W ten piątkowy wieczór o godzinie 20.45 na Stadionie Narodowym odbędzie się pierwsza z dwóch gier kontrolnych przed Euro 2024. Reprezentacja Polski podejmie sąsiadów z Ukrainy.
Walka o ostatnie miejsca
Dzisiaj do godziny 23:59 PZPN jest zobowiązany do podania ostatecznej kadry na niemiecki turniej. Walka zatem toczy się o ostatnie trzy miejsca. Chociaż nie ma się co specjalnie czarować, kto by nie pojechał z tego walczącego grona, będzie to dla niego wycieczka w celach turystycznych i zwiedzania trybun na stadionach w Hamburgu, Berlinie i Dortmundzie. Jakie znacznie ma, czy zawodnikiem nr 25 będzie Sebastian Walukiewicz czy Paweł Bochniewicz? No właśnie, odpowiedź jest prosta – żadnego.
Skład na dzisiejszy mecz też jest już znamy. Oczekiwania wśród kibiców są bardzo mocno stonowane. W powietrzu nie czuje się póki co tego turnieju. Nie ma tak naprawdę żadnych oczekiwań dla kadry Michała Probierza. Każdy punkt zdobyty na Euro będzie uznany za sukces. Co oczywiście jest jakimś plusem, bo ta legendarna presja, patrząc na ostatnie turnieje, była większa niż realne możliwości tego składu osobowego. Może tym razem, wszyscy zostaną pozytywnie zaskoczeni. Kiedy nikt od nikogo niczego specjalnie nie wymaga, wtedy zawsze łatwiej o sukces.
Nieco inaczej ma się sprawa w przypadku naszych ukraińskich sąsiadów. Mając w grupie Belgię, Rumunię i Słowację widoki na wyjście z grupy są mocno optymistyczne. Bardziej optymistyczny jest również skład podopiecznych Siergieja Rebrowa. Kluczowymi postaciami w tej układance jest dwójka z Girony, czyli rewelacji tego sezonu w La Liga. Król strzelców Artem Dovbyk (26 goli) oraz skrzydłowy Wiktor Tsygankow (8 goli i 7 asyst). Poza nimi, są zawodnicy doświadczeni, jak ograni w Premier League Oleksandr Zinchenko, Tomas Zabarnyi czy Ilya Mykolenko oraz młode talenty Szachtara i Dynama jak Ivan Brazhko i Georgi Sudakow. Trzeba podkreślić, że ukraińskiej świątyni strzeże zdobywca ligi mistrzów – Andrij Łunin. Trzeba przyznać, że całkiem niezła ekipa.
Oblężona twierdza, odcinek nr 1234
Michał Probierz od zawsze był znany z tego, że uwielbiał wymyślać różnego rodzaju narracje, dorabiać ideologię do spraw oraz wyszukiwać sztuczne problemy, których tak naprawdę nie ma. Tym razem, w jego mniemaniu są krytykowani i hejtowani młodzi piłkarze. Nikt nie wie, gdzie ta krytyka występuje, kto te tematy porusza itd. Odkąd pamiętamy, to trener pochodzący z Bytomia zawsze z kimś walczy i coś mu wiecznie nie pasuje. Był problem braku lotniska w Białymstoku, była afera o ściąganie zawodników z zagranicy kosztem młodych Polaków. Po czym trener, rządząc w Cracovii sprowadził do siebie trzy autobusy wynalazków z różnych nacji, którzy w większości nie nadawali się do niczego. Problemem też zawsze byli zagraniczni trenerzy, którzy zabierali miejsca pracy fachowcom z kraju nad Wisłą. Odwieczni coś gryzło wiecznie niezadowolonego „polskiego Pepa”. Wszyscy zawsze byli przeciwko niemu.
W końcu trener doczekał się swojej szansy i jest to naprawdę świetna wiadomość, bo ma okazję się wykazać, mając wszystkie karty w ręku. Tylko co teraz trener robi? Najpierw nieprofesjonalne ogłoszenie kadry na Euro, w ukryciu przed całym światem. Bo przecież, nie można było tego zrobić w sposób kreatywny i nieszablonowy, jak np. Niemcy czy Anglicy. Michał Probierz chciał to zrobić na własnym zasadach, na polu golfowym. W porządku, jednak niech później przyjmie zasłużoną krytykę „na klatę”, zamiast szukać problemów tam, gdzie ich nie ma.
Problemy, o których mówi Michał Probierz, znajdują się przede wszystkim w jego wyimaginowanej twierdzy. Wg obecnego selekcjonera kadry biało-czerwonych prawda jest tylko jedna, ta, która wypływa z jego ust. Nic innego nie jest brane pod uwagę. Dlatego, jak ma być normalnie?







