Mundial to nie jest zwykły turniej. To nie jest kolejna kolejka ligowa, którą można odpuścić. To nie jest mecz, który można przełączyć, bo jutro jest następny. Czy wciąż tak jest?
Nie pisałem. I chyba pierwszy raz w życiu przy mundialu zabrakło mi nie tematów, ale chęci.
Bo tematów było aż za dużo. Każdy kolejny dzień przynosił coś nowego. Kolejną dyskusję, kolejną sytuację, kolejną decyzję, po której zamiast rozmawiać o futbolu, człowiek siedział i zastanawiał się: „czy ja właśnie obejrzałem mecz, czy kolejną debatę o przepisach?”
Po prostu odechciało mi się tego oglądać. I dla kibica piłki nożnej chyba nie ma gorszego zdania. Bo mundial to nie jest zwykły turniej. To nie jest kolejna kolejka ligowa, którą można odpuścić. To nie jest mecz, który można przełączyć, bo jutro jest następny.
Mundial zawsze był czymś wyjątkowym
To są te wieczory, kiedy człowiek siada przed telewizorem i przez 90 minut zapomina o wszystkim innym. Historie, które zostają z nami na całe życie. Zawodnicy, którzy jednym zagraniem zapisują się w historii futbolu.
Przez lata właśnie za to kochałem mistrzostwa świata.
Za emocje, piękne momenty. Za poczucie, że oglądam coś większego niż zwykły mecz.
Tym razem jednak coraz częściej miałem wrażenie, że oglądam coś zupełnie innego.
Nie mundial.
Spektakl decyzji, analiz i ciągłego szukania odpowiedzi
Bo zamiast następnego dnia pamiętać piękną bramkę, pamiętałem sytuację, którą przez pół wieczoru analizowali wszyscy eksperci. Zamiast rozmawiać o tym, kto zagrał genialne spotkanie, ludzie zastanawiali się, czy sędzia podjął właściwą decyzję.
I może ktoś powie, że takie są czasy. Że futbol się zmienił. Że technologia weszła do sportu i musimy się do tego przyzwyczaić.
Tylko że ja mam z tym jeden problem.
Technologia miała sprawić, że futbol będzie bardziej sprawiedliwy.
Miała zabrać nam największe błędy.
Miała sprawić, że po meczu przegrany będzie mógł powiedzieć: „przegraliśmy, bo byli lepsi”.
A coraz częściej wyglądało to tak, że przegrany wychodził z boiska nie z poczuciem sportowej porażki, tylko z poczuciem, że musi jeszcze wygrać drugą walkę.
Walka o wyjaśnienie decyzji
VAR miał być pomocą. Stał się bohaterem. I to chyba jest największy absurd tego mundialu. Bo kiedyś po wielkich turniejach pamiętaliśmy ludzi. Pamiętaliśmy bohaterów, pamiętaliśmy gole.
Dzisiaj pamiętamy klatki zatrzymane na ekranie, pamiętamy linie spalonego, pamiętamy minuty oczekiwania. Pamiętamy sędziów, a przecież sędzia powinien być najbardziej niewidoczną osobą na boisku.
Tymczasem podczas tego mundialu sędziowie stali się jednymi z głównych bohaterów. I to nigdy nie jest dobry znak.
Największe emocje wzbudzała oczywiście Argentyna
I tutaj trzeba zachować uczciwość. Argentyna to świetna drużyna. To nie jest przypadkowy zespół, który znalazł się w finale przez szczęście. To reprezentacja pełna jakości, doświadczenia i zawodników, którzy potrafią grać pod największą presją. Nie można odebrać im umiejętności. Nie można powiedzieć, że nie zasłużyli na miejsce, w którym się znaleźli.
Ale jednocześnie nie można udawać, że wokół ich meczów nie pojawiały się ogromne emocje i pytania.
Decyzje VAR-u, cofanie akcji, interpretacje przepisów – wszystko to sprawiło, że rozmowa po meczu nie skupiała się tylko na tym, co wydarzyło się na boisku. Zamiast analizować piękne zagrania, analizowaliśmy decyzje. Zamiast mówić o piłkarzach, mówiliśmy o sędziach. Później przyszło spotkanie ze Szwajcarią i kolejna fala dyskusji.
Kolejna sytuacja, kolejna decyzja, kolejne pytania. I właśnie tutaj pojawia się największy problem. Nie chodzi o to, żeby dziś wydać wyrok. Nie chodzi o to, żeby rzucać oskarżenia, których nie da się udowodnić. Ale kibic ma prawo czuć rozczarowanie, kiedy po najważniejszym turnieju świata zostaje z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.
Bo futbol opiera się na jednej rzeczy. Na boisku
A kiedy boisko schodzi na drugi plan, tracimy coś bardzo ważnego, jeśli nie najważniejszego. Nie chodzi nawet o konkretną decyzję, nie chodzi o jeden mecz. Chodzi o atmosferę. O to, że człowiek zamiast cieszyć się półfinałem, zaczyna zastanawiać się, czy po ostatnim gwizdku znowu nie będziemy mówić głównie o kontrowersjach.
I to jest dla mnie największy smutek tego mundialu. Nie to, że ktoś odpadł, nie to, że ktoś przegrał. Sport taki jest, ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Najgorsze jest to, kiedy przegrywa coś większego.
Kiedy przegrywa futbol. Bo mundial powinien zostawiać po sobie wspomnienia. Powinien sprawiać, że za kilka lat powiesz: „pamiętasz tamten mecz?”. A nie: „pamiętasz tamtą kontrowersję?”
Przed nami półfinały
I naprawdę chciałbym, żeby był inny niż wszystko, co oglądaliśmy wcześniej. Chciałbym, żeby po ostatnim gwizdku nie było rozmów o sędziach. Nie było analiz, teorii i godzinnych debat. Chciałbym, żeby wygrała drużyna, która tego dnia będzie lepsza. Jeżeli wygra którakolwiek z reprezentacji Starego Kontynentu, będę miał poczucie, że zwyciężył futbol. Że puchar trafił do zespołu, który swoją jakością, organizacją i grą udowodnił, że na niego zasługuje.
Wtedy wygra piłka. Jeżeli wygra Argentyna, nie nazwę tego przekrętem. Nie nazwę tego ustawionym turniejem. Nie mam prawa mówić rzeczy, których nie mogę udowodnić. Ale wiem jedno. Jeżeli Argentyna podniesie puchar, dla wielu kibiców ten mundial nie będzie miał już czystego smaku sportowego zwycięstwa.
Zostanie z nim cień pytań, cień niedowierzania, cień wszystkich tych sytuacji, które sprawiły, że zamiast zachwycać się futbolem, zaczęliśmy go analizować jak śledztwo.

fot. flashscore
Może właśnie to będzie największa przegrana tych mistrzostw
Nie drużyna, która nie zdobędzie złota. Zawodnik, który nie strzeli gola. Reprezentacja, która odpadnie. Największą przegraną będzie kibic. Kibic, który po raz pierwszy od lat usiadł przed mundialem i pomyślał: „Nie wiem, czy jeszcze oglądam futbol, który pokochałem.”
A to jest coś, czego żadna technologia, żadna decyzja i żaden prezes nigdy nie powinny nam zabrać.








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta