Końcówka sezonu to czas decyzji w niejednym gabinecie właścicielskim. Nie są to raczej dylematy dotyczące wyboru kurortu nad morzem na miesiące wakacyjne, a bardziej chodzi o rozważania na temat kto będzie sternikiem klubu w najbliższym sezonie.
Za wysokie progi
Kiedy w częstochowskim zakładach pracy była wczoraj pora przerwy obiadowej, klub wydał komunikat, który musiał w końcu się pojawić.
Kwestia była tylko typu – kiedy to zostanie ogłoszone – teraz czy po sezonie. Właściciel zdecydował, że to najwyższy czas. Z piłkarzy być może zejdzie jakaś presja? I dograją ten sezon z czystymi głowami, a nuż, uda się jeszcze wejść do pucharów.
Co można powiedzieć o czasie ma ławce trenerskiej Dawida Szwargi? Były asystent Marka Papszuna został rzucony na zbyt głęboką wodę. Jak widać, nie był na to gotowy. Najmocniejsza kadra w historii klubu, gra na dwóch frontach. To było za wiele. Nie udało się to na żadnym polu. Być może pojawiły się krótkie momenty z widocznymi przebłyskami i potencjałem, ale koniec końców, jest to przygoda nieudana. Dawid Szwagra nie pokazał, że jest dobrym pływakiem. Co najwyżej, to wciąż uczniak liceum mistrzostwa sportowego, który musi rywalizować na kwalifikacjach szkolnych, ścigając się z rówieśnikami. Jak coś wygra, to może wtedy przyjdzie kolejna szansa na start w poważniejszych zawodach niż mistrzostwa powiatu.
Kto teraz poprowadzi popularne Medaliki? Jak trwoga to do Papuszuna… Wszystko wskazuje na to, że na ławkę wróci nie kto inny jak Marek Papszun.
Rok przerwy na ławce trenerskiej i odpoczynek łączony z pracą w roli eksperta telewizyjnego. Teraz ze świeżym umysłem wraca w roli zbawiciela. Czy to może się nie udać? Śmiemy wątpić.
O pół roku za długo
Kiedy poznańscy kibice zdążyli zjeść drugie śniadanie, informacja pojawiła się nagle, dość niespodziewanie.
Nowym dowodzącym lokomotywą ma zostać Duńczyk Niels Fredriksen, który od półtora roku przebywa na bezrobociu. Wcześniej był związany m.in z Broendby oraz młodzieżowym kadrami swojego kraju. Czy gdzieś osiągał sukcesy? Niespecjalnie, jego cv wygląda mocno przeciętnie. Czymś jednak zdążył przekonać włodarzy klubu ze stolicy Wielkopolski, z którymi rozmawiał za tzw. kuluarami od kilku miesięcy. Dlatego też dziwne jest to, że nie został wzięty wcześniej – od razu po zwolnieniu Van Der Broma. No tak, zapomnieliśmy – Lech w końcu miał w odwodzie innego fachowca, z Polski.
Trzy ostatnie kolejki przed trenerem Mariuszem Rumakiem, który został wrzucony na minę, bo inaczej tego nie można nazwać. Ciężko znaleźć logiczne argumenty za tym, że ktoś wierzył w powodzenie tej misji pt. „Na Rumaku po mistrzostwo”. Trener zostanie głównie zapamiętany z pyskówek na konferencjach prasowych. Poza tym, stał się co najwyżej źródłem kpin i niesmacznych żartów.







