Przedwczesny sylwester przy Reymonta. Wisła cudem wygrywa mecz

W tym meczu było wszystko, ale najmniej było dobrego grania w piłkę. Huk petard, dym z rac i rozbłyski fajerwerków. Niektórzy śmiałkowie skakali nawet po dachu stadionu. Brakowało tylko Maryli Rodowicz i można było uznać, że przy Reymonta mamy przedwczesny sylwester. W końcówce meczu lud zaczął wyrażać swój gniew. Wisła grała beznadziejnie, a z trybun leciały wyzwiska, race i głośne domaganie się dymisji trenera Sobolewskiego. Piłkarze jakby posłuchali i w samej końcówce odwrócili losy meczu. Sobolewski może zasypiać ciut spokojniej.

Nie był to dobry mecz w wykonaniu gospodarzy, ale na ich szczęście wszystko zakończyło się szczęśliwie. Początek meczu zresztą też taki był dla Wisły. Choć to przyjezdni jako pierwsi stworzyli groźną sytuację pod bramką Ratona, to z prowadzenia cieszyła się Wisła. Już w 3.minucie meczu, odbitą od pleców Szymona Sobczaka piłkę do bramki Kudły posłał Goku. Wcześniej sprytnym podaniem z głębi pola popisał się Igor Sapała.

Wisła prowadziła, ale czy była zespołem lepszym? Raczej nie. Mecz się wyrównał, gospodarze starali się utrzymywać dłużej przy piłce, a goście próbowali swoich szans szybkimi kontrami. Było dużo walki i błędów z obu stron. Raz po raz mylili się i kiksowali obrońcy obu ekip.

Wyrównanie stanu meczu przyszło w 57.minucie meczu. Do tego gola zdobytego przez Sebastiana Bergiera najbardziej przyczynił się kapitan Wisły – Alan Uryga, który tak niefortunnie kopnął piłkę, że ta znalazła się pod nogami rywala, a ten w sytuacji sam na sam z Ratonem – nie pomylił się.

Sześć minut później ekipa z Katowic prowadziła. Mateusz Mak urwał się Jarochowi i precyzyjnym strzałem z bliska wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Na trybunach w zasadzie przez cały mecz fani Białej Gwiazdy odpalali środki pirotechniczne. Kumulacja sylwestrowej zabawy miała miejsce w końcówce meczu. Sędzia Myć dwukrotnie musiał zapraszać piłkarzy obu ekip do szatni. Wszystkiemu towarzyszyło głośne domaganie się dymisji trenera Sobolewskiego. Raz po raz obrywało się też piłkarzom, a ci jakby na przekór wszystkiemu w doliczonym czasie gry odwrócili losy spotkania.

Myć dorzucił, aż 11 minut, w których Wisła za sprawą Gogóła najpierw wyrównała, a później ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Gola dającego 3 punkty Wiśle, zdobył Angel Baena, który piłę do sieci Kudły posłał uderzając ją głową. Asystę przy tym trafieniu zaliczył Sobczak.

Wisła wygrała szczęśliwie, ale wynik absolutnie nie odzwierciedla przebiegu meczu. Równie dobrze mogło być w drugą stronę. Zwycięstwo zapewne pozwoli trenerowi Sobolewskiemu zasypiać spokojnie. Kibice Wisły spokojni jednak nie są i słusznie. Taka gra nie przystoi 13-krotnym Mistrzom Polski i nawet zwycięstwo nie powinno tego przesłonić.

Z Piłką w Sercu (ST)

***

Fortuna 1.liga, 25.11.2023r. godzina 17:30, Kraków

Wisła Kraków – GKS Katowice 3:2 (1:0)

Bramki: Goku 3, Gogół 90+7, Baena 90+9 – Bergier 57, Mak 63.

Wisła: Raton – Jaroch, Uryga, Colley, Szot – Carbo, Sapała (66 Alfaro) – Villar (87 Olejarka), Duda (87 Gogół), Goku (66 Baena) – Sobczak.

GKS Katowice: Kudła – Wasielewski (89 Brzozowski), Janiszewski, Jędrych, Komor, Rogala – Błąd (72 Marzec), Repka, Kozubal (89 Figiel), Mak (89 Shibata) – Bergier (83 Arak).

Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).

Żółte kartki: Colley, Goku, Olejarka – Repka, Bergier, Rogala.

Widzów: 15 221.

ST
ST