Skandal w La Liga. Czy gol Bellinghama zmieni przepisy?

99 minuta ligowego meczu pomiędzy Valencią i Realem Madryt. Sędzie doliczył co prawda 7 minut, ale po regulaminowym czasie odgwizdał jeszcze karnego, który był sprawdzany przez VAR i ostatecznie anulowany. Real naciera, piłka z rożnego wędruje w pole karne Valencii, zostaje wybita. Sędzia Gil Manzano spogląda na zegarek, w tym samym czasie skrzydłowy Królewskich przejmuje wybitą piłkę i dośrodkowuje w pole karne. Gdy piłka frunie w powietrzu, sędzie gwiżdże na zakończenie meczu. Zanim arbiter wyjmie gwizdek z ust – grający dla Realu Jude Bellingham pakuje głową piłkę do bramki Valencii. Wybuch euforii graczy Realu niemal natychmiast zamienia się w rozpacz i niedowierzanie, gdy sędzia wyraźnym gestem pokazuje, że bramka nie jest uznana. Za pretensje do sędziego, Bellingham ogląda czerwoną kartkę. Skandal? A może zwykłe zdarzenie boiskowe?

Na pewno takie sytuacje miały już miejsce w futbolu, ale na najwyższym poziomie – zakończenie meczu Valencia vs Real jest bez precedensu. Oczywiście zgodnie z obowiązującymi zasadami bramka Bellinghama nie mogła zostać uznana, bo w odróżnieniu od koszykówki – sygnał kończący mecz w piłce nożnej oznacza natychmiastowe zakończenie gry. Na rzuty równo z syreną, rodem z NBA, nie ma co liczyć.

Kwestią jaką należy wobec tego rozstrzygnąć jest pytanie: w jakiej sytuacji sędzia piłkarski powinien kończyć mecz? Zwyczajowo przyjęło się, że gdy jest zagrożenie pod bramką jednej z drużyn, gra nie jest kończona. Tak samo przy rzucie wolnym lub rożnym – sędziowie prawie zawsze pozwalają grać, a gwiżdżą, gdy sytuacja na boisku jest “neutralna”. Ale to tylko niepisany zwyczaj. W przepisach gry w piłkę nożną nic takiego nie znajdziemy.

foto: https://emisorasunidas.com/2024/03/02/jesus-gil-manzano-arbitraje-polemico-valencia-real-madrid-marzo-2024/

Sędzia meczu Valencii z Realem nie złamał zatem żadnego przepisu, miał prawo odgwizdać koniec zawodów. Tylko że nigdy nie powinien był tego zrobić – wypaczył zawody sportowe, jego decyzja była wbrew “duchowi gry”. Władze ligi hiszpańskiej postanowiły odsunąć sędziego na jakiś czas od prowadzenia meczów La Liga. Ale patrząc z perspektywy arbitra Manzano – ma pełne prawo czuć się pokrzywdzony, bo postąpił z literą piłkarskiego prawa, a spotyka go kara. Gdyby się uparł i postanowił się sądzić z ligą hiszpańską za niesłuszne uniemożliwienie wykonywania zawodu – jakie argumenty prawne mieliby włodarze La Liga? Co prawda sędzia zrobił wszystko przepisowo, ale mimo wszystko nam się nie podoba i dlatego nie damy mu pracować?

foto: https://www.facebook.com/newsypilka

I tu dochodzimy do sprawy kluczowej – niektóre przepisy gry w piłkę nożną absolutnie nie przystają już do współczesnych czasów. Coś co sprawdzało się 80 lat temu, dziś już nie zda egzaminu. Futbol oparty na dżentelmeńskich zasadach  – to brzmi bardzo dumnie, ale gdy w grę wchodzą całe sezony piłkarskie, trofea, kariery trenerów i piłkarzy, setki miliony euro, radość lub rozpacz rzeszy kibiców – nie ma miejsca na przepisy pozwalające na dowolną interpretację! Sędzia czas gry traktuje jak mu się podoba, a potem liga wedle kaprysu i nastrojów społecznych nagradza lub kara sędziego niezależnie od obowiązującego prawa. Przecież to jest czysty absurd.

Aktywny czas gry w piłkę jest skrupulatnie liczony w topowych ligach przez statystyków. Średnio wynosi 55-60 minut. Zatem doliczanie 5 czy nawet 10 minut do regulaminowych 90 jest nieadekwatne. Co zatem stoi na przeszkodzie by wzorem piłki ręcznej, koszykówki i rugby zatrzymywać zegar w futbolu, gdy nie toczy się gra?

Grajmy 2×30 minut, a łącznie widowisko i tak będzie trwać 2 godziny jak obecnie. Nie tylko uniknęlibyśmy chorych sytuacji jak nieuznana bramka Bellinghama. Jestem przekonany, że taka zmiana wyeliminowałaby liczne zjawiska, które uważam w piłce za patologiczne, jak granie na czas, absurdalne celebrowanie każdego wznowienia gry, teatralnie udawane kontuzje i komicznie odegrane spazmy bólu, byle “ukraść” kilka sekund meczu. Zniknęłyby wszelkie dyskusje o zasadność liczby dodanych do meczu minut  – bo nie byłoby żadnego doliczania. Takie rozwiązanie promowałoby również lepszą jakość futbolu – bo skoro cwaniackie sztuczki nie dają efektu, to trzeba po prostu lepiej grać w piłkę.

Będę o tym mówił do znudzenia: piłka nożna potrzebuje głębokich reform. Odnoszę wrażenie, że jedyną przeszkodą we wprowadzeniu zmian są zakute, betonowy głowy w piłkarskich władzach jak FIFA i UEFA. Wtórują im krajowe federacje i związki piłkarskie. Bo po co nam bardziej przejrzyste i niepozostawiające miejsca na różne interpretacje przepisy? Futbol nie jest przecież dla kibica i piłkarza, tylko dla leśnego dziadka przy zielonym stoliku, prawda?

Z Piłką w Sercu (Szymon Klich)

Szymon Klich
Szymon Klich