Mundial 2026 czas zacząć

Moja przygoda z największą piłkarską imprezą globu zaczęła się w 1998 roku we Francji. Stany 1994′ pamiętam bardziej z jakichś głosów z sąsiedniego pokoju. Wiem, że Roberto Baggio przestrzelił ważnego karnego i utalentowani Bułgarzy pod boiskowym dowództwem wielkiego Hristo byli objawieniem imprezy.

Mamy rok 2026 i z jednej strony ten Mundial nie do końca mnie interesuje, jednak z drugiej odżywają wspomnienia. Pierwsze, o czym rano pomyślałem, to legendarne „Tempo” i skarby kibica, które kolekcjonowało się jak naklejki z albumu Panini. Wycieczka do kiosku nie zawsze kończyła się powodzeniem. Czasem nakład danego punktu był już wyczerpany.

Dzisiaj nie ma z tym raczej problemu. W pierwszym kołobrzeskim Kolporterze skarb kibica Przeglądu był dostępny. Mimo że to zainteresowanie jest mniejsze niż zwykle, to jakaś podświadomość wzywa do zakupu. Nie ma już Hristo, Roberto Baggio czy Floriana Raducioiu. Jest za to wciąż Lionel Messi oraz Cristiano Ronaldo. Jest także 41-letni specjalista od dużych turniejów, bramkarz jednego z gospodarzy turnieju, Guillermo Ochoa.

O godzinie 21.00 Meksyk razem z Ochoą zainauguruje Mundial. Naprzeciwko nich wyjdą piłkarze RPA. W składzie popularnych „Bafana Bafana,” próżno szukać gwiazd pokoju Benny’ego McCarthy’ego, Sibu Zumy, Lucasa Radebe czy Aarona Mokoeny. Kibic nieźle interesujący się futbolem nie będzie w stanie wymienić pewnie nawet jednego zawodnika tej reprezentacji. Trzon kadry stanowią piłkarze z rodzimej ligi. Znak czasów.

Drugi mecz imprezy rozpocznie się o godzinie średnio pasującej ludziom żyjącym w naszej strefie czasowej. Chyba że ktoś ustawi sobie budzik do pracy na 2 godziny do tyłu. Wszystko po to, aby zobaczyć naszych południowych sąsiadów, reprezentację Czech oraz Koreę Południową. Będzie to mecz kończący zmagania w grupie A. Jak widzimy, nie jest to grupa śmierci. Jest to spowodowane rzecz jasna zwiększeniem liczby uczestników do 48. W Mundialu gra już prawie każdy. Oczywiście z wyjątkiem biało-czerwonych.

Wracając do meczu Czechów z Koreą, europejska publika będzie miała okazja przypomnieć sobie o świetnym skrzydłowym Heung-Min Sonie. 33-latek udał się na piłkarską emeryturę do Los Angeles. Wielka szkoda, bo niemal przez dekadę należał do jednego z najbardziej efektownych napastników Premier League. Odchodził z Tottenhamu jako niepodważalna legenda klubu.

Po stronie czeskiej warto zwrócić uwagę na dwa nazwiska – Patrika Schicka i Pavla Sulca. Pierwszy z nich to wice król strzelców Euro 2020, drugi to gwiazda francuskiego Lyonu, którego zna już każdy kibic Ligue 1. Czesi awansowali do Mundialu, pokonując w barażach Duńczyków po rzutach karnych. Dzięki temu w ich kraju jest obecnie święto. Na moment tenis i hokej schodzą na drugi plan.

Mimo braku Polaków, niezbyt dogodnych godzin meczów i mniejszego zainteresowania niż zwykle, coś w środku podpowiada, że trzeba tym turniejem żyć. Tak po prostu, bez większych argumentów, z powodu przywiązania do piłki nożnej. Z powodu Zizou i Francji w 1998, wielkiego Ronaldo z grzywką i okropnych sędziów w Korei 2002, świetnego Mundialu w Niemczech i triumfu Włochów w 2006, tiki-taki i bajecznej Hiszpanii w RPA w 2010, pogromu Niemców nad Brazylią i niewykorzystanych szans Higuaina w finale w 2014, wielkiej reprezentacji Chorwacji, uznającej wyższość Francji w 2018, zimowego mundialu w Katarze, okazującego się widowiskowy strzałem w dziesiątkę i upragnionego triumfu Argentyny pod batutą największego piłkarza w historii tej gry. To wszystko składa się na wspomnienia o tym legendarnym skarbie kibica. Tak, wciąż mamy kilkanaście lat i liczymy na piękną imprezę piłkarską.

Kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta