Ten wywiad nie będzie zwyczajny, bo i niezwyczajny jest nasz rozmówca. Krzysztof Zawora to człowiek, który w lokalnej olkuskiej piłce pojawił się nie tak dawno. Swoje dzieciństwo spędził na krakowskich Klinach, a sport płynie w jego krwi już od 6.roku życia. W piłkę nożną zaczął grać dopiero w wieku 12 lat, ale od razu w Wiśle Kraków. Przeszedł przez wszystkie drużyny młodzieżowe i zatrzymał się na drugiej drużynie Białej Gwiazdy. Znany z występów w Kaszowiance Kaszów, Nadwiślance Nowe Brzesko i Węgrzcance Węgrzce Wielkie. Od jesieni rządzi i dzieli na trenerskiej ławce Pogoni Miechów. Cel w nowym klubie jest jasny – awans do klasy okręgowej. Innej możliwości w Miechowie nikt nie bierze pod uwagę.
zPwS: Wiele osób z tego olkuskiego „piekiełka” cieszy się, że w tej ichniejszej piłce pojawił się ktoś nowy. To Pan – Krzysztof Zawora, człowiek który ma wprowadzić Pogoń Miechów ligę wyżej, a docelowo oczywiście na wyższy poziom. Rozumiem, że nie będzie z tym problemu?
Krzysztof Zawora: Będąc całkowicie szczery, nie podchodzę do tego w tych kategoriach. Staram się nie zaprzątać głowy długoterminowymi założeniami czy oczekiwaniami, a skupiać się na następnym dniu, treningu czy meczu. Zależy mi aby wynieść drużynę na lepszy poziom sportowy, taktyczny i fizyczny, natomiast gdzie nas to zaprowadzi zobaczymy po sezonie. Tak jak Pan zauważył, jestem w środowisku olkuskim nowy, nie znałem przed sezonem ligi, drużyn przeciwników, w których zawodnicy są chłopakami charakternymi, walczącymi do końca i na pewno nikt przed nami się nie położy.
zPwS: W Święta Bożego Narodzenia może Pan się położyć na kanapie i wysoko trzymać głowę. Pogoń jest liderem, choć łatwo nie było. Objął Pan drużynę przed sezonem i wszystko szło zgodnie z planem, potem przyszła lekka zadyszka. Wyszliście z tego szybko i dobrze. Co w tym lekkim kryzysie rzęziło w drużynie najbardziej?
KZ: Początek sezonu był idealny, począwszy od bardzo wyrównanego meczu pucharowego z Legionem Bydlin, który ligę wyżej jest jedną z najlepszych drużyn, kończąc na 6 zwycięstwach w lidze. W najmniej oczekiwanym momencie przegraliśmy 3 mecze z rzędu. Piłka nożna jest grą błędów, na najwyższym poziomie drużyny tracą po nich bramki. Nam przytrafiły się błędy i do nich doszły „wielbłądy”. W tym właśnie upatruję powody tych porażek. Szczerze gratuluję tym drużynom, a my zrobimy wszystko aby odegrać się w następnej rundzie. Wygrane też przysłaniają pewne niedociągnięcia, po porażkach mimo, że bardzo ciężko je przeżyłem, odnalazłem przyczyny i mogłem je skorygować. Dzisiaj traktuję ten okres jako porządną lekcje mimo , iż wtedy nie byłem taki „mądry”. Podnieśliśmy się i już do końca nie straciliśmy punktów, co pozwoliło na przezimowaniu na fotelu lidera.
zPwS: Patrząc z boku, Pogoń to klub, który jak na ligę w której gra – jest dobrze poukładany. Pan tutaj też jest z zewnątrz, ale już na tyle wewnątrz że zapewne dostrzega Pan i mankamenty. Jedno wiem na pewno, ludzie którzy obecnie zarządzają Pogonią są jej oddani i świata poza nią – nie widzą. Mimo to, problemów w klubie chyba jest sporo?
KZ: Ostatni raz w Miechowie byłem 16 lat temu, jako młodziutki zawodnik Borku Kraków. Wygraliśmy 8:0 i tylko to pamiętam z tej wizyty. Gdy po takim czasie zobaczyłem klub, budynek z siłownią, nowe szatnie i poznałem ludzi, którzy funkcjonują blisko, byłem pod wrażeniem. Prezes Dawid Byrski i wiceprezes Ignacy Grabowski, to w czystej postaci ludzie totalnie oddani klubowi. Dawid oprócz codziennych obowiązków wynikających z roli Prezesa jest również moim kluczowym zawodnikiem i kapitanem zespołu. Ignacy natomiast prowadzi Social Media, których nie powstydziłyby się profesjonalne kluby w lidze. Ewenementem biorąc pod uwagę poziom rozgrywkowy są kibice Pogoni, którzy zjawiają się na meczach domowych w wielkiej liczbie. Jeżdżą za nami także na wyjazdy. Mankamenty są, bo muszą być. Brak boiska treningowego jest sporym problemem dla klubu i może nie byłby takim gdyby nie fakt ,że trenuje na nim łącznie 9 grup. W pewnym momencie płyta została tak zniszczona, że wyglądała jakby stado dzików ucztowało na niej całą noc. Później miasto zamknęło stadion. Problem z oświetleniem na stadionie też jest duży, trenowaliśmy do zamknięcia stadionu praktycznie przy 50% widoczności, instynktownie. I na dobitkę przy infrastrukturze brakuję „łapaczy” za bramkami. Wszyscy trenujący odczuwają to. Zwłaszcza jak przy niecelnym strzale „wycieczka” za piłką jest długa, co wiąże się ze spadkiem intensywności treningu. Mankamentem są również finanse klubu. Reasumując uważam, że 12 tysięczny Miechów, w którym dużo się dzieje dobrego za sprawą Władz i Burmistrza, zasługuje na klub z prawdziwego zdarzenia, który będzie najważniejszą wizytówką miasta. Żeby tak było, do tego po prostu potrzebna jest większa pomoc.
zPwS: Wszystko to co Pan mówi jest jasne i oczywiste. Pogoni potrzebna jest większa pomoc, ale proszę doprecyzować. Kto ma tej Pogoni więcej pomagać?
KZ: Uważam, że przedsiębiorcy w Miechowie nie zdają sobie sprawy z korzyści i reklamy jaka może wynikać z wspierania lokalnego klubu. Również pasjonat piłkarski, który szuka miejsca, aby może zbudować coś dużego. Pogoń to klub, który najprawdopodobniej w tej klasie rozgrywkowej ma jedną z największych frekwencji na trybunach w Polsce, a do tego mocne Social Media i świetną atmosferę.

zPwS: Pana poprzednik w Pogoni uchodzi za osobę bardzo pracowitą i tą pracowitością zaraża drużyny, które prowadzi. Niestety ma też opinię człowieka, który nie panuje nad emocjami. Byle co, potrafi wyprowadzić go z równowagi. Wtedy obrywa się wszystkim. Jakim Pan jest trenerem? Na kim Pan się wzoruje, z kogo czerpie? Jaki futbol Pan preferuje i jak Pan chce żeby grała Pogoń Miechów?
KZ: Trenera Górkę poznałem jedynie przelotem, zamieniliśmy parę zdań przed naszym meczem. W stosunku do mnie jest miły i uśmiechnięty. Nie doświadczyłem tych emocji. Całe życie trenowałem sztuki walki, z czasem nauczyły mnie spokoju i szacunku, a gorącą głowę w młodych latach miałem jak chyba każdy. W piłce nożnej tego szacunku jest mało, zwłaszcza na boisku. Pamiętam ciężkie bitki na ringu czy w sali na sparingach z chłopakami z innych klubów. Również na zawodach, ale nie pamiętam nigdy żeby ktoś kogoś przezywał. Kiedyś mój świetny kolega bokser, zapytał mnie, jak mogę wytrzymać na boisku, gdy jakiś „ratlerek” mi ubliży, ale chyba nic nie odpowiedziałem. To właśnie geneza tego co mnie ukształtowało w kierunku spokoju i szacunku. Nie mam wzoru trenera, często rozmawiam o piłce nożnej ze swoimi świetnymi kolegami, trenerami prowadzącymi drużyny w Małopolsce. Obecnie na świecie bardzo podoba mi się Inter Mediolan – Inzaghiego. Preferuje futbol oparty o posiadanie piłki, nie pozbywanie się jej, rozgrywanie piłki od tyłu i też tak chciałbym aby Pogoń grała. Nie zawsze w tej lidze jest to możliwe, bo boiska są jakie są, Mimo to szybkie przechodzenie z obrony do ataku i na odwrót jest dla mnie czymś też bardzo ważnym.
zPwS: Pomaga trener w domu przy porządkach świątecznych?
KZ: Zdecydowanie tak. Sprzątam dom, pomagam ubierać choinkę.

zPwS: Co bardziej cieszyło pod choinką, małego Krzysia? Rękawice bokserskie czy piłka do nogi?
KZ: Zależy jak małego, bo ten bardzo mały – trenował karate w kimonie, a piłką nożną się kompletnie nie interesował. Wtedy czekałem żeby dostać pod choinkę zabawkę superbohatera.
zPwS: To skąd ten boks u Pana w takim razie?
KZ: Wszystko zaczęło się od karate, a potem była przerwa na piłkę nożną. W wieku 17 lat zerwałem więzadła krzyżowe na meczu. Po drugim miesiącu rehabilitacji, zacząłem boksować w klubie bokserskim. Wróciłem do piłki, a w między czasie odnalazłem swoją kolejną pasję. Przez dłuższy czas trenowałem MMA.

zPwS: Wie Pan co lubię w boksie, a czego nie cierpię w piłce?
KZ: Nie mogę się doczekać, co to takiego?
zPwS: W boksie jak dostaniesz w łeb to udajesz, że nie boli. W piłce udajesz, że boli – jak nie dostaniesz. Irytuje mnie to udawanie, wymuszanie, naciąganie. Wiem, że to też element gry, u niektórych nawet i taka filozofia. Panu się to podoba?
KZ: Tyle razy dostałem w łeb na sparingach, że będąc całkiem uczciwy – praktycznie nic na boisku mnie nigdy nie bolało. A jak już bolało to wstyd to było pokazać, dlatego nie uznaje takiej filozofii.
zPwS: Zawodnicy Pogoni Miechów lubią sobie troszkę poudawać?
KZ: Zawsze powtarzam im przed meczami, że mają zakaz kłócenia się z arbitrem – jaki ma sens kłócenie się z kimś, kto i tak decyzji nie zmieni. Nie toleruję też skakania i obrażania przeciwników. Nie zawsze się to udaje, ale pracuje nad tym. Udawania nigdy nie zaobserwowałem.

zPwS: Zanim poprosiłem Pana o rozmowę to ruszyłem trochę swoich znajomych z kręgów piłkarskich. Wszyscy jak jeden mąż mówią, że jest Pan człowiekiem i trenerem bardzo ambitnym. Sam fakt, że dojeżdża Pan tak często z Mogilan do Miechowa już o tym świadczy. Wiem, że w nowym roku rozpocznie Pan kurs UEFA B. Pogoń to Pana pierwszy klub w seniorskiej piłce. Wejść z nim aż do ekstraklasy zapewne będzie niemożliwe. Gdzie będzie Trener Krzysztof Zawora w 2030 roku?
KZ: W wieku 20 lat w pełni świadomie postanowiłem, że nie chce i nie zamierzam myśleć o grze w piłkę nożną w większych kategoriach. Nie chciałem też realizować swojej pasji na poziomie piłki „kopanej”. Chciałem skupić się na pracy i biznesie. Rok temu nastąpił przełom i zacząłem marzyć. Dzisiaj mam nadzieję, że swoją ciężką pracą, czy to w 2030 czy później zrealizuje to marzenie. Ale jakie ono jest, zostawię dla siebie (śmiech).
zPwS: Wróćmy w takim razie do świąt, bo to fajny czas. Jaka jest ulubiona wigilijna potrawa Pana Trenera?
KZ: Zdecydowanie „parowce”, to kluski z ciasta drożdżowego, które gotowane są na parze.
zPwS: Pierwsze słyszę żeby „parowce” były potrawą wigilijną? (śmiech)
KZ: Ja natomiast odkąd pamiętam, występują na stole mojej babci – właśnie jako jedna z potraw wigilijnych.
zPwS: W Pogoni już po wigilii?
KZ: Tak, przy prawie pełnej frekwencji, przy krokietach i barszczu spędziliśmy wspólnie czas.
zPwS: Rozumiem, że prezes nie zaserwował Panu parowców? (śmiech)
KZ: To pokazuje jak dużo jeszcze pracy przede mną w Pogoni Miechów (śmiech).
zPwS: Ale Pan wie, że za bardzo wyjścia nie ma i na wiosnę to Pan musi zaserwować awans Pogoni? A wtedy ja osobiście załatwię u Prezesa te parowce (śmiech).
KZ: Daje słowo honoru, że dam z siebie wszystko, aby kibice i ludzie blisko klubu byli z nas dumni, a ja żebym mógł te parowce zjeść (śmiech).

zPwS: Czuje Pan na co dzień, że Pogoń to ważny klub dla wielu ludzi? I nie ma żadnego znaczenia w jakiej klasie rozgrywkowej obecnie występuje.
KZ: Nie tak dawno Pogoń Miechów obchodziła 100lecie swojego istnienia. Klub z dużymi tradycjami. Można zobaczyć tą historię na fotografiach wiszących w środku budynku z każdego okresu istnienia. Wielu ludziom dobro klubu leży na sercu. Są to ludzie z różnego okresu funkcjonowania klubu, zawodnicy czy działacze z przeszłości, którzy regularnie przychodzą kibicować drużynie na meczach. Są też młode, nastoletnie chłopaki wychowane blisko klubu. Zdecydowanie Pogoń Miechów jest w sercu dużej ilości osób.
zPwS: Rozmawiał Pan już z prezesem Byrskim o prezentach pod choinkę? Będą wzmocnienia na wiosnę?
KZ: Jesteśmy w regularnym kontakcie. Mam liczną kadrę świetnych chłopaków z której jestem bardzo zadowolony. Zmiany będą kosmetyczne, natomiast szykuję jedno lub maksymalnie dwa wzmocnienia.
zPwS: Która formacja Pana zdaniem najbardziej potrzebuje wzmocnienia?
KZ: Kadrę mam bardzo wyrównaną. Oczywiście zawsze, wszędzie i na każdym poziomie rozgrywkowym można podnieść jakość drużyny wzmocnieniem, co zresztą świeżo zrobiłem, ale na tą chwilę to czego mi trzeba to spokojnie przepracować zimę z tą kadrą, którą mam.
zPwS: Plan przygotowań jest już w głowie, czy te myśli będą zakłócać święta?
KZ: Nie byłbym sobą gdyby plan nie był przygotowany. Sparingi, terminy treningów i ich miejsca są już ustalone. Zagramy 7 sparingów z bardzo ciekawymi drużynami, głównie prowadzonymi przez moich znajomych trenerów.
zPwS: Czego Panu życzyć na te nadchodzące święta. Zdrowia to wiadomo, czego jeszcze?
KZ: Spokoju w głowie, przestawienia się na radość z teraźniejszości, a nie życia przyszłością. Trochę szczęścia też by się przydało.
zPwS: Tego właśnie Panu życzę.
KZ: Dziękuję i również życzę wszystkiego co najlepsze.
Rozmawiał: Z Piłką w Sercu (Sławomir Tomczyk)
***
Krzysztof Zawora: urodzony w 1987 roku w Krakowie. Był zawodnik drużyn młodzieżowych Wisły Kraków, Borku Kraków, Kaszowianki Kaszów, Nadwiślanki Nowe Brzesko i Węgrzcanki Węgrzce Wielkie. Od tego sezonu trener Pogoni Miechów, która po rundzie jesiennej jest liderem w olkuskiej klasie A.







