Bardziej z przyzwyczajenia niż z pasji. Bardziej na siłę niż z ochotą. Gdy coś wymuszone to trudno o lekkie pióro. W Krakowie przy wyjątkowo cichych trybunach – Wisła, podejmowała opolską Odrę. I znów dwie rzeki i tradycyjnie dużo wody na zielonej tafli.
Ostatnie dni w krakowskiej Wiśle to latający cyrk Monty Pythona. Dramat poplątany z komedią, a dla zwykłych kibiców horror. Od gry krakowskich piłkarzy bolą oczy. Od słuchania ich właściciela – bolą uszy. Od tej całości – boli głowa. Nic się nie klei, wszystko postawione na głowie i dodatkowo powykrzywianej szyi. Do tego milczące trybuny, które w wizjonerstwo „Szefa” już chyba nie wierzą.
Trener Mariusz Jop trochę zamieszał w składzie. W świątyni między słupkami i pod poprzeczką stanął urodzony w 2005 roku – Patryk Letkiewicz. Do tego Alfaro na skrzydle i Rodado podwieszony pod Zwolińskiego. Na ławce tragicznie słaby w ostatich spotkaniach Sukiennicki i wiecznie słaby Baena.

Pierwszy kwadrans meczu prowadzonego przez Daniela Stefańskiego to kopanina bez ładu i składu. Nie wydarzyło się nic godnego odnotowania. Do tego przerażająco cicho.

Doping na stadionie przy Reymonta ruszył dopiero w 19.minucie, ale Wisła ani myślała, żeby dać radość swoim fanom. Pod bramką gości nie działo się prkatycznie nic. Pod bramką gospodarzy zresztą też.
Deszcz z nieba leciał niemiłosiernie. Nie przestawał ani na moment, ale dzięki temu specyficzna fryzura Niziołka przylegała do głowy gracza Odry – idealnie.
Przykro to stwierdzić, ale w pierwszej odsłonie fajerwerków żadnych nie było. Nudno jak podczas partyjki emerytowanych szachistów na ławeczce pod Wawelem. Przepraszam, w 33. minucie Alfaro powinien zdobyć gola, ale w sytuacji sam na sam trafił futbolówką w Halucha. Jeszcze Rodado z wolnego trafił w słupek i Zwoliński obok bramki – tyle. Można było się rozejść.
Ciekawa sytuacja wydarzyła się w 42. minucie meczu. Piłkę w narożniku miał Kiss, ale rzut rożny wykonał tak, że piłka dośrodkowana wewnętrzną częścią stopy opuściła w powietrzu boisko przez linię końcową. Można zaprzeczyć prawom fizyki? Można.

W drugiej połowie, gdy kibice Wisły zaczęli bić na alarm, los stał się łaskawszy dla Białej Gwiazdy. Dośrodkowanie Alfaro okazało się strzałem i to celnym. Analiza VAR wykluczyła spalonego i Wisła objęła prowadzenie.

Chwilę później było już 2:0. Zwoliński sprytnie wypuścił Kissa, a ten w sytuacji sam na sam z bramkarzem już się nie pomylił. W 59. minucie było po meczu. Trzeciego gola dla Wisły zdobył Rodado, których chwilę później utonął w objęciach zwolnionego przed kilkoma dniami Jarosława Krzoski, który w tym meczu pełnił rolę kierownika… .
Na trybunach zapłonęły race i nastał czas przerwy technicznej.

Po przerwie spowodowanej gęstym dymem trafił nawet Zwoliński i to dwa razy! Popadający ze skrajności w skrajność kibice zapewne odetchnęli z ulgą. I choć to jesień to przysłowie jedna jaskółka wiosny nie czyni – jest tu chyba idealne.
Z Piłką w Sercu (ST)
***
27.09.2024r. Kraków, godzina 20:30, Betclic 1 liga
Wisła Kraków – Odra Opole 5:0 (0:0)
Bramki: Alfaro 49, Kiss 53, Rodado 59, Zwoliński 69, 90+3.
Wisła Kraków: Lerkiewicz – Mikulec, Łaciski, Uryga, Jaroch, Igbekeme (78 Gogół), Carbo (85 Dziedzic), Kiss (72 Baena), Alfaro (72 Duarte), Rodado (78 Sukiennicki), Zwoliński.
Odra Opole: Haluch – Szrek, Kamiński, Błyszko (55 Bartosz), Piroch, Niziołek, Purzycki, Osipiak (55 Szkliński), Czapliński (71 Banaszewski), Prikryl (71 Nowak), Muratovic (90+3 Wolny).
Żółte kartki: Alfaro, Carbo.
Sędziował: Daniel Stefański.
Widzów: 13 352.







