Trudny początek sezonu dla FC Barcelony

W pierwszej kolejce rywalem „Dumy Katalonii” była Mallorca. Podopieczni Hansiego Flicka szybko wypracowali sobie dwubramkową przewagę. Już po dwudziestu trzech minutach było 2:0 dla przyjezdnych z Barcelony. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy ekipa gospodarzy odebrała sobie jakiekolwiek szanse na pozytywny rezultat w tym spotkaniu. Czerwone kartki dla Manu Morlanesa oraz Vedata Muriqiego w odstępie zaledwie sześciu minut w zasadzie rozstrzygnęły mecz.

Fot. FC Barcelona/FB

Mimo przewagi dwóch piłkarzy na boisku Barcelona zdołała zdobyć jeszcze tylko jedną bramkę i to w 94. minucie spotkania. Problemy ze skutecznością w tym spotkaniu były widoczne, lecz oczywiście było to bardzo pewne i zdecydowane zwycięstwo.

Starcie z beniaminkiem z Levante w drugiej kolejce było typowym meczem FC Barcelony za kadencji niemieckiego szkoleniowca. Przy stanie 0:2 dla gospodarzy tego spotkania „Duma Katalonii” dopiero tak naprawdę wzięła się do pracy.

Jednak mimo dobrej gry w ataku i determinacji do samego końca, gra w obronie ewidentnie kulała. Gospodarze po zdobyciu dwóch bramek próbowali wykorzystać bardzo wysoką obronę Barcelony i ukłuć z kontry. Była to klasyczna Blaugrana pod wodzą Flicka. Kosztem dużej liczby zdobywanych bramek cierpi defensywa. Ostatecznie Levante nie zdobyło już trzeciego gola, a Barça wygrała 3:2 po samobójczym trafieniu w doliczonym czasie gry.

W trzeciej kolejce La Liga Barcelona zmierzyła się z bardzo wymagającym przeciwnikiem — Rayo Vallecano. Mimo tego, że Katalończycy grali z teoretycznie najsłabszym zespołem z Madrytu w hiszpańskiej elicie, mogli jednak poczuć się jak podczas rywalizacji z Realem czy Atlético.

Podopieczni Iñigo Péreza postawili bardzo twarde warunki faworytom tego spotkania. Uwypuklili wszystkie słabe punkty w obronie ekipy Barcelony. Gospodarze tego meczu grali przez cały czas na bardzo dużej intensywności i nie zwalniali tempa. Do samego końca walczyli o bramkę, która dałaby im zwycięstwo. Z pewnością defensywa Blaugrany ułatwiała madrytczykom tworzenie sobie sytuacji. Błędy w kryciu (takie jak ten przy bramce na 1:1) czy też niecelne podania obrońców były wykorzystywane i zamieniane na groźne sytuacje. Jednak na posterunku zawsze stał najlepszy zawodnik na boisku — Joan García.

Fot. Joan Garcia/FB

„Duma Katalonii” po prostu przegrałaby to spotkanie, gdyby nie fantastyczna postawa swojego bramkarza. Nowy nabytek drużyny już po raz kolejny w tym sezonie udowodnił, że już w tej chwili jest jednym z najlepszych golkiperów na świecie. Bronił świetnie w sytuacjach sam na sam, a także odbijał strzały z daleka. Był to fenomenalny występ 24-letniego byłego gracza Espanyolu. 25 milionów euro wydane na tego zawodnika to bez wątpienia był świetny interes 28-krotnych mistrzów Hiszpanii.

Trudny początek Barcelony jest spowodowany m.in. niezbyt dobrą grą w obronie. Po odejściu Iñigo Martíneza do Arabii Saudyjskiej możliwości defensywne Blaugrany nieco się ograniczyły. Oczywiście zeszłosezonowy duet środkowych defensorów Martinez-Cubarsí nie funkcjonował perfekcyjnie jeśli chodzi o przerywanie akcji rywali, ale ta para miewała świetne mecze w tamtej kampanii. Ronald Araújo to nie jest typ zawodnika, który mógłby — przynajmniej na ten moment — zastąpić Martíneza. Musi nauczyć się wystrzegać prostych błędów w obronie, a także popracować nad wyprowadzaniem piłki, co było domeną 34-letniego Hiszpana w zeszłych rozgrywkach.

Fot. FC Barcelona/FB

Po trzech meczach już wiadomo, że ekipa Barcelony nie wyciągnęła wniosków z poprzedniego sezonu i wciąż zaniedbuje grę w defensywie. Grając takim ustawieniem, stwarza sobie mnóstwo sytuacji podbramkowych, jednak tak wysoka linia obrony niestety generuje ryzyko utraty bramek z kontry. Nie zwalnia to jednak obrońców z obowiązku kasowania akcji przeciwników. Przy takim stylu gry od defensorów wymaga się wszechstronności.

Transfer środkowego obrońcy wydaje się być konieczny, aby podnieść ogólną jakość i zwiększyć rywalizację na tej pozycji. Natomiast piłkarze grający na bokach, czyli Balde i Koundé to klasowi zawodnicy i mogliby skupić się na rozwoju gry obronnej, gdyż ofensywne aspekty są u nich na bardzo wysokim poziomie.

Fot. FC Barcelona/FB

Czy ten trudny początek Barcelony da do myślenia Hansiemu Flickowi i skłoni go do zmiany stylu gry? Na to raczej nie ma co liczyć. Kibicom „Dumy Katalonii” pozostaje jedynie nadzieja, że gra ofensywna zamaskuje deficyty w defensywie, oraz że drużyna zawsze będzie zdobywać więcej bramek niż przeciwnik.

Sebastian Pietras
Sebastian Pietras

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta