Płomień Kostrze to klub, który scala liczną część mieszkańców zamieszkujących południowo-zachodnią część Krakowa. Popularne dziki zostały założone w 1977 roku i regularnie w weekendowe popołudnia przynoszą tak niezbędną rozrywkę dla rodziny „Płomienia”.
W czasach nieograniczonych możliwości, zwłaszcza w obrębie najsłynniejszego miasta w Polsce -fenomenem jest klub, który obecnie na tym poziomie rozgrywkowym tak mocno scala zarówno młodzież jak i „nieco” starszych. Łączy ludzi w każdym wieku.
Oczywiście w kraju jest wielu pasjonatów, którzy w lokalnej społeczności tworzą coś niesamowitego. Jednak granice Krakowa poza wieloma możliwościami, mają również jedną znaczącą wadę. Miasto nie wspiera finansowo drużyny. Pomimo że Płomień tak wiele znaczy dla licznej grupy podatników. Klub mimo to funkcjonuje. Głównie dzięki składkom członkowskim i darowiznom. Tym bardziej chylimy czoła przed mieszkańcami Kostrza, dzięki którym obecnie drużyna piłkarska funkcjonuje jako Krakowski Klub Sportowy Płomień Kostrze.

Płomień w XX wieku trzykrotnie awansował z klasy „B” do „A”. Każdy z nich przynosił niesamowite emocje, to nie podlega żadnej dyskusji.
Wehikuł czasu – jazda w tył
Jednak cofnijmy się do sezonu 2017/18, który pozwolę sobie napisać, był kluczowy. Przed jego rozpoczęciem do drużyny dołączył Piotr Profic. Chłopak z Bielska zastał drużynę, w której czuć było niesamowity klimat, ale i również wiele problemów. Największym był brak własnego boiska. Co prawda takie istniało, ale korzystały z niego prawdziwe dziki. Nie było gdzie grać, bo w Kostrzu była tylko zryta łąka , a do tego zarośnięta dwumetrowymi krzakami. Grano na wynajmowanym boisku w Sidzinie, potem Piotrek wraz z lokalnymi patriotami wziął się za projekt o kryptonimie „powrót do domu”.

W międzyczasie gdy jeszcze boisko nie było gotowe, chłopcy wyremontowali plac przy węźle Mirowskim koło Piekar. Wykonali tam także rzecz jasna – bramki. Oczywiście wszystko społecznie (remont szatni, murawy, bramek itp.) Przewiezione także stare budy z Kostrza i walcowano bojo służbowym Volvo jednego z zawodników.
Klubem rządził wtedy prezes Sławek wraz z panem Januszem Michorczykiem. Osoby bardzo oddane Płomieniowi, które nie kierowały się swoim ego, a prawdziwym dobrem klubu. Potrafiły słuchać i współpracować z każdym kto chciał dobrze dla drużyny.
Od samego początku nieocenioną pracę wykonał popularny Adi. Adrian Michorczyk, bo o nim mowa jak nikt inny potrafi wiele zrobić bezinteresownie. Nie prowadzono statystyk, ale można w ciemno założyć, że byłby liderem w tym kto poświęcił najwięcej czasu i pracy „dzikom”. Do dnia dzisiejszego jest częścią tej drużyny, nigdy nie zabiegając o tak należny mu szacunek.
Oczywiście byli też inni jak choćby brat Adriana – Piotrek, który potrafił tuż przed treningiem skosić trawę, następnie wziąć udział w zajęciach i żeby tego było mało po ich zakończeniu poprawiać jakość płyty. Pomagał również ich kuzyn Tomek, ówczesny kapitan drużyny. Wielką pracę wykonali również Grzesiu Piszkiewicz czy Pawełek Wojtas.
Pyrtek czyli Perełka znad Kolnej
Poza udziałem w spotkaniach chłopaki sporo własnego czasu i zdrowia poświęcali dla dobra klubu nie patrząc na profity, a wręcz przeciwnie dokładając z własnej kieszeni. Największą gwiazdą drużyny był filigranowy Krystian. Pieszczotliwie nazywany Pyrtek miał niesamowitą technikę. Kontrola piłki nieoszlifowanego diamentu wołała o zawodowstwo. Niestety kontuzje i inne „uciechy” zablokowały rozwój perełki z nad Kolnej. Do tego towarzystwa dokooptowano jedyny i niepowtarzalny duet kierowników Pana Krzysia oraz śp. Darka. To oni tworzyli typowy klimat na ławce made in LZS. Dokładnie ta drużyna miała to coś, co później miało urodzić coś fajnego. I urodziło… .
Awans i Bochon jak Deyna
Awans zrobiony był praktycznie samymi chłopakami z Kostrza. Prowadzony przez grającego trenera Munia, klub najważniejszy mecz wygrał z Pozowianką Pozowice, wtedy panującym liderem B klasy. Chłopcy pojechali na wyjazd bez najlepszych zawodników, niektórzy się w ogóle zastanawiali czy ruszać. A skończyło się wygraną 4:0. Bochon (kolejny społeczniak) strzelił wtedy bramkę na 1:0 po rzucie rożnym. Umówmy się, o takim momencie każdy marzy. Bez znaczenia poziom rozgrywek – taki strzał spokojnie można określić jako największy sportowy sukces życiowy. W tym wypadku jednego z nielicznych przyjezdnych. W tamtej chwili był jak Deyna.
Wyniki się zgadzały, ale wiele rzeczy wciąż szwankowało. Miało być rozwiązanie klubu, a udało się ekipie wrócić do Kostrza (masa rozmów z ZISem Kraków, projekty nowego boiska i zaplecza, wiele pracy i zaległości w urzędach, które trzeba uregulować).
Historia słynnej La paletty
Była też słynna La paletta, o której pisali w mediach (trybuna z palet), ale zabrała ją wodą przy pierwszej większej powodzi. Powodzie niestety ze względu na ukształtowanie terenu, a może i bardziej okoliczne zabudowy regularnie nawiedzały stadion. Przez dobrych kilka lat miały miejsce syzyfowe prace polegające na osuszaniu boiska.
Płomień jak rodzina
Ten skład w sezonie po powrocie do A klasy – utrzymał się. A potem przy moim skromnym udziale zajął szóste miejsce. Najlepsze jak do tej pory. Dokoła niesamowici kibice Seba, Kondzio, Damian wszyscy dbający o pyszną kiełbaskę z grilla czy nagłośnienia wraz z oprawami meczowymi.
Z czasów awansu w drużynie został obecny kapitan Michał Pal, który uwierzcie dojeżdża na mecze aż z Sosnowca. To się nazywa poświęcenie. Niesamowity chłopak. Ponadto grają dalej Adi i Bochon, Piotr Michorczyk, Grześ i Żuri. Właśnie Żurek, etatowy wykonawca karnych dumnie nosząc „10” na plecach potrafi zagrać zarówno w środku obrony jak i na środku ataku. Po rocznej przerwie koszulkę w żółto-czerwono-zielone barwy ponownie założy Paweł Wojtas, który również pomagał w tamtym sukcesie. Z drużyną nadal jest Pan Krzysztof Michorczyk określany jedną z najsympatyczniejszych osób w futbolu.
Aktualnie pierwsza drużyna zarządzana jest przez grającego prezesa Kubę Dudka. Ekipa ma oczywiście kolejne ambitne cele sportowe. To dalsze awanse, ale i nie tylko to. Kubuś działa prężnie, z pomysłem, mocno wspierany przez Pawła Bochonko i resztę ekipy. Poczyniono szereg prac nad całą infrastrukturą. Boisko regularnie podtapiane aktualnie ma się zdecydowanie lepiej. Zaplecze sanitarne również zostało odświeżone. Powstał orlik. Młodzi adepci futbolu mają coraz lepsze warunki pracy. Nic tylko się szkolić.
Rodzinna atmosfera, wspólne imprezy na stadionie i na mieście. Wyjazdy w góry i przyjaźnie na całe życie.

I choć to tylko A klasa, to jest tam wszystko co trzeba, by przyjemnie spędzać czas. Czuć tam ducha ukochanej piłki i rodzinną atmosferę.
Pozostaje mi Dzikom życzyć powodzenia w walce o awans do okręgówki! Niech historia tego klubu dzieje się nadal w takiej atmosferze!
Z Piłką w Sercu (ŁM)
***
30 marca w samo południe Płomień rozegra mecz w delegacji. Rywalem będzie Tramwaj Kraków. Po jesieni ekipa z Kostrza jest wiceliderem tabeli. Do lidera KS Borek traci tylko dwa oczka.






