Choć w Europie to w afrykańskim skwarze, przyszło Wiśle Kraków mierzyć się w kosowskim Podujevie z miejscowym FK Llapi. Stawka duża, bo II runda eliminacji do Ligi Europy, gdzie czeka mocny i pewny siebie – wiedeński Rapid. Z podniesionymi głowami, z wiarą we własne umiejętności i dwubramkową zaliczką na kameralny stadionik w Kosowie wybiegła Biała Gwiazda.
Wygrać, bo 2:0 to niebezpieczny wynik
To zdanie powtarzali chyba wszyscy w Krakowie, ale to dobrze, bo oznacza, że wróciła pokora. Wisła nie jest klubem, który rozdaje karty na drugim poziomie rozgrywkowym w swoim kraju, a dopiero gdzieś w Europie. Jeśli ktoś w tej malowniczej kosowskiej miejscowości spodziewał się fajerwerków, pięknej i finezyjnej gry to oczywiście musiał obejść się smakiem. Taka piłka po prostu nie miała prawa się wydarzyć. Umiejętności techniczne piłkarzy obu ekip i stan murawy – pozostawiały wiele do życzenia, ale przyznać trzeba, że pierwsza połowa minęła dość szybko i oglądało się ją z zaciekawieniem, a Kazimierz Moskal desygnował do gry taki oto skład:

Ciężko powiedzieć kto w tej pierwszej odsłonie był lepszy. Raz atakowało Llapi, raz atakowała Wisła. Jedni i drudzy zazwyczaj próbowali omijać swoją drugą linię.
W 7. minucie powinno być 1:0 dla Wisły. Powinno, bo Oliwier Sukiennicki zamiast do siatki posłał piłkę wprost w ręce Avdyli. Nowemu nabytkowi Białej Gwiazdy z prawej strony dograł futbolówkę rozpędzony Baena, ale wszystko spaliło się na panewce.
Siedem minut później znów spróbowała Wisła, tym razem lewą stroną urwał się Angel Rodado, który sprytnie dograł do Młyńskiego, ale popularny „Młynek” kopnął zbyt lekko i też prosto w ręce golkipera miejscowych. Warto zaznaczyć, że chwilę wcześniej Młyński udanie interweniował w swoim polu karnym, a w sytuacji tej żółtą kartkę obejrzał Ilir Blakqori, który próbował wymusić rzut karny. Gwizdek arbitra z Malty w tej sytuacji wybrzmiał i skończyło się napomnieniem dla kosowskiego obrońcy.
W 16.minucie meczu z foteli i kanap do góry podskoczyli kibice „Białej Gwiazdy”, a Sukiennicki uniósł ręce w górę, chwilę wcześniej pakując futbolówkę do sieci. Ekipę FK Llapi w tej sytuacji uratował spalony.
Co jeszcze rzucało się w oczy w tej pierwszej odsłonie? Na pewno to, że Elvir Gashijan pod jej koniec powinien powędrować pod prysznic, ale sędzia nie pokazał mu drugiego napomnienia po nierozważnym faulu na Młyńskim.
Karuzela, karuzela…
Jeśli już przy Młyńskim jesteśmy, to właśnie on i Rafał Mikulec często gościli w pierwszej połowie na karuzeli. Wsadzał ich na nią właśnie Elvir Gashijani, który był najgroźniejszym i najbardziej mobilnym zawodnikiem gospodarzy. Przyjmował futbolówkę w pełnym biegu i odważnie schodził do środka szykując ją sobie na strzał lewą nogą. Tak było w 19.minucie, gdzie wydawało się, że piłka zerwie pajęczynę i zabije pod spojeniem pająka, ale jakimś cudem sięgnął jej Anton Chichkan i wypiąstkował na rzut rożny.
Mobilny Elvir nie zrażał się tym niepowodzeniem i trzy minuty później znów spróbował bliźniaczej do poprzedniej akcji. Znów schodząc do środka na lewą nogę zakręcił najpierw Mikulcem, potem Młyńskim i uderzył na wiślacką świątynię, ale zbyt lekko by zaskoczyć golkipera Białej Gwiazdy.
Pierwszą połowę zamknął fatalny lob Angela Rodado, który z własnej połowy próbował zaskoczyć mocno wysuniętego bramkarza gospodarzy. Uderzył tak, że miejscowy lud zebrany na pobliskich balkonach bloków sąsiadujących z murawą zawył ze śmiechu. Sędzia zagwizdał na przerwę, a „balkoniarze” udali się do kuchni na popołudniową kawkę.

Szarpana druga odsłona i co się odwlecze…
W 58. minucie Wisła wyszła na prowadzenie. Z prawej strony boiska perfekcyjnie w pole karne dośrodkował Jaroch. Na piłkę naszedł Angel Rodado i głową skierował ją do kosowskiej sieci. Grupka kibiców Wisły, która była obecna na stadionie w końcu miała powody do zadowolenia.
Gra w tej odsłonie była mocno szarpana, duża ilość fauli i niedokładnych zagrań. Gospodarze nawet zdołali wyrównać w 70. minucie, ale tak jak w przypadku Wisły – gol nie został uznany. Na spalonym była kosowska strzelba, która z najbliższej odległości wepchnęła piłką do siatki Chichkana.
Co się jednak odwlecze to nie uciecze – mówi stare polskie porzekadło. Ardit Tahiri, który jeszcze nie tak dawno przywdziewał barwy Dinama Tirana przyjął sobie piłkę w polu karnym i kropnął mocno w środek wiślackiej bramki przy biernej postawie, aż sześciu zawodników Białej Gwiazdy.
Wisła grała jednak do końca, choć nic nie wskazywało, że uda jej się wygrać w Podujevie to nowy nabytek z Grecji pokazał, że jest to możliwe. Kiaokosowi piłkę dograł Gogół, a ten w polu karnym zabawił się z miejscowymi obrońcami i strzałem po ziemi zaskoczył bramkarza FK Llapi.
Wisła do Krakowa wróci w dobrych humorach, ale żarty i zabawa już się skończyły. Teraz Białą Gwiazdę czekają starcia z Rapidem Wiedeń, a tam poprzeczka zawieszona już będzie znacznie wyżej.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
18.07.2024r. Podujevo – I runda eliminacji Ligi Europy
FK Llapi – Wisła Kraków 1:2 (0:0)
Bramki: Tahiri 74′ – Rodado 58′, Kiakos 90.
FK Llapi: Avdyli – Emini, Useini (64′ Tahiri), Krasniqi, Blakqori, Musolli, Namani (74′ Veliu), Baftiu, Maliqi (64′ Ahmeti), Gashijan (74′ Hasani), Januzi (64′ Cernaverni).
Wisła: Chichkan – Jaroch, Uryga, Colley, Mikulec, Sapała (60′ Gogół), Carbo, Baena (79′ Kutwa), Młyński (60′ Kiakos), Sukiennicki (87′ Starzyński), Rodado.
Żółte kartki: Blakqori, Gashijan, Krasniqi – Uryga.
Sędziował: Trustin Farrugia Cann
Widzów: ok. 100







