Pogoń Miechów w ostatniej kolejce olkuskiej Serie A nie musiała zbytnio się wysilać. W Miechowie świętują awans do klasy okręgowej. Na przestrzeni długiego sezonu ekipa z ul. Konopnickiej uzbierała największą liczbę punktów i to właśnie podopieczni trenera Krzysztofa Zawory, nowy sezon zaczną w wyższej lidze. Szczęście sprzyja podobno lepszym i to szczęście do Pogoni uśmiechnęło się w najlepszym i ostatnim już momencie. Wierbka podzieliła się punktami z rezerwami Przeboju, a Pogoń bez gry dopisała sobie 3 punkty i kwestia awansu stała się jasna.
Jeszcze kilka dni temu w Miechowie nastrój i humory były minorowe. Stało się tak po stracie punktów z bezpośrednim rywalem do awansu – Ospelem Wierbką.

Ekipa z Konopnickiej jednak nie zwiesiła głów i dzielnie poszła w bój na przedostatniej prostej w Żarnowcu. Tam również było ciężko. Iskrzyło w głowach miechowskich piłkarzy, bo miejsca na błąd nie było już żadnego. Walka i wiara, że wciąż wszystko jest możliwe. Zwycięstwo w Żarnowcu wyszarpane, rodziło się w potwornych bólach. Wynik poszedł w świat, choć było ciężko, co najlepiej oddaje to zdjęcie.

Wielkie rzeczy podobno jednak rodzą się w bólach. Nie inaczej było w przypadku Pogoni, za którą zawsze i wszędzie podąża liczna grupa najwierniejszych i fanatycznych kibiców.

Piłkarze wiedzą, że nawet gdy nie idzie – są z nimi. Mają się dla kogo starać, co na tych szczeblach nie zawsze jest tak oczywiste. Mieć siebie – na dobre i złe, to wartość wielka. Pogoń ma to szczęście, a takie chwile zostają w głowach na długo. Zapewne nawet na zawsze.

I choć ostatnia prosta w wyścigu o awans zbliżała się nieuchronnie to Pogoń przystępowała do niej z pozycji niezbyt dobrej. Nic przecież od Spółki Byrski&Grabowski nie zależało. Pogoń na własnym stadionie podejmować miała rezerwy Piliczanki i oczywiście musiała zrobić swoje i wygrać. To jednak nic, bo jeszcze była potrzeba dobrego rozstrzygnięcia w meczu Wierbki z rezerwami Wolbromia. Najlepiej remis.

W głowach furczało wszystko. Różne myśli trzaskały się o siebie, ale jakoś to musiało się rozstrzygnąć. Szczęście podobno sprzyja lepszym. Jeśli tak rzeczywiście jest to przyznać trzeba, że na przestrzeni całego sezonu Pogoń musiała to zabrać. Choć mecz z Piliczanką II Pilica nie doszedł do skutku, ze względu na solidne kłopoty ze skompletowaniem kadry. Ekipa z Pilicy nie przyjechała do Miechowa na godzinę 17:00.
O godzinie 11:00 w Wierbce jak grom z jasnego nieba padł najlepszy z możliwych wyników dla Pogoni. Choć hat-trickiem popisał się Patryk Kazior to rezerwy Przeboju nie dały rady zwyciężyć. Ospel jak zawsze postawił się mocno i ponownie pokazał, że w lokalnej piłce jest drużyną, z którą zawsze należy się liczyć. Gol Jakuba Nowaka i dwa trafienia Kamila Ziai dały ostateczny wynik 3-3. Jasne jak słońce stało się wtedy, że ligę wyżej awansuje Pogoń Miechów.

Wiele osób zastanawiało się dlaczego spotkania ostatniej kolejki nie są rozgrywane o jednej porze. Odpowiedzi pewnie na to pytanie można znaleźć sporo, ale nie zmienia to faktu, że jest to lekko niesmaczne. Mimo, że nie są to rozgrywki ekstraklasy, to jednak dobry smak należy zachować wszędzie. Mecz Wierbki z Przebojem II rozegrany został o godzinie 11:00. Reszta spotkań odbyła się sześć godzin później.

Pomnik z orłem, który oddaje cześć bohaterom poległym w walkach o niepodległość ojczyzny w latach 1794-1918 spokojnie jeszcze stał jak gdyby nigdy nic. Parę godzin później spokoju już nie udało się zachować. Piłkarze wraz z kibicami świętowali upragniony awans do klasy okręgowej.

Patrząc w ostateczną tabelę – trudno dyskutować z liczbami, które jasno mówią, że mistrzami olkuskiej SERIE A w sezonie 2023/24 są ludzie, którzy na poniższej grafice prezentują się dumnie.

Ten awans wiele osób kosztował ogrom zdrowia i zaangażowania. Często-gęsto na drugi plan schodziło wiele spraw. Cierpiało na tym rodzinne życie, bywały ostre kłótnie w domu, ale rzeźbiarze tego sukcesu wiedzą, że to wszystko warte było zachodu.
Mimo wielu ciężkich momentów, głowy spuszczano tylko na chwilę.

Na drugi dzień zawsze wstawało słońce, a wraz z nim wiara i nadzieja w pozytywne zakończenie. Nie sztuką jest trwać, gdy wszystko idzie jak po sznurku.

Choć to sukces wielu osób, to charakteru i stalowych nerwów nie zabrakło przede wszystkim Dawidowi Byrskiemu i Ignacemu Grabowskiemu, którzy na swoich barkach nieśli ten klub.

Osiągnęli to, – co sobie założyli przed sezonem. Wprowadzili klub do wyższej ligi, ale przede wszystkim wprowadzili go na poziom organizacyjny, o którym w tych klasach rozgrywkowych wielu może pomarzyć. Nam pozostaje tylko pogratulować, co w imieniu Stowarzyszenia i Redakcji niniejszym czynię.







