Wczoraj rozegrano trzy ostatnie mecze 17.kolejki PKO BP Ekstraklasy. Pogoda płatała figle, ale jakoś spotkania udało się rozpocząć, przeprowadzić i bez większych problemów zakończyć. W mroźny dzień na stadionie we Wrocławiu zjawiło się 40 tysięcy kibiców. Piłkarze Śląska swoją postawą w tej rundzie sprawili, że na półmetku rozgrywek – piękny Wrocław ma status lidera. Bez niespodzianki w Lubinie, a w Krakowie strzelanina.
Przy Kałuży – western
Niedzielne mecze najwyższej klasy rozgrywkowej zainaugurowano w Krakowie, przy ul. Kałuży. I od razu na dzień dobry mieliśmy strzelaninę niczym w westernie. Pasy i Ruch załadowały sobie po cztery ciosy i mecz zakończył się remisem. Warto zauważyć, że przed meczem wszyscy uważali gospodarzy za faworyta do zwycięstwa, ale Cracovia już od 30.minuty musiała radzić sobie w osłabieniu. Sędzia Tomasz Kwiatkowski podszedł do ekranu VAR i usunął Kakabadze z boiska. Zawodnik gospodarzy zagrał lecącą do bramki piłkę – ręką. Chwilę potem karnego na gola zamienił Szczepan. W drugiej minucie doliczonego czasu drugiej połowy Niebieskich na prowadzenie wyprowadził Bartolewski. W drugiej połowie gospodarze grali bardzo ambitnie i na każde trafienie Ruchu odpowiadali. Pod koniec meczu wydawało się, że gościom uda się wywieźć z Grodu Kraka komplet punktów, ale karnego na gola zamienił Knap i w meczu status quo.
Warto również dodać, że od wczesnych godzin porannych w Krakowie trwała walka ze śniegiem. Jak na tę aurę, gospodarze z pomocą swoich kibiców, przygotowali boisko – perfekcyjnie.
O godzinie 15:00 w Lubinie na murawie zameldowały się jedenastki Zagłębia i warszawskiej Legii. I co? I w 4 minucie mieliśmy już po meczu. Najpierw straszny klops miejscowego bramkarza i gol Augustyniaka, a chwilę potem trafienie Pankova i mieliśmy po emocjach.
Zagłębie nie było wstanie w żaden sposób odpowiedzieć. Kropkę nad i postawił w 64.minucie meczu Josue, który wykorzystał rzut karny. Legia dzięki temu zwycięstwu zmniejszyła stratę do czołówki, choć nadal jest ona duża. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę budżet i kadrę jaką dysponują warszawianie. Lubinianie na półmetku kotwiczą gdzieś w połowie stawki.
Hit w pięknym Wrocławiu
We Wrocławiu lud się cieszy. Połowa ligi za nami, a Wrocław miastem lidera. Jeszcze kilka miesięcy temu gdyby ktoś głośno o tym mówił odesłano by go do „Kobierzyna”. Jacek Magiera z niczego zbudował coś. Śląsk wygrał w tej rundzie praktycznie z całą czołówką, a z obecnym mistrzem Polski – Rakowem, podzielił się punktami. Jeśli nie możesz wygrać – nie przegraj. I tak ten mecz wczoraj wyglądał. Pierwsza połowa pod dyktando gości, druga już nieco bardziej wyrównana.
W pierwszej połowie gola dla gości zdobył Kittel, a w drugiej odsłonie 40-tysięczną publikę z krzesełek poderwał Samiec-Talar. Śląsk po półmetku ligi – liderem i to zasłużenie.
Wczoraj też „documowano” do półmetku w II lidze. Tam też na tronie piękne miasto – Kołobrzeg. Ale o tym już niebawem więcej wrzuci nasz Przyjaciel – Kowal.
Z Piłką w Sercu (ST)







