W trzech najwyższych klasach rozgrywkowych w ten weekend została rozegrana 32. kolejka. Finał jest bardzo blisko, już go widać z oddali, lecz nie wszystko jeszcze jest jasne.
Pozostało ich dwoje
W walce o mistrzostwo pozostały dwa kluby – Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław. Oba zespoły były tego weekendu zgodne i urządziły sobie spacerki na własnych obiektach. Krok tych przechadzek był prędkości tych z czasów Roberta Korzeniowskiego z Atlanty, Sydney i Aten – Jaga pokonała 3-0 Koronę, a Śląsk rozbił Cracovię 4-0. Po porażce w Białymstoku poznaliśmy najprawdopodobniej trzeciego spadkowicza – „Scyzoryki” z Kielc po dwóch latach wracają na zaplecze.
Już w zeszłym roku jakoś udało im się zachować miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju nad Wisłą, mimo że nie dało się specjalnie patrzeć na ich grę. W tym sezonie zespół został wzmocniony, wydawać się mogło że idzie to ku lepszemu, jednak rzeczywistość okazała się inna.
Znak zapytania stoi nadal przy drużynie, który zajmie trzecie miejsce. O tę zaszczytną pozycję wciąż walczy 5 zespołów, które dzieli różnica dwóch punktów. Wczoraj miał nawet miejsce tzw. „ekstraklasowy klasyk” pomiędzy Lechem Poznań i Legią Warszawa. Na boisku było więcej śmiechu niż dobrej gry. Dwa samobóje, zmarnowany rzut karny oraz pokaz pirotechniczny kibiców, którzy nie mogli już na to patrzeć i przerwali to widowisko na moment.
Na boisku górą byli przyjezdni z Warszawy, który wygrali 2-1 i to oni obecnie zamykają podium tabeli. Swoją drogą, słowo klasyk jest mocno przereklamowane w przypadku tej rywalizacji. Rozumiemy, że były kiedyś boje Widzewa z Legią, potem był okres dominacji Wisły i elektryzujące starcia z legionistami. Ale teraz? Trzeba zachować umiar, ale te obecne starcia nawet nie stoją blisko tych pamiętnych ww. rywalizacji.
Warto odnotować, że Puszcza po wygranej 1-0 z Wartą niemal zapewniła sobie utrzymanie. Mimo że przed sezonem mało kto dawał im szanse na zachowanie bytu – podopieczni Tomasza Tułacza pokazali, że przy ograniczonych zasobach ludzkich jest to możliwe. 32 mecze na wyjeździe, brak jakiekolwiek gwiazdy w składzie, futbol oparty na kontrach i stałych fragmentach. Da się utrzymać ligę w ten prosty sposób? Jak najbardziej.
Kto poza zespołami z Trójmiasta?
Lechia wygrywając w Krakowie z Wisłą oficjalnie stała się pierwszym zespołem, któremu udało się uzyskać awans do ekstraklasy. Ten sezon pokazał, że naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Można to powtarzać do znudzenia. Gdańszczanie wygrali ligę, mimo że ich los nie był znany tydzień przed jej startem. Co się okazało? Że nagle ściągnięto całe grono ciekawych zawodników, którzy wejdą z buta do ekstraklasy. Maks Chłań, Rifet Kapić, Camilo Mena, Tomasz Neugebauer – warto zapamiętać te nazwiska.
Arka na 99,9% dokona tego już w ten weekend. Trzecie miejsce pozostaje wciąż sprawą otwartą, a walczy o nie aż 7 drużyn. Ciężko prognozować, kto ma największe szanse. Można równie dobrze rzucić monetą lub zagrać w lotto. Do obsadzenia jest również miejsce 16., które oznacza spadek z ligi. Walka o nie rozegra się między Polonią Warszawa a Resovią. Oba zespoły mają po 31 punktów i dwa mecze do rozegrania.
Czy Kotwa w końcu tego dokona?
Pogoń Siedlce w 74. minucie meczu z GKS-em Jastrzębie prowadziła 3-1 i już dotykała jedną ręką napis pt. Fortuna I liga. Wystarczył im jeden punkt, aby zapewnić sobie promocję ligę wyżej. Co stało się w ostatnich 20 minutach tego meczu? Ślązacy wyszarpali trzy punkty! I wyskoczyli ze strefy spadkowej. Siedlczanie fetę odłożą prawdopodobnie do weekendu, ale okoliczności dzisiejszego meczu są kuriozalne.
Kotwica Kołobrzeg drugi sezon z rzędu prężnie próbuje uzyskać awans na 2. najwyższy poziom rozgrywkowy w kraju. W zeszłym roku zespół z Pomorza poślizgnął się na samym finiszu, widząc już metę. W tym – znowu jest bardzo blisko, ale jeszcze nie jest to „przyklepane”. Po zwycięstwie w Kaliszu po dwóch bramkach perły z Copacabany – Jonathana Juniora (20 goli w tym sezonie), popularna Kotwa jest już naprawdę blisko, ale trzeba jeszcze postawić kropkę nad i.
Wszystko to, mimo przeciwności, które są cały czas obecne w nadmorskim zespole. W ubiegłym tygodniu Kotwica nie uzyskała licencji na grę w przyszłym sezonie w Fortuna I Lidze. Spowodowane jest to zaległościami wobec zawodników i pracowników, które sięgają nawet trzech miesięcy wstecz. Kilka dni temu z klubu dostał zwolniony dyrektor sportowy – Łukasz Bednarek. Problemem zespołu jest właściciel Adam Dzik, który jest osobą toksyczną i nie potrafiącą zdrowo zarządzać organizacją piłkarską.
Możemy z wyczekiwaniem oczekiwać na dwa najbliższe weekendy. Jak widać, mamy sporo znaków zapytania. Kto mistrzem, kto awansuje, kto zagra w barażach? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.







