W meczu 25. kolejki Betclic I ligi Wisła Kraków pokonała Miedź Legnica 3:2. Biała Gwiazda wygrała najpewniej kluczowy mecz w całej rundzie, umacniając się na tronie lidera. Przed pozostałymi spotkaniami kolejki ma aż 12 punktów przewagi nad trzecią w tabeli Wieczystą.
Po dwutygodniowej przerwie spowodowanej nieodbytą delegacją we Wrocławiu do gry wrócili zawodnicy Wisły Kraków. W stolicy Małopolski zagościł zespół, który – według piłkarskiej terminologii – „nie leży” gospodarzom dzisiejszych zawodów. Wzięło się to stąd, że na poziomie I ligi Wisła wygrała z Miedzią tylko raz na sześć prób, doznając przy okazji najdotkliwszej porażki w ubiegłym sezonie, kiedy uległa w barażach właśnie przy Reymonta.

Początek meczu doskonale pokazał reakcję Wisły na dzisiejszą decyzję Komisji Ligi, która orzekła walkower na korzyść Śląska Wrocław. Szybkość, polot, sportowa złość – to widzieliśmy od samego początku. Pierwszy gol mógł paść już w 20. sekundzie tych zawodów. Co się odwlecze, to wydarzyło się w 9. minucie. Dokładnie przymierzyła najlepsza lewa noga pod Wawelem.
Z płuc kibiców Białej Gwiazdy mogło chwilowo zejść powietrze. Wszystko zaczęło się zgodnie z ustalonym planem przedmeczowym, który opracowali miejscowi fani. Odprawy odbywały się w okolicach Miasteczka Studenckiego oraz w legendarnej azjatyckiej restauracji „Mekong”, czyli stałej „miejscówce” wiślackiej braci przed każdą potyczką domową.
O ile początek pierwszej połowy należał zdecydowanie do Wisły, tak w jej końcowej części do głosu doszła popularna „Miedzianka”. Nie przyniosło to jednak efektów w postaci zdobyczy bramkowych, mimo kilku dogodnych szans.

To, co nie udało się przed przerwą, szybko dokonało się zaraz po niej, kiedy stały fragment gry na gola zamienił Bartosz Kwiecień. Gra Wisły siadła, a goście z Legnicy przypomnieli sobie, że potrafią na tym obiekcie odnajdywać się jak mało kto. Kolejne minuty wyglądały podobnie. Podbudowana Miedź szła po swoje. Efektem tego było trafienie rezerwowego Pawła Bochnaka. Demony przeszłości wróciły, mimo że na murawie nie było Tamasa Kissa.
Kiedy mogło się wydawać, że Wisła nie wygra tego meczu, wróciła lepsza wersja Białej Gwiazdy. Ta pełna polotu, zawziętości i konkretów. Wszystko to odbyło się w dwóch hiszpańskich aktach. Najpierw w rolę wykonawcy wcielił się Jordi Sanchez, a następnie dzieła zniszczenia dokonał jego przyjaciel ze wspólnych występów w UD Ibiza – Angel Rodado. Stadion po raz kolejny zapłonął. Wisła dokonała czegoś, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się niemożliwe. Odwróciła losy tego niezwykle trudnego meczu.
Przyznamy szczerze, że mieliśmy déjà vu z maja ubiegłego roku, kiedy Wisła biła głową w mur. Po golu na 2:1 dla Miedzi ciężko było wyobrazić sobie powrót do meczu średnio dysponowanych tego dnia chłopców Jopa. Nic bardziej mylnego.
Stało się coś, co w końcowym rozrachunku może okazać się kluczowe dla najważniejszego celu, czyli awansu do ekstraklasy. To może być właśnie ten impuls, który przesądzi na korzyść Białej Gwiazdy. Nie wyobrażamy sobie, aby Wisła po takim meczu mogła jeszcze wywrócić się przed metą. Ten scenariusz nie wchodzi w grę. Chyba że ktoś woli nie wierzyć w tę historię – podobnie jak w opowieści najbardziej znanego polskiego ufologa, Roberta Bernatowicza.
Przed Wisłą dziewięć ostatnich przeszkód na drodze do ekstraklasy. Kibice mogą już odliczać dni, powoli robiąc rezerwacje na majowy weekend na krakowskim Rynku.
Kowal
***
25. kolejka Betlic I Ligi, 13.03.2025, 20.30
Wisła – Miedź 3-2 (1-0)
Bramki: Rodado 9’, 88’, Sanchez 82’, – Kwiecień 52’, Bochnak 65’
Wisła: Letkiewicz – Giger, Biedrzycki, Grujcić, Leleveld – Duda (85’ Kuziemka), Igbekeme – Duarte (70’ Bozić), Ertlthaler -Rodado, Sanchez
Miedź: Lucić – Grudziński, Jovicić, Kwiecień (72’ Stępiński) – Polak (63 Bochnak) , Serafin, Rakip (72’ Petrović), Szymoniak – Antonik (63’ Mioc), Cordoba – Mansfield (76’ Stanclik)
Kibiców: 24 113








Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta