Polska piłka na rozdrożu

W zależności od tego, kiedy to czytacie – właśnie dobiegają końca, lub już zakończyły się mecze reprezentacji Polski w eliminacjach do Euro 2024. Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia to były jedne z najbardziej gorzkich i rozczarowujących eliminacji w wykonaniu naszej kadry od lat.

Wcześniej bywały lepsze i gorsze momenty. Narzekaliśmy na piłkarzy i trenerów, ale nawet wyśmiewany Jerzy Brzęczek przeszedł przez mecze eliminacyjne bez większego problemu. Dziś, choćby na Euro 2024 udało się awansować, nie ma większych powodów do optymizmu w kontekście polskiej piłki w najbliższych kilku latach. Zachłysnęliśmy się relatywnym sukcesem Nawałki na Euro 2016 – idealnie udało się trafić z formą, kadrą i pomysłem na grę. Ale ten piękny moment już przeminął. Z resztą Nawałka też nie był żadnym zbawcą – na MŚ w 2018 kompletnie poległ. Lada moment nastąpi w reprezentacji zmiana pokoleniowa – zawodnicy jak: Krychowiak, Grosicki czy Glik właśnie kończą z kadrą. Zaraz to samo będzie z Lewandowskim. Takie momenty są dobrą okazją do zadania pytania: Co dalej? Czy są godni następcy? Jakie mamy oczekiwania wobec kadry?

Jakie panaceum na polskie bolączki?

Mecze reprezentacji ogląda większość Polaków – ci znający się na piłce i cała reszta. Dlatego też łatwo popaść w dyskusjach o kadrze w banały. “Dlaczego oni nie walczą?”, “biegać im się nie chce”, “nie mają ambicji”, “tylko kasa się dla nich liczy”, “zmienić trenera, bo ten beznadziejny”, “ten Lewandowski to w klubie strzela, ale w reprezentacji to jakoś mu się nie chce”. Takich i wiele innych truizmów można usłyszeć całą masę. I żaden z nich absolutnie nic nie wnosi i nie tłumaczy, dlaczego reprezentacja Polski jest tak mizerna?

Czy zmiana trenera, formacji albo jednego piłkarza na drugiego mogą faktycznie dać pożądany efekt? W kontekście jednego meczu pewnie tak. W przypadku Czesia Michniewicza podziałało to niczym leczniczy balsam. Kadra porzucona przez Paulo Sousę wygrała baraż i pojechała na Mundial do Kataru. Tu jednak chodzi o coś innego. Nie o to, żeby kolanem przepchać jeden mecz na MŚ z beznadziejnie słabą Arabią Saudyjską czy zagrać antyfutbol na remis z Meksykiem. Chodzi o to, żeby podnieść jakość piłkarską kadry, kulturę gry i sprawić by wygrywanie z piłkarskimi średnikami było normą, a rywalizacja z najsilniejszymi ekipami globu przynosiła jakieś emocje i nadzieje, a nie była wyrokiem skazującym, jak z Argentyną czy Francją w Katarze (mimo kilku niezłych momentów). Co najważniejsze – czy da się to zrobić od zaraz? Jako kibice oczywiście mocno wierzymy w swoich piłkarzy. Wydaje nam się, że ambitną walką można zdziałać cuda.

Piłkarskie potęgi, też miewały swoje problemy

Swoje piłkarskie ambicje miały też zawsze kraje takie jak Francja i Niemcy, oba z bogatą piłkarską tradycją. A mimo tego w pierwszej połowie lat 90. ubiegłego stulecia „Le Bleus”, a w drugiej połowie tej samej dekady – „Die Mannschaft”, pogrążyli się w futbolowym kryzysie i marazmie. Brak wyjazdu na Mundial czy Euro były tam traktowane jak katastrofa, odpadnięcie na poziomie grupowym w turnieju to też była porażka. I co z tym zrobiono? Oba państwa wiedziały, że mają piłkarzy z potencjałem, utalentowanych fizycznie, ale mimo to zawodzących na poziomie czysto piłkarskim. Postanowiono kompletnie przemodelować system szkolenia piłkarzy. Nie chodzi tylko o tworzenie szkółek, ale ich program nauczania, centralne zarządzanie całym tym system. Do tego stworzono odpowiednie mechanizmy skautingu młodzieży, pozwalający na “wyławianie” najbardziej utalentowanych i transferowanie ich na coraz wyższy poziom w hierarchii szkoleniowej, aż do poziomu centralnego. W ten sposób powstaje swego rodzaju piramida talentów. Jest to system sprzężony od lokalnych szkółek trampkarskich, aż po profesjonalne kluby, ich grupy młodzieżowe i seniorskie, krajowe reprezentacje młodzieżowe, na samym zaś szczycie znajduje się oczywiście reprezentacja seniorska. Przy tym wszystkim trzeba mieć odpowiednią wiedzę do szkolenia, metody, warunki i właściwą mentalność sportową zaszczepioną zarówno na poziomie jednostki i w szeroko pojętej kulturze społecznej. Do tego dochodzi cały “know how” związany z medycyną, fizjoterapią, dietetyką i psychologią sportu. Francji przyniosło to dwa złote i srebrne medale MŚ, Niemcom liczne medale w turniejach mistrzowskich, ukoronowane wygranym Mundialem w Brazylii.

Polskie piekiełko, mnóstwo pytań, a odpowiedzi…

A jak to wygląda w Polsce? Czy w szkołach sport zajmuje należne mu, eksponowane miejsce? Czy ktoś poza samymi uczestnikami sportowych zawodów szkolnych wie, że one się w ogóle odbywają? Kogoś to obchodzi? Ktoś przychodzi kibicować? Zna ktoś dzieciaka, który nastrzelał bramek w szkolnym turnieju? A czy szkoły mają swoje stałe drużyny sportowe? Gdyby miały to można wtedy rozgrywać szkolne sezony ligowe. Może takie rozgrywki nabrałyby prestiżu, może kogoś zaczęłoby to wtedy obchodzić? Na świecie są kraje, gdzie takie rozgrywki licealne i studenckie cieszą się ogromną popularnością. Stanowią istotny element kultury i lokalnego folkloru, czasem ludzie bardziej identyfikują się z drużyną studencką niż miejskim klubem sportowym.

Na poziomie lokalnym w mniejszych miastach Polski, dekadę temu raczej próżno było szukać szkółek piłkarskich (o innych sportach w ogóle można zapomnieć). Do dziś mniejsze kluby często nie posiadają własnych grup młodzieżowych. Na szczęście ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i szkółki piłkarskie zaczęły powstawać, za co im chwała. Tylko żeby taki typ szkolenia wydał owoce, musi minąć sporo czasu. To jest praca u podstaw, rozwój młodych ludzi to lata ciężkiej pracy. A trenerzy odpowiednio przygotowani do tego typu pracy też nie wezmą się z powietrza. Oni także dopiero z czasem nabiorą doświadczenia, muszą się szkolić, poznawać kolejne tajniki trenerskiego rzemiosła. Czyli kolejne lata harówki. Do tego jeszcze potrzebny jest ten nieuchwytny “talent”. Tu nie chodzi o jednego świetnego trenera czy jednego piłkarza. Chodzi o ściśle powiązaną piłkarską sieć, w której każdy, nawet najmniejszy trybik odgrywa ważną rolę. A konkurencja zagraniczna przecież nie śpi. Ci ludzie szkolą i są szkoleni od dekad, metody ciągle są udoskonalane. To nie tak, że świat stoi w miejscu a Polska myśl szkoleniowa jest coraz bliżej. Lat zaniedbań nie nadrobi się w 5 minut. Czy fakt, że żaden Polak nie zasiada na ławce trenerskiej jakiegokolwiek poważnego klubu piłkarskiego w Europie to przypadek? Nie ma ich nawet w szerokich sztabach szkoleniowych tych klubów. Może to jakieś głęboko zakorzenione uprzedzenia wobec Polaków? A może jednak brak odpowiedniego warsztatu?

Mental, wartości, a może złe podejście?

Mentalność to często słowo wytrych, stosowane w najróżniejszych kontekstach. Na potrzeby tego tekstu potraktujmy ją jako odpowiednią wizję futbolu, jaką chcemy wpoić młodym adeptom piłki. To czy sport będzie dla tych ludzi istotną wartością, jak będą go postrzegać i rozumieć. W wielu europejskich krajach podczas szkolenia młodzieży w niższych grupach wiekowych mecze traktowane są wyłącznie jako zabawa i trening. Nie zapisuje się wyników, bo nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Istotny jest piłkarski rozwój. Ważne czy zawodnik zdobywa odpowiednie umiejętności techniczne, czy umie dryblować, podawać i strzelać, podejmować właściwe decyzje, jak szybko je podejmuje. To jest sól sportowego szkolenia, a nie czy jedna lokalna drużyna pokonała drugą w meczu dziesięciolatków. Obsesję wyniku mogą mieć jedynie narcystyczni rodzice i trenerzy, poza nimi nikogo to nie obchodzi. Nakierowanie na wyniki w grupach młodzieżowych jest pozbawione sensu, bo jedyne co wywołuje to presja i stres, który blokują rozwój, odbierają pewność siebie i każą podejmować młodemu piłkarzowi wyłącznie złe decyzje. Kojarzycie polskich piłkarzy ze spętanymi nogami, którzy mają dwóch partnerów do podania, a panicznie wykopują piłkę na oślep do przodu? Dziecko uczące się piłki ma to traktować jak zabawę, podczas której naturalnie wyszkoli się na dobrego piłkarza, a nie takiego, któremu od młodości cynicznie wpaja się, że istotny jest jedynie wynik na tablicy. Futbol ma być dla młodocianego piłkarza rozrywką, a nie źródłem stresu i ewentualnych rozczarowań. Na wyniki i walkę o trofea przyjdzie jeszcze czas.

Obok samego szkolenia równie ważne jest stworzenie takich mechanizmów, które pozwolą młodym talentom łatwo trafiać ze szczebla lokalnego wyżej, do lepszych szkółek i drużyn. O tym jak to działa w praktyce świadczy ilość zawodników zagranicznych na najwyższych szczeblach polskiej piłki klubowej. I tu absolutnie nie chodzi o pastwienie się nad obcokrajowcami czy wyznawanie dziwacznych zasady typu “Polska dla Polaków”. Po prostu przykre jest to, że znacznie łatwiej i przede wszystkim taniej jest ściągnąć do polskiego klubu podrzędnego piłkarza z Bałkanów lub Półwyspu Iberyjskiego, który nie dał rady w macierzystej lidze. Kluby sięgają po takich piłkarzy, bo najwyraźniej Polacy w niczym nie są lepsi, a żeby pozwolić sobie na polskiego “lokalnego bohatera” trzeba wydać znacznie więcej niż za obcokrajowca. Jeśli polska piłka ma się rozwijać, tak być po prostu nie może. Oczywiście profesjonalne kluby zawsze będą się wspierać transferami, które mają podnieść jakość sportową drużyny, nie bacząc na narodowość gracza – tylko dobrze by było, gdyby proporcja piłkarzy rodzimych do zagranicznych była tu znacznie wyższa niż obecnie. Jeśli skauci będą tych graczy wynajdywać, oni zaś będą odpowiednio dobrzy, a kluby nie postawią zaporowych cen – przyniesie to ostatecznie wielką korzyść polskiej piłce. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego.

Jak żyć dalej kadro?

Co zatem z piłkarską reprezentacją Polski? Jakiego trenera zatrudnimy jeśli nie uda się awansować na Euro lub gdy na mistrzostwach będzie kompromitacja? Polskiego czy zagranicznego? Czy ten Polak lub obcokrajowiec nauczy piłkarzy na poziomie seniorskim grać w piłkę? Trzydziestoletni piłkarze, którzy od lat mają problem z poprawnym przyjęciem piłki, nagle za dotknięciem magicznej różdżki zaczną grać niczym Leo Messi? To tak po prostu nie działa. Piłkarze muszą mieć ambicje, muszą chcieć walczyć i biegać dla drużyny, ale jeśli w reprezentacji na dzień dzisiejszy nie ma jednego skutecznego dryblera, to któryś się w niego spektakularnie przemieni na naszych oczach? Profesjonalny piłkarz w wieku seniorskim swoją technikę użytkową, wizję gry i automatyzmy powinien mieć opanowane do perfekcji. Nie jest rolą trenera kadry, żeby takich rzeczy uczyć reprezentantów, tak naprawdę mówimy o selekcjonerze, a nie żadnym trenerze dla kadrowiczów. Ma on wybrać najlepszych piłkarzy, spotkać się z nimi na kilku jednostkach treningowych, przygotować taktykę, zadecydować o składzie i dbać o odpowiedni mental piłkarzy. To coś zupełnie innego niż trenowanie piłki w klubie.

Każdemu kibicowi powinno leżeć na sercu dobro reprezentacji Polski. Ale nie łudźmy się, że w obecnym “formacie” polska kadra znacznie rywalizować o medale na piłkarskich imprezach. Do tego potrzebne są długofalowe zmiany, mądre szkolenie, które może, ale wcale nie musi, przynieść pożądane efekty za wiele lat. Potrzebna jest zmiana mentalności, podejścia do sportu w tym kraju. Nie jest tak, że w Polsce piłkarsko nie dzieje się nic i w ogóle nie rozwijamy się sportowo, ale w futbolu mamy ogrom pracy do wykonania. Czy jesteśmy na to gotowi? Czy potrafimy to zrobić? I nie chodzi wyłącznie o profesjonalnych trenerów czy PZPN, tu zadanie ma każdy z nas – rodzic, nauczyciel wychowania fizycznego, piłkarz, sędzia i kibic. Podwiniemy rękawy i zabierzemy się do tej żmudnej pracy u podstaw? Czy może będziemy wymieniać kolejnych selekcjonerów licząc, że “coś zaskoczy”, a w międzyczasie karmić się banałami o “walce” i “zapieprzaniu” na boisku, oczekując cudów od przeciętnych, słabo wyszkolonych piłkarzy? Jeśli natomiast ktoś twierdzi że przedstawione tu tezy są wyssane z palca, w Polsce szkoli się poprawnie, a system działa jak należy – w takim razie czemu jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Gdzie te wielkie talenty, gdzie wschodzące gwiazdy polskiego futbolu? Gdzie ta rzesza kipiących pewnością siebie i prezentujących fantastyczne umiejętności młodych ludzi i trenerów fachowców, którzy dają poczucie, że polska kadra jest w dobrych rękach na lata? Na koniec cytat jednego z najwybitniejszych polskich piłkarzy i byłego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, który kiedyś odniósł się do twierdzenia, że polskie szkolenie wymaga głębokiej reformy: „Szkolenie piłkarzy jest proste. Wystarczy dać dzieciakom piłkę i kazać im grać”. Takich mamy myślicieli i sterników polskiej piłki.

Z Piłką w Sercu (Szymon Klich)

Szymon Klich
Szymon Klich