Walka o ostatnie miejsce do bram polskiego piekiełka

Wczoraj na obiektach sportowych w Lublinie i Gdyni zostały rozegrane półfinałowe mecze barażowe o awans do PKO BP Ekstraklasy. Zajmujący po rundzie zasadniczej 4. miejsce Motor pokonał po konkursie rzutów karnych Górników z Łęcznej, a Arka poradziła sobie z Odrą Opole 4-2.

Gole dopiero po 120. minutach

W meczu beniaminka Fortuna I Ligi z doświadczoną ekipą łęcznian nie było nam dane zobaczyć bramek w regulaminowymi czasie gry, jak i w dodatkowych 30. minutach. Jeśli chodzi o przebieg meczu, to lepszym zespołem byli gospodarze, którzy dominowali, ale nie potrafili postawić kropki nad i. Umiejętnie przeszkadzał w tym kapitana gości – Maciej Gostomski. Doświadczony bramkarz był najjaśniejszym punktem Górników w tym sezonie. Udowodnił to także w tym spotkaniu.

W doliczonym czasie gry pierwszej połowy świetnie bronił rzut karny wykonywany przez Piotra Ceglarza. Druga świetna okazja dla Motoru miała miejsce w 70. minucie spotkania – po perfekcyjnej wrzutce Kamila Wojtkowskiego z najbliższej okazji chybił Samuel Mraz. Słowacki napastnik zachował się w tej sytuacji, jakby nigdy w życiu nie uderzał piłki głową. Poza tym, było dużo walki – ładniej futbolówką operowali lublinianie, goście z Łęcznej skupili się na kontratakach.

O zwycięstwie zdecydował konkurs jedenastek. Gospodarze byli bezbłędni – Bartłomiej Wolski, Samuel Mraz, Marcel Gąsior i Sebastian Rudol wykonali rzuty karne w sposób pewny. W ekipie goście do siatki trafiło tylko dwóch zawodników: Sekou Cisse i Damian Gąska. Adam Deja strzelił niecelnie, a strzał Daniela Dziwniela obronił Kacper Rosa. To było na tyle, Motor wygrał tę próbę nerwów 4-2 i zameldował się w finale.

Łęcznianie kończą ten sezon w podniesionymi głowami. Przed tą kampanią rozgrywkową nikt nie podejrzewał, że mogą włączyć się do walki o awans. Realia były takie, że do samego końca byli groźni dla każdego. W przyszłym sezonie podopieczni Pavola Stano będą ekipą, którą trzeba poważnie rozważyć, myśląc o zespołach walczących o promocję do najwyżej ligi w Polsce.

Druga szansa na uratowanie sezonu

Arka Gdynia miała wszystko w swoich rękach, aby zakończyć sezon na pozycji drugiej, która da im bezpośredni awans do ekstraklasy. Co wydarzyło się na końcu rozgrywek? Remis w Bielsku-Białej ze spadkowiczem, „wyszarpane” zwycięstwo z „czerwoną latarnią” ligi z Sosnowca, przegrane derby Trójmiasta z Lechią, i na koniec – porażka meczu o wszystko z GieKSą. Idealny przykład tego, jak przewrócić się na pięć metrów przed metą na skórce od banana, pewnie prowadząc przez cały bieg.

Pomorzanie otrzymali drugą szansę na promocję – w pierwszym meczu barażowym trener Wojciech Łobodziński musiał dokonać aż czterech korekt w składzie, bo gdyńska maszyna jeździła w końcowej fazie sezonu na zapalonej lampce informującej o resztce paliwa w baku. Zmiany przeniosły efekt (najlepszym zawodnikiem meczu był Tornike Gaprindashvili, notując dwie asysty i raz po raz napędzając ataki) – Arka pokonała przyjezdnych z Opola 4-2. Bramki dla gdynian zdobyli liderzy zespołu – Olaf Kobacki (14. gol) i Karol Czubak (16. trafienie) oraz Michał Borecki. Dla Opolan dwie bramki zanotował Jiri Piroch, był też samobójczy gol Jakuba Szreka.

Podopieczni Adama Noconia w ten sposób zakończyli ten dobry dla nich sezon. Byli jednym z większych zaskoczeń tej kampanii rozgrywkowej. Pokazali, że z niskimi zasobami finansowymi można zbudować ciekawy zespół. Był czas, że piastowali fotel lidera rozgrywek. Koniec końców zabrakło głębi składu i jakości, ale należą się słowa uznania dla opolan. Po meczu klub wydał jednak zaskakujący komunikat.

Po raz kolejny sprawdza się stara piłkarska prawda, że lepiej nie robić wyniku ponad stan, bo za chwilę można zapłacić za to „głową”. W powyższym komunikacie mamy tego idealny przykład. Wszystko wskazuje na to, że nowym trenerem opolan zostanie Radosław Sobolewski.

W najbliższą niedzielę o 18.00 na Stadionie Miejskimi w Gdyni rozegrany zostanie mecz finałowy baraży. Emocji na pewno nie zabraknie. Czy z końcowego triumfu będzie cieszyła się faworyzowana Arka czy też kopciuszek z Lublina? Na to pytanie poznany odpowiedź w godzinach wieczornych drugiego dnia czerwca.

Z Piłką w Sercu (Kowal)

kowal
kowal