Woytek z Bronowic, który serce i duszę zaprzedał Wiśle

Przy ul.Reymonta w Krakowie gdzie mieści się stadion Wisły – znają go wszyscy. Od lat zaraża ludzi optymizmem i miłością do klubu z Białą Gwiazdą w herbie. Mimo ciężkiego czasu – nie zraża się. Każdego dnia w ładnych słowach zachęca do przyjścia na stadion. Znany jest w klubie i w mediach społecznościowych. Dla wielu to wzór do naśladowania. Wzór kibica – takiego na dobre i złe. Ostatnio na złe przede wszystkim. Woytek z Bronowic, który Wiśle zaprzedał serce i duszę.

zPwS: Od wielu lat zarażasz wszystkich wokół miłością do Wisły. Czasy teraz są jednak takie, że o nowych kibiców trudno, a i ci starzy miewają chwilę zwątpienia. Skąd w Tobie tyle optymizmu? Chyba z gry ukochanej drużyny go nie czerpiesz?

Woytek z Bronowic: To nie jest kwestia optymizmu tylko wiary w to, że możemy zmieniać rzeczywistość wokół siebie. Każdy z nas ma wpływ na to, w jakim miejscu jesteśmy. Każdy kupiony bilet, każda zakupiona oficjalna pamiątka naprawdę ma wpływ na sytuację Wisły. Ja w to wierzę i staram się przekazać to innym kibicom.

zPwS: Zawsze fascynowały i w zasadzie nadal fascynują mnie kluby, w których pewne rzeczy są oczywiste. Kiedy gra moja drużyna – stadion zawsze jest pełny. Nie ma znaczenia z kim, o co i w której lidze. Na świecie są takie ekipy, które tydzień w tydzień zapełniają stadiony. Kraków to duże miasto, Wisła klub z tradycjami, a jednak czasem odnoszę wrażenie, że wielu ludzi swoje przychodzenia na Reymonta uzależnia od rywala.Też to podobnie odbierasz?

Woytek z Bronowic: Niestety tak jest. Komplety robimy tylko na meczach z Legią i Sąsiadką. Mam wrażenie, że niektórym bardziej wtedy zależy na zamanifestowaniu niechęci do ekipy z Warszawy bądź z drugiej strony Błoń niż miłości do Wisły. Ale nienawiść to złe paliwo. Daleko na nim nie zajedziesz. Inaczej jest z miłością. Jak zaczniemy swoją miłość do klubu wyrażać poprzez małe gesty i systematyczną obecność na stadionie to możemy spowodować zmianę na lepsze. Komplety na Reymonta są możliwe tylko trzeba przestać oglądać się na innych i samemu zacząć działać.

zPwS: Pada śnieg, jest zimno, a w tv bogata oferta. W domu są też komputery. Co byś powiedział młodym ludziom, którzy jeszcze nie byli na meczu Wisły. Wisły, która gra w kratkę, a słabe mecze przeplata średnimi? Jak ich zachęcić do przyjścia na stadion?

fot. Woytek z Bronowic

Woytek z Bronowic: Zostawmy grę piłkarzy. Od tego jest trener, sztab i prezes. My jesteśmy kibicami. Naszym obowiązkiem jest kibicowanie i bycie na stadionie. Tak masz rację, w domu jest ciepło i wygodnie, ale w życiu chodzi o to, aby coś przeżyć, doświadczyć czegoś nowego. Nie byłeś nigdy na stadionie? To przyjdź z czystej ciekawości! Zobacz jak to jest, zrób coś nowego. Wyciągnij rodziców, kuzynów, kumpli. Przeżyjcie coś razem. Tylko w ten sposób powstają wspomnienia. Co będziesz opowiadał swoim wnukom za kilkadziesiąt lat? Że siedziałeś cały dzień przed monitorem? Raczej to słabe.

zPwS: Oczywiście ma Pan dużo racji i to wszystko co wszem i wobec Pan głosi – jest piękne. Chciałbym żeby ludzie coś wartościowego z tego wywiadu wynieśli, więc niezbędne będą trudne pytania. Szczera rozmowa dwóch starych wiślaków jest tutaj potrzebna. Jest Pan gotowy?

Woytek z Bronowic: Jasne!

zPwS: Mówi Pan pięknie. Każdy kupiony bilet, każda kupiona pamiątka i gadżet ma znaczenie w odbudowie klubu. Oczywiście się z tym zgodzę, ale tylko pod jednym warunkiem.To wszystko o czym Pan mówi ma znaczenie tylko wtedy, gdy te pieniądze od kibiców są wykorzystywane w sposób mądry. Zgodzi się Pan ze mną?

Woytek z Bronowic: Ale to jest oczywiste! Mam nadzieję, że tak się właśnie dzieje. Choć pamiętam i do dzisiaj „w pale mi się nie mieści”, że kibice okradali swój własny klub. Wstyd! Ale na razie, przy naszej frekwencji, z biletów nie ma nawet kasy na opłacenie wynajmu stadionu. Bo aby wyjść na zero – frekwencja musi być na poziomie 16 700. A tego nie robimy!

zPwS: Na Wisłę chodzę od 30 lat. Wielu moich znajomych również. Kilku z nich ma nawet dłuższy staż. Jesteśmy praktycznie zawsze i zawsze wspieramy klub w każdy możliwy sposób. Bierzemy również udział we wszystkich akcjach mających na celu poprawić kondycję finansową klubu i wie Pan co?

Woytek z Bronowic: Szacunek dla Pana i dla kolegów. Szacunek dla wszystkich, którzy przychodzą na stadion. Problemem jest to, że tak wielu kibiców zostaje w domu, bo im się nie chce przyjść na stadion. To „niechciejstwo” i ten brak wiary i systematyczności jest naszym problemem.

zPwS: Czujemy się oszukiwani. Wielu kibiców Wisły czuje się z tym źle. Proszę nie zrozumieć mnie źle, ale wydaje nam się, że to nie tak powinno wyglądać. Pan często mówi żeby nie oceniać piłkarzy, trenerów – gdyż od tego są prezesi. Nawołuje Pan do kibicowania, ale kibiców pewne rzeczy bolą. Wisła to klub, który kibicami stoi. Często są to ludzie którzy ciężko pracują. Muszą utrzymać swoje rodziny, dzieci, a mimo to zawsze znajdą jakiś grosz żeby wspomóc klub. To samo studenci, którzy często-gęsto ledwo wiążą koniec z końcem. Oni i wielu innych zrzucają się na ludzi, którzy z Wisły wyciągają horrendalne pieniądze, a nie dają w zamian nic. Nie ma jakości na boisku, często nawet brakuje woli walki. Są chwilę, a później znikają i na ich miejsce przychodzą inni – często jeszcze słabsi. To nas boli i uważamy, że nie idzie to w dobrą stronę.

Woytek z Bronowic: Rotacja była za duża. Jestem przeciwnikiem najemników. Też chciałbym Wisłę złożoną z wychowanków, ale na to potrzeba czasu. U nas przez lata zaniedbano szkolenie. Teraz wracamy do drużyny rezerw. Może owoce przyjdą. Też chciałbym, aby w Wiśle grali chłopcy z Podgórza, Bronowic, Nowej Huty i innych dzielnic Krakowa. Chciałabym żeby w Wiśle grali zdolni zawodnicy z Małopolski. Ale możliwe, że to się już nie zdarzy, bo rynek piłkarski się zmienia. Nie wiem czy przyjdzie czas wychowanków, ale chciałbym by tak się stało. A co do uczciwości to chciałbym, aby każdy kibic Wisły miał poczucie, że jego pieniądze są szanowane. I chciałbym, aby w klubowych gabinetach była świadomość, że kibice ciężko na swoje pieniądze pracują.

zPwS: Wielu kibiców i ja również – uważa, że pieniądze, które w klubie nie raz i nie dwa – zostawiają, są często „przepalane” na wysokie pensje słabych „grajków” z Hiszpanii i innych. Nie wracamy już do czasów, kiedy naszą Wisłą rządziła skrajna patologia, ale do czasów obecnych. Miała być transparentność, ale chyba jej nie ma. Co gorsze, nie widać specjalnie mądrego pomysłu na poukładanie tego. Ja,Pan i wielu innych ciężko pracujemy, żeby jeden z drugim lekką ręką, a raczej nogą podnosił kilkadziesiąt tysięcy z murawy i się śmiał. Kibicom do śmiechu jednak nie jest, zwłaszcza kiedy muszą oglądać grę tych piłkarzy.

Woytek z Bronowic: Jeśli chodzi o transparentność to się nie zgodzę. Myślę, że prezes Królewski był aż za bardzo transparentny. To musi być bardziej wyważone. Tego nie może być ani za dużo, ani za mało. Ale prawdą jest też, że nigdy się wszystkich nie zadowoli. Dla jednego będzie za dużo, a dla drugiego za mało. A co do piłkarzy, to mamy takich piłkarzy na jakich nas stać. Za lepszych trzeba płacić. Nie ma wielkiej piłki bez wielkich pieniędzy, a za nami ciągnie się jeszcze wielki ogon długów. Nie siedzę w szatni więc nie wypowiem się za piłkarzy, ale daleki byłbym od stwierdzenia, że piłkarzom nie zależy. W końcu jak wychodzisz na boisko to chcesz mieć radość z wygranej. To było widać po bramce na 3:2 z GKS-em. Ta radość przy ławce była szczera i spontaniczna.

zPwS: Proszę nie zrozumieć mnie źle. Mi tak jak i Panu zależy na tym żeby Wisła trwała mocna. Rozmawiamy, martwimy się i stąd ta dyskusja. Ilu kibiców tyle opinii. Nigdzie nie powiedziałem, że piłkarzom nie zależy. Bliższy jestem chyba stwierdzeniu, że oni po prostu nie potrafią. Ciężko zbudować drużynę z zawodników, których gdzie indziej nie chcieli. W takiej np. Hiszpanii – rzadko kiedy się mylą. My z takich budujemy i jeszcze im dużo płacimy.

Woytek z Bronowic: OK. Tylko każdy z nas musi zapytać sam siebie czy daje swojego maksa? Wymagajmy od piłkarzy, ale wymagajmy też od siebie. Wspieranie Wisły jest proste. Trzeba kupić bilet i przyjść na stadion. Bilety nie są aż tak drogie. Chyba każdego na nie stać. My nie potrzebujemy żadnych akcji, żadnych zrzutek. My potrzebujemy, żeby każdy kibic kupił bilet i przyszedł na stadion. Zróbmy frekwencję, stwórzmy atmosferę. Niech nam zazdroszczą w innych klubach. Bądźmy najlepszą i najliczniejszą publiką w Polsce. Róbmy, to co możemy. Nie znam kontraktów poszczególnych zawodników więc się nie wypowiem. Myślę, że Ci zawodnicy potrafią grać w piłkę.

zPwS: Przy Reymonta, na trybunach ma Pan mocną pozycję. Jest Pan osobą, która rzuca iskrę zainteresowania na innych. Inspiruje, zachęca i robi to każdego dnia bez względu na okoliczności. To się bardzo ceni. Na Wiśle widział Pan wiele, a więc i wspomnień dużo. Tych pięknych i tych najgorszych. Najpiękniejsze wspomnienie jakie Pan zabierze ze sobą do grobu, to?

Woytek z Bronowic: Zamierzam jeszcze trochę pożyć (śmiech), więc mam nadzieję, że do grobu zabiorę wspomnienia z gry Wisły w Lidze Mistrzów. Przez ponad 40 lat kibicowania Wiśle trochę tych wspomnień się uskładało. Każde zwycięstwo derbowe cieszy cholernie! Bo możemy grać z Realem, Barceloną czy Schalke, ale to pokonanie Sąsiadki smakuje najbardziej! No i jeszcze jedno chciałbym podkreślić. Ja jestem normalnym, szeregowym kibicem i takich, jak ja – na Reymonta jest bardzo wielu.

fot. Woytek z Bronowic

zPwS: A to najgorsze wspomnienie, które chce się z głowy wymazać?

Woytek z Bronowic: Szukam w głowie. Myślę, że każdy spadek. Absolutnie w naszej sytuacji nie powinniśmy dopuścić do tego ostatniego. Przy naszych długach, to jest krok samobójczy. No i przegrany mecz z Zagłębiem Sosnowiec. Wygrana dawała nam awans. W drugiej minucie wychodzimy na 1:0, mecz układa się cudownie i nie potrafimy wygrać. Wiśle za dużo przytrafia się takich potknięć.

zPwS: Pamięta Pan swój pierwszy mecz przy Reymonta? Kiedy to było i w jakich okolicznościach?

Woytek z Bronowic: U mnie w domu na Wisłę chodziło się od zawsze. Na mecze zabierał mnie dziadziu, który wchodził na legitymację sędziowską. Nie pamiętam swojego pierwszego meczu. Na pewno to już grubo ponad 40 lat na R22.

zPwS: Wróćmy do tego nieszczęsnego meczu z Zagłębiem, a potem jeszcze bardziej fatalnego barażu z Puszczą.Ten sezon skończył się brakiem awansu i ogólnie trzeba jak najszybciej o nim zapomnieć. Mamy jednak nowy sezon,ale i stare problemy. Chyba wniosków z poprzedniego sezonu jednak nie wyciągnięto. Dalej ten sam trener i dalej trend inwestowania w zagranicznych „grajków”. Naprawdę uważa Pan, że nie da się tej Wisły inaczej budować, tylko właśnie w taki sposób?

Woytek z Bronowic: Zawsze będziemy wracać do tematu pieniędzy. Wszystko się da, tylko trzeba mieć na to kasę. My mamy tyle, ile mamy. I budujemy w oparciu o to, co mamy. Gdybyśmy mieli kaskę, jak na początku ery Cupiała, to moglibyśmy szaleć na rynku.

zPwS: Mi jednak nie o szastanie pieniędzmi chodzi. Pytam, czy uważa Pan że budżetem jakim dysponujemy – da się te Wisłę budować bardziej rozsądnie niż obecnie?

Woytek z Bronowic: Po fakcie zawsze wydaje się, że można było zbudować coś lepiej. Budowa drużyny jest procesem. To nigdy nie jest zamknięte. To musi trwać. Ale ja jestem kibicem. Nie czuję się kompetentny, aby się wypowiadać. Nie znam szczegółów i uwarunkowań.

zPwS: Wróćmy więc do spraw kibicowskich. Jak się Panu podobała atmosfera na stadionie podczas ostatniej potyczki z Katowicami?

Woytek z Bronowic: Atmosfera na Wiśle zawsze jest dobra. Pełny młyn ma swój urok. Tak powinno być zawsze. Choć pewnie bez kary się nie obejdzie.

zPwS: Te race i środki pirotechniczne podobały się Panu? Jest Pan zwolennikiem tego typu wyrażania swojej miłości do klubu?

Woytek z Bronowic: Podobać się podobały, choć kara i kasa, którą trzeba będzie zapłacić zawsze boli. Ogólnie uważam, że za to nie powinno być kar. Każdy klub powinien mieć przeszkoloną ekipę od takich pokazów i tylko ta ekipa powinna odpowiadać za takie pokazy. Coraz bardziej zabierają nam wolność.

zPwS: Ja nie jestem ani zwolennikiem rac, ani ich przeciwnikiem. Uważam, że wszystko jest dla ludzi pod warunkiem, że jest to robione z głową. W każdym razie pytam, bo ostatnio do myślenia dała mi moja Córka, która na meczu zapytała wprost. Tato, a dlaczego jak wchodziliśmy na stadion to panowie z ochrony nie pozwolili mi wnieść mojego soczku, a ci ludzie odpalają petardy, race i nawet skaczą z nimi po dachu? Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Jednym wolno wszystko, innym nic?

Woytek z Bronowic: Dlatego trzeba tworzyć mądre prawo. Najłatwiej jest wprowadzić zakaz i potem czerpać z tego zyski. To nie jest ok.

zPwS: Prawo jest jakie jest. Skoro w naszym prawie i w regulaminach imprez sportowych jest zakaz używania środków pirotechnicznych to należy tego przestrzegać, a przynajmniej dobrze udawać, że się tego przestrzega. W Wiśle jest na to przyzwolenie, bo chyba nie wierzy Pan, że firma ochroniarska jest aż, tak nieudolna? Potrafią wyłapać 10-letnią dziewczynkę z soczkiem, a nie potrafią ludzi, którzy wnoszą cały arsenał środków pirotechnicznych?

fot. ST

Woytek z Bronowic: Taki mamy klimat. Grupy kibicowskie strzegą swojej niezależności. Po sytuacji z bojkotem kibiców Wisły widzimy, że wpływ grup kibicowskich na funkcjonowanie klubów w Polsce jest duży.

zPwS: Gdyby właścicielem Wisły był Woytek z Bronowic to zrobiłby coś z tym, czy zostawił jak jest?

fot. ST

Woytek z Bronowic: To jest chyba problem szerszy niż na poziomie Właściciel – Kibice. Myślę, że tu jest potrzebna współpraca wszystkich stron, właścicieli, klubów, kibiców, ustawodawcy i PZPN-u. A może nawet UEFA i FIFA. Coraz bardziej, w różnych przestrzeniach zabiera się ludziom wolność i to nie jest ok.

zPwS: Na początku wywiadu powiedział Pan: „zostawmy piłkarzy, przychodźmy na stadion i róbmy swoje” Wiele osób tak właśnie robi, ale ludzie dzisiaj są ambitni i chcą wymagać. Płacą i chcą dostać coś fajnego w zamian. W teatrze chcą obejrzeć dobrą sztukę, w kinie dobry film, a kiedy tak nie jest – to narzekają i mówią o tym głośno. Tak samo jest na Wiśle. To klub którym żyje wiele osób i te wiele osób tydzień w tydzień jest smutnych. Wierzy Pan jeszcze w tego trenera i tę grupę piłkarzy?

Woytek z Bronowic: Wymagać trzeba. To jest jasne! Wymagać trzeba od siebie. Wymagać trzeba od prezesa. Wymagać trzeba od piłkarzy i trenera. Skoro płacimy to mamy prawo wymagać. Żebyśmy mieli jasność. Mamy prawo oczekiwać jakości. Jeśli tej jakości nie będzie to Kraków ma na tyle szeroką ofertę wydarzeń kulturalnych, że ludzie wybiorą koncert lub wyjście do kina. Ostatnio poszedłem na mecz, a w tym samym czasie Kult grał koncert kilkaset metrów od stadionu Wisły. Wracałem wściekły bo zremisowaliśmy z Zagłębiem Sosnowiec. Ja na stadion wrócę ale wielu kibiców następnym razem wybierze ten czy inny koncert. Piłkarze muszą rozumieć, że kibice płacą za widowisko. Chcą wracać na zwycięską Wisłę. Nikt z nas nie lubi, jak Wisła przegrywa bądź remisuje.

zPwS: Nie odpowiedział Pan na pytanie. Wierzy Pan jeszcze w grupę tych ludzi?

Woytek z Bronowic: Kibic zawsze wierzy! Wierzę, w to, że w grudniu wygramy wszystkie mecze. Wierzę w awans w Pucharze Polski i wierzę w awans w tabeli. Wierzę, że zima będzie spokojna i że będą nieliczne ale mocne transfery, które podniosą jakość drużyny i pozwolą wywalczyć bezpośredni awans. Absolutnie nie chcę baraży, bo to granie z nożem na gardle. A Wiśle takie mecze nie wychodzą. Wierzę, także w kibiców. Wierzę, że każdy zrozumie, że jego bilet ma znaczenie i że warto chodzić na stadion. Nic fajniejszego niż bycie Wiślakiem nie mogło nam się przytrafić.

zPwS: Na najbliższym meczu ze Stalą na stadionie melduje się 33 tysiące kibiców i od teraz tak jest na każdym domowym meczu Wisły. Każdy z meczu wraca z jakąś pamiątką. Chyba mi się udzieliło od Pana (śmiech). Jeśli tak będzie, gdzie Wisła będzie w 2025 roku?

Woytek z Bronowic: 33 tysiące na Reymonta? Chciałbym, ale ucieszę się także z 22 tysięcy. Niech R22 oznacza także R(egularnie)22 tysiące na każdym meczu Wisły! Nie wiem jaki będzie rok 2025, ale w pierwszej połowie tego roku, po pierwsze; chciałbym aby Wisła zagrała w finale Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Niech to będzie finał z Cracovią wygrany przez nas 3:2, a potem chciałbym się cieszyć na Rynku z kibicami Wisełki z awansu do Ekstraklasy. Mam nadzieję, że z tych dwóch wydarzeń powstaną potem odznaki i powiększą moją wiślacką kolekcję.

zPwS: Kto według Pana był najlepszym piłkarzem jaki grał w koszulce z Białą Gwiazdą na piersi?

Woytek z Bronowic: Leszek Lipka!

zPwS: To życzę Panu, sobie i wszystkim kibicom Wisły mniej Janów Klimentów, Żanow Medvedow itp. wynalazków, a więcej takich piłkarzy jak Leszek Lipka!

Woytek z Bronowic: Dziękuję za rozmowę i też tego życzę nam wszystkim! Chciałbym żeby kibice Wisły czuli się odpowiedzialni za klub. Aby wyrażali to w konkretnym działaniu i żeby sami się nakręcali. Wierzę, że poprzez zakup biletów zrobimy Wiśle prezent na Mikołaja i bardzo licznie pojawimy się na meczu ze Stalą. Zróbmy Wiśle Mikołaja! 6-go grudnia podkładamy we wszystkich wiślackich domach bilety pod poduszkę,a 7-go widzimy się na Reymonta!

Rozmawiał: Z Piłką w Sercu (Sławomir Tomczyk)

***

Woytek z Bronowic – zakochany w krakowskiej Wiśle, kolekcjoner wiślackich odznak. Człowiek, który przy R22 widział wszystko. Łzy szczęścia i gorycz porażki – nie są mu obce. Na Reymonta czuje się jak w domu – czyli najlepiej!

ST
ST