Kiedy umiera osoba, którą zna się głównie z telewizji czy mediów, stosunek do takiego odejścia po krótkim czasie przechodzi w zapomnienie. W końcu to ktoś obcy, a obraz tego kogoś układasz sobie w głowie, na podstawie tego, co widzisz na ekranie. Nie wiesz jaki jest naprawdę.
W przypadku odejściu Pawła Zarzecznego było inaczej. Wiadomość obiegła piłkarski Twitter w sobotę, 25 marca 2017 roku. Dzień wcześniej siedział jeszcze na stołku przed Stadionem Narodowym w Warszawie i opowiadał o swoim rzekomym pogrzebie na Cmentarzu Bródnowskim.
Informacja o śmierci zbiła z nóg dużą część piłkarskiego światka dziennikarskiego, która to wychowała się na jego felietonach. Najpierw w Interii, później w Dzienniku czy Rzeczpospolitej. Ciężko znaleźć redakcję sportową w Polsce, z którą nie był w którymś momencie swojego życia związany. Paweł Zarzeczny miał styl bycia i pisania, który był jedyny w swoim rodzaju. Tytuł jednej z jego książek „Zawsze byłem najlepszy” mówi o nim wszystko. Był dosadnie szczery, nie bał się wyrażać swojej w opinii w jakichkolwiek okolicznościach. Nie patrzył na poprawność polityczną czy obrażenie się przez najlepszego przyjaciela. Kiedy był naczelnym Przeglądu Sportowego i umieścił pamiętną okładkę, która nawiązywała do II Wojny światowej. Następnego dnia, na jego biurko leżało wypowiedzenie.
Odszedł nagle, ale pozostał w sercach wielu. Kiedy ktoś ma słabszy nastrój, może bez wahania włączyć „One Man show”, czyli poranne nagrywki, w których główny bohater analizował prasę i bieżące wydarzenia. Paweł Zarzeczny byłby stworzony do obecnych formatów internetowych. W tym momencie patrzy na to wszystko z góry. To już 7 lat. Kiedy to zleciało…
Z Piłką w Sercu (Kowal)
***
Paweł Zarzeczny – dziennikarz sportowy. Zmarł na zawał w wieku 56 lat.

