MGHKS Bolesław Bukowno – tchnąć znów to „coś” w życie klubu. Jutro Nadzwyczajne Walne!

Są takie miejsca, gdzie czas płynie inaczej. Gdzie echo dawnych meczów wciąż odbija się od trybun, choć te dawno już porosły mchem i ciszą. Bukowno – małe, robotnicze miasteczko. A w jego rytmie biło kiedyś coś więcej niż tylko codzienność – biło serce piłkarskiego klubu MGHKS Bolesław Bukowno.

Niektórzy mówią, że to był klub, który miał w sobie to coś. Inni zgodnie twierdzili – że bez wątpienia to piłkarska lokalna legenda. Dla wielu – to była potęga. Jeszcze w latach 80. i 90. Bolesław był symbolem walki, honoru i dumy robotniczego miasta. Na ten klub nie przychodziło się z przypadku. Przychodziło się z ojcem, dziadkiem, sąsiadem. Przychodziło się z sercem na dłoni.

Górniczo-Hutnicze barwy powiewały dumnie na szczycie małopolskiej piłki. Na boisku zawsze była walka do ostatniego gwizdka. Bolesław może nie był wielki jak Wisła czy Górnik, ale dla wielu pokoleń był wszystkim.

fot. ST

A dziś? Pusto. Tylko wiatr przelatuje przez siatkę za bramką. MGHKS dołuje w niższych ligach, przestał się liczyć nawet w lokalnej piłce. Nikt już nie boi się wyjazdu do Bukowna. Nikt nie mówi o twierdzy przy Spacerowej. Stagnacja, garstka wiernych kibiców, którzy niby nie przestają wierzyć w lepsze czasy, ale realnych podstaw do tego nie mają żadnych, a na stadion przychodzą już tylko z przyzwyczajenia.

Romantyzm tego klubu nie polega na sukcesach. Romantyzm to trochę taka miłość wbrew wszystkiemu. I choć MGHKS dziś nie świeci blaskiem dawnych dni, to dla wielu, którzy pamiętają jego dobry czas – wciąż świętość. Jest wspomnieniem ojca, który pierwszy raz zabrał na mecz. Jest zapachem kiełbasy z grilla i smakiem porażki, której nie sposób zapomnieć.

Bukowno wciąż czeka na kogoś, kto tchnie w ten klub nowe życie. Wydawało się, że ostatni okres właśnie będzie nawiązaniem do tych lepszych lat. Rozwija się Akademia, coś się dzieje, ale to wszystko mało. W tym miasteczku są ludzie, którzy są w stanie pomóc przywrócić dawny blask. Dobra do tego okazja jest właśnie teraz.

fot. ZPWS

I choć termin „Walnego” nie jest zbyt trafny. Długi weekend, wielu ludzi uda się na zasłużony odpoczynek, ale mimo to może trafi się rycerz na białym koniu. Ktoś kto będzie miał na to wszystko pomysł, będzie potrafił go zrealizować i da wsparcie obecnym włodarzom. To wydaje się niezbędne. Bolesław nigdy Barceloną nie będzie – to jasne, ale przy takim wsparciu miasta, klub absolutnie nie powinien dostawać w przysłowiowy cymbał na siódmym poziomie rozgrywkowym.

Z Piłką w Sercu (ST)