„Tu jest Twoje miejsce – tu jest Twój dom”. Kto nie zna słów piosenki Andrzeja Cierniewskiego? Chciałbym, aby dzisiaj te słowa zilustrowały nam pewne niepokojące zjawisko w piłce młodzieżowej.
Każdy z nas, rodziców, zapisuje pierwszy raz swoje dziecko do jakiegoś podmiotu, gdzie nasz syn czy córka rozpoczynają swoją piłkarską przygodę. Po jakimś czasie zmieniamy miejsce szkolenia naszej latorośli w dobrze rozumianym jej interesie.
Aż w końcu trafiamy do akademii, w której wszystko zapowiada się pięknie, nasze dziecko ma 13 lub 14 lat i baśniowa kariera właśnie w tym miejscu wydaje się kwestią czasu.
Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy Paolo Maldini czy Francesco Totti całą swoją karierę rozegrali w jednym klubie, ale kiedy rozszerzymy optykę, widzimy, że jest to wyjątkowe zjawisko.
Na naszym podwórku bardzo często, wręcz zbyt często, nie szanuje się swoich własnych wychowanków. Kiedy kończysz wiek juniora, to stajesz się najczęściej dobrem zbytecznym i sugerowane jest, abyś poszukał innej drogi swojego szczęścia. Ale oczywiście nie za darmo – za pełny ekwiwalent lub za sowitą kwotę transferową.
Przepisy o młodzieżowcu? Oczywiście najlepiej, żeby tego nie było. Przecież jak młody będzie dobry, to będzie grał. A musi być lepszy niż 28-letni były piłkarz nastu klubów zagranicznych lub 32-letni były piłkarz ekstraklasowego lub pierwszoligowego klubu, mający na koncie set meczów. I przecież to oczywiste, że młody może od razu być na jego poziomie, ba – może być lepszy! To tak jak młody księgowy będzie lepszy od tego pracującego naście lat w zawodzie czy młody psycholog od tego, który ma lata praktyki. To oczywiste, nie rozumiem zdziwienia i oburzenia.
A teraz poważnie. Kiedy chcesz chronić karierę swojego dziecka, powinieneś, Świadomy Rodzicu, być czujny i nie zasypiać gruszek w popiele ani przez moment. Wielokrotnie słyszę podczas konsultacji: „nic na to nie wskazywało” lub „nie dostrzegliśmy ani jednego czerwonego wykrzyknika”. Dlaczego? Bo prawdziwe niebezpieczeństwo jest wtedy, gdy tracimy czujność. A czujność tracimy głównie wtedy, gdy wydaje nam się, że mamy poczucie bezpieczeństwa i gdy ufamy trenerowi czy dyrektorowi w jego zapewnienia. Nie namawiam w tym miejscu do kwestionowania tego, co jest nam mówione – namawiam do bacznej obserwacji, wyciągania wniosków odpowiednio wcześnie i zachowania zasady szczególnej ostrożności.
Często bowiem narzekamy, że w dużych akademiach jest duża rotacja zawodników, a równocześnie sami się temu poddajemy. A tak łatwo można się do tego przygotować i uniknąć sytuacji, gdzie rodzic staje nad przepaścią i każdy ruch wydaje się skokiem z klifu na skały.
Marzy mi się, aby mój syn, rozpoczynając w wieku 12 lat przygodę w jakiejś akademii, płynnie przeszedł całą karierę w tym samym podmiocie, jednak, będąc realistą i znając zagadnienie, wiem, że to mało realne. Dlatego zachęcam was, abyście zachowywali czujność, obserwowali i działali nie wtedy, gdy coś się dzieje, bo wtedy już często jest (za) późno, ale już wtedy, gdy wydaje się, że jest spokojnie.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta