God Save the King – czyli Boże, chroń Króla rozległo się z tysięcy angielskich gardeł na stadionie w Zagłębiu Ruhry. W Gelsenkirchen – mała Anglia, bo tak przytłaczającą przewagę na trybunach miały popularne Lwy Albionu. Słowacja to jednak naród nie w ciemię bity, który nie tylko hokejem żyje. Tego wieczoru w maleńkim kraju liczył się futbol i to by utrzeć nochala dumnym Angolom.
Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. To Anglia miała kontrolę nad meczem, ale patrząc na galowy skład Lwów – trudno się temu dziwić.
Piłka jednak nie znosi pychy i zakładania przed rywalizacją, że coś może pójść łatwo. Duma i pewność siebie mogła zostać skarcona już w 5.minucie, kiedy to lewą stroną pognał z futbolówką David Hancko. Uderzył jednak minimalnie niecelnie, bo obok prawego słupka Jordana Pickforda.
Lwy znów kontrolowały bieg zdarzeń, ale nic poważnego z tego nie wynikało. Foden, Bellingham, Saka i Hary Kane to kwartet piłkarskich morderców, ale Hancko, Skriniar, Vavro, Pekarik i przede wszystkim Dubravka nic sobie z tego nie robili – grali swoje, a ich koledzy próbowali kontrować.

Znów blisko gola było w 12. minucie i znów dla kraju, w którym zjeżdżalnie i baseny termalne Tatralandia są jedną z głównych atrakcji. Blisko szczęścia był Lukas Haraslin, który pięć sezonów spędził na ziemi polskiej w barwach gdańskiej Lechii. Jego strzał – cudem zablokował Walker.
W 23. minucie gry angielska horda znów ruszyła z odśpiewaniem hymnu, a chwilę potem rozległo się głośne England. Nic jednak z tego, gdyż lada moment w Gelsenkirchen cisza jak makiem zasiał. Dawid Strelec zarzucił piłkę podaniem do Ivana Schrnza i Słowacja otworzyła wynik. Szok i niedowierzanie, ale jak najbardziej zasłużenie prowadził nasz mały sąsiad.

Kolejne minuty do samej przerwy mogły spokojnie się nie odbyć. Nic godnego odnotowania – typowe angielskie bicie głową w mur.
Druga połowa mogła rozpocząć się wspaniale dla „Synów Albionu”. Koronkowa akcja na linii – Kane, Trippier, Foden zakończyła się golem, ale najlepszy pomocnik Premier League w tym sezonie minimalne spalił. Nawałnica angielska z przytupem ruszyła dopiero mając nóż na gardle, z myślą, że za chwilę może być po zabawie. Chwilę później w dobrej sytuacji strzał króla strzelców bundesligi został zablokowana. Znowu było blisko. Na trybunach w Gelsenkirchen temperatura była coraz bardziej gęsta.
W pierwszych 10 minutach drugiej części Anglicy zrobili więcej niż przez całą pierwszą połowę. Nasi południowi sąsiedzi byli jednak dzielni i mieli trochę szczęścia. Na posterunku był cały czas bramkarz popularnych „Srok”, Martin Dubravka, dla którego nie był to zwyczajny mecz.
W 66. minucie Gareth Southagte posłał na plac gry kolejne złote dziecko Wysp Brytyjskich – Cole’a Palmera (22 goli i 11 asyst w 33 meczach). Wszyscy ofensywni wirtuozi z Premier League byli zameldowani na placu gry. To nie przynosiło efektów. Najlepszą szansę na wyrównanie miał w 81. minucie Decalan Rice. Strzał defensywnego pomocnika Arsenalu wylądował na słupku. Kolejne minuty to bicie głową w mur. Nic nie zwiastowało, że coś może się wydarzyć. Wtedy objawił się on – ekspert od trudnych goli w doliczonym czasie gry. Pan Piłkarz Jude Bellinhgam. Niech to zdjęcie będzie najlepszym podsumowaniem tego, co wydarzyło się w 95. minucie meczu na stadionie S04.
Gol „kozaka” z Realu. W ostatniej chwili przebudził się potwór – Jude Bellinhgam, słowami złotoustego Mateusza Borka. Jedni z faworytów mistrzostw Starego Kontynentu zostali podłączeni do tlenu. Sędzia z Turcji chwilę później zagwizdał koniec regulaminowego czasu gry.
Dogrywka jeszcze nie zdążyła się na dobre zacząć, a Synowie Albionu już byli na prowadzeniu. Stały fragment gry – zgranie piłki głową przez rezerwowego, Ivana Toneya, formalności dopełnił „Wielki Harry”. Anglicy byli z przodu, Słowacy leżeli na deskach.
Kolejne minuty dogrywki to próby bicia głową w mur przez naszych południowych sąsiadów. Anglicy w końcu byli w roli tych czekających, Słowacy walczyli o powrót do zawodów. Na boisku pojawił się nawet sympatyczny Lubo Tupta, którego mogą kojarzyć kibice Wisły Kraków. Przez ostatnie lata przez stolicę Małopolski przewinęło się wiele różnych „wynalazków”. Słowacki napastnik miał epizod pod Wawelem 5 lat temu. Nawet on nie był w stanie pomóc dzielnie walczącym Słowakom. Anglicy byli tego dnia lepsi i zameldowali się ćwierćfinale.
Z Piłką w Sercu (ST i Kowal)
***
30.06.2024r. godzina 18:00, Gelsenkirchen – 1/8 finału Euro 2024
Anglia – Słowacja pd. 2:1 1:1 (0:1)
Bramki: Bellingham 90+5, 91′ Kane – Schranz 25′
Anglia: Pickford – Walker, Stones, Guehi, Trippier, Mainoo, Rice, Saka, Bellingham, Foden, Kane.
Słowacja: Dubravka – Hancko, Skriniar, Vavro, Pekarik, Duda, Lobotka, Kucka, Haraslin, Strelec, Schranz.
Żółte kartki: Guehi, Mainoo, Bellingham (Anglia) – Kucka, Skriniar, Pekarik, Vavro, Gyomber (Słowacja)
Sędziował: Meler H.U. z Turcji
Widzów: 50 tys.







