Już za niespełna 12 godzin na przedmieściach szwedzkiej stolicy, zostanie rozegrany niezwykle istotny mecz. Oczy wszystkich polskich kibiców będą skierowane w jedno miejsce. O godzinie 20:45 na Strawberry Arena wybiegną reprezentacje Szwecji i Polski. Wszystko po to, aby zapewnić sobie udział w czerwcowym, północnoamerykańskim mundialu.
Wszystko rozpoczęło się 10 czerwca ubiegłego roku od porażki z zawsze groźną Finlandią. Wtedy na reprezentację, prowadzoną wówczas przez Michał Probierz, spadła uzasadniona porcja krytyki. Po tej wpadce dawano jej tak naprawdę niewielkie szanse na awans na wielką imprezę.
Kiedy w drugiej kolejce „Orły” jechały do jaskini lwa, by zmierzyć się z faworyzowaną Holandią, mało kto był w stanie sobie wyobrazić, że te eliminacje można jeszcze uratować. Fenomenalny gol Matty’ego Casha zapewnił Polakom, w debiutanckim meczu pod wodzą Jan Urban, ten jeden, niezwykle ważny punkt. I coś ważniejszego – nadzieję na końcowy sukces.
Mimo że te eliminacje nie były ucztą dla koneserów futbolu, nie doświadczyliśmy w ich trakcie odrodzenia gry reprezentacji. Były pozytywne momenty, ale pojawiały się też zalążki kompromitacji. To jednak wciąż ten sam materiał ludzki biegający po boiskach. Jeszcze chwilę temu wszyscy byli wniebowzięci „polskim Guardiolą”, by chwilę później, po „aferze opaskowej”, chcieć jak najszybciej odsunąć go od kadry. Los selekcjonera tak wymagającej grupy kibiców nigdy nie jest łatwy. Wpasować się w gusta fanów to rzecz niezwykle trudna – można powiedzieć, że niemal niemożliwa.
Jan Urban jest człowiekiem bardzo lubianym w środowisku piłkarskim. To ktoś, z kim chciałoby się usiąść i porozmawiać nie tylko o futbolu przy schabowym z ziemniakami i kapustą zasmażaną. Lubią go piłkarze, dziennikarze i kibice. Jego największą siłą jest naturalność – a to właśnie ona buduje autentyczność i pozwala kibicom łatwo się z nim utożsamiać. Dotychczasowa kadencja Urbana obywa się bez większych wpadek wizerunkowych – szczególnie takich, jakie zdarzały się jego poprzednikowi. Nawet dobrze opłacona agencja marketingowa, a tym bardziej prezes Kulesza, nie byli w stanie okiełznać byłego trenera m.in. Cracovii.
Obecnemu selekcjonerowi zarzucano głównie jedno – pomijanie przy powołaniach Oskara Pietuszewskiego. Młody skrzydłowy w imponującym stylu przywitał się z Ekstraklasą, pokazując nieszablonowość w grze oraz cechę, której często zazdrościmy piłkarzom z południa Europy – odwagę. Ten chłopak nie boi się dryblingu.
W tym momencie Urban nie miał już wyjścia – musiał wysłać powołanie do FC Porto. O ile jeszcze kilka miesięcy temu Pietuszewski był znany głównie zagorzałym fanom polskiej piłki, tak dziś mówi się o nim w całej Europie. Brak powołania mógłby wywołać burzę porównywalną do „afery premiowej”.
Wychowanek Jagiellonii zadebiutował w 46. minucie barażowego meczu z Albanią. Czy odmienił jego losy? Nie, ale dał impuls do lepszej gry. Nawet jeden udany drybling – po którym na karuzelę został wrzucony Elseid Hysaj – wystarczył, by rozpalić wyobraźnię kibiców. Ostatecznie Polska pokonała Albanię i już za moment zmierzy się z bardziej wymagającym rywalem – Szwecją.
Ciężar gatunkowy meczu jest ogromny. Ostatnie lata przyzwyczaiły polskich kibiców do obecności na wielkich turniejach. Po prawie dwóch dekadach posuchy wyjazd na takie imprezy stał się niemal obowiązkiem. Inna sprawa, że droga eliminacyjna często sprzyja Polakom i pozwala trafiać na rywali „w zasięgu”. Rzeczywistość bywa często brutalna – ale kibic wierzy do końca. Bez względu na okoliczności.
W dzisiejszym spotkaniu, którego stawką jest ponad 40 milionów złotych, faworytem wydaje się Szwecja. Trzeba jednak jasno powiedzieć – nie jest to żaden piłkarski hegemon. To solidny europejski zespół, który w eliminacjach zdobył zaledwie dwa punkty, przegrywając z kim się dało. Mimo to znalazł się w barażach dzięki dobremu występowi w Lidze Narodów. To pokazuje, że nie ma się kogo bać.
Polacy mają wystarczającą jakość, aby wyjść zwycięsko z tej potyczki. Jan Urban z pewnością ma kilka dylematów dotyczących wyjściowego składu. Kędziora czy Wiśniewski? Kto za Rózgę? Czy Zalewski zagra na wahadle, czy za plecami Lewandowskiego? Odpowiedzi na te pytania poznamy około godziny 20:00.
Dziś rozstrzygnie się jedna niezwykle istotna kwestia – czy w czerwcu Polska będzie żyła mundialem 2026?








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta