitny, nie zastanawiający się dwa razy. Zwykły, młody chłopak, który chciał być piłkarzem, jak prawie każdy w tamtych latach. Pochodził z kochającego domu, gdzie na pytanie: „czy może iść pograć?” zawsze słyszał twierdząca odpowiedź, mimo że nie w każdym przypadku taka powinna być, bo w szkole nie było kolorowo. Nie chodzi w tym przypadku o barwy na plastyce.

Chociaż zapędy miał ofensywne, jego przeznaczenie zostało ogłoszone szybko i wyraźnie – będziesz bramkarzem, nie dyskutuj z tym szczególnie. Klasę w szkole podstawowej miał wyjątkową, wf-istę również. Każdy, kto przewinął się przez warsztat Ryszarda Michalskiego, ma coś o nim do powiedzenia. To ważne, bo świadczy o wyrazistości tej osoby. Pan Ryszard Kamila pamięta do dzisiaj, bo była to wyjątkowa relacja. Popularny „Arma” nie był łatwym chłopcem, co też przenosiło się na zajęcia wf-u oraz tzw. „sksy”, gdzie trzeba było posłusznie wykonywać polecenia trenera. Bywało z tym różnie, bo „Kauczuk” nie był do końca normalny.

Łódź 1999′

Jeśli zapytamy znajomych z czasów szkolnych o Kamila, większość odpowiedziałaby, że wiodącą cechą charakteru tego chłopaka była ambicja. Ta ambicja doprowadziła go w roku 1999 do wicemistrzostwa Polski w Łodzi. Mimo że nie był wiodącą postacią na boisku, to w dzisiejszych czasach powiedziałoby się, że odpowiadał na turnieju finałowym za atmosferę. Odegrał także ważna rolę w licznych eliminacjach, które na śląskich oraz małopolskich obiektach toczyła popularna „Jedynka” z Bukowna. Nie miała w nich sobie równych. Wtedy też Kamil „strzegł świątyni” niemal bezbłędnie. Kiedy wrócimy do tamtych czasów, zawsze widzimy u Kamila jedno – uśmiech na twarzy. Taki był, pozytywnie nastawiony do życia, nie myślący zbytnio o zmartwieniach.

Z Łodzi, razem z kolegami przywiózł do Bukowna srebrny krążek. Było to nie lada osiągnięcie, jak na tamte czasy.

Poza sukcesem na stadionie ŁKS-u, był także triumf w nadmorskim Gryfinie – tam też był, rzecz jasna, Kamil. Jak coś się działo, musiał brać w tym udział sympatyczny bramkarz z ulicy Wojska Polskiego w Bukownie.

Zmiana specjalizacji

Kiedy Arma kończył gimnazjum, przyszedł czas decyzji, co dalej? Los padł na 2. Liceum Ogólnokształcące w Olkuszu, gdzie ogłosił swojej klasie na wstępie, że specjalizuje się w sztukach walki. Była to pewna zmiana, biorąc pod uwagę, że w klasie sportowej w Bukownie, grał głównie w piłkę nożną. Mniejsza o to, miał 16 lat, nie wiedział jeszcze, co przyniesie przyszłość, ale czuł to już w krzyżu. Wtedy po raz pierwszy przewinęły się w końcu te walki.

W tamtym czasie zaczął je trenować – było to w klubie na Śląsku. Trzeba dodać, że na swoim koncie miał też kilka nieoficjalnych walk w lasku, w trakcie nauki w szkole podstawowej i gimnazjum. Rekord nie musiał być na plusie, ale można zapamiętać z nich jedno – pierwszy nigdy się nie poddał, walczył zawsze jak dzik.

Norge, druga ojczyzna

Po ukończeniu szkoły średniej, los umieścił Kamila w Skandynawii, gdzie mógł skupić się w większym stopniu na swojej rosnącej pasji, czyli sztukach walki. Tam też uwierzył, że jest w tym faktycznie dobry. W różnych miejscach szlifował swój „warsztat”, co doprowadziło go do tego weekendu w Austrii. Było to zwieńczenie tych wszystkich chwil spędzonych na salach treningowych, poświęcenia, wylanego potu, wyrzeczeń, wyrozumiałości że strony najbliższych.

Dzisiaj nikt tego z pewnością nie żałuje. Kamil wraca z Wiednia z dwoma krążkami – złotem w kategorii Muay Tai oraz srebrem w K1. Nie będziemy wchodzić w szczegóły, bo nie jest to w tym momencie kluczowe. „Arma” dokonał rzeczy niesamowitej. Sięgamy pamięcią do cechy wspomnianej na początku – że nigdy nie zastanawiał się dwa razy. Ktoś mógł kiedyś wypowiedzieć w ferworze żartu zdanie: będziesz mistrzem Świata. Kamil nie myślał, czy to może się wydarzyć, tylko wziął to za pewnik.

Patrząc na te obrazki, najzwyczajniej w świecie robi się miło na sercu. Wyświechtane frazy, że marzenia się spełniają, faktycznie mają miejsce. Prosty chłopak z Bukowna tryumfuje. Jest bohaterem, to nie ulega kwestii. Trzeba dodać, że Kamil to jeden ze sponsorów ostatniego Memoriału im. Jarosława Śmigielskiego. Chłopak ma dobre serce, pomaga, obecnie także wygrywa. Możemy tylko przyklasnąć i pochylić się nisko, gratulujemy!

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal