Wróciła ona – niepowtarzalna Ekstraklasa

Po 47 dniach przerwy na ligowe murawy wróciła Ekstraklasa. Polscy kibice, spragnieni rodzimego futbolu, znów mogli usiąść przed teleodbiornikami i – zgodnie z tradycją – przeżywać wszystko: od zachwytu po bezradne kręcenie głową po strzale w aut. Pierwsza kolejka po zimowej przerwie udowodnia jedno – w tej lidze logika wciąż bywa gościem okazjonalnym.

GKS bezlitosny w Lubinie

Piątkowe granie rozpoczęło się w Lubinie. O godzinie 18:00 Zagłębie podejmowało GKS Katowice i trzeba uczciwie przyznać, że gospodarze zostali przez gości wypunktowani. Zespół trenera Rafała Góraka zaprezentował się na tle gospodarzy jak uczony na tle niedoświadczonego absolwenta.

Strzelanie w 2026 roku rozpoczął najlepszy zawodnik katowickiej drużyny – Bartosz Nowak. GKS imponował organizacją gry i spokojem, co w chłodny styczniowy wieczór robiło szczególne wrażenie. Przy takiej dyspozycji „GieKSa” nie powinna mieć większych problemów z utrzymaniem w lidze. W pierwszej połowie na boisku pojawił się również bukowianin Alan Czerwiński, który odnotował 45 minut gry na pozycji półprawego stopera.

Przerwane widowisko i wycieczka do Radomia

Na drugi akt piątkowych zmagań kibice będą jednak musieli poczekać dłużej, niż zakładano. Zawiodło oświetlenie stadionowe, a sędzia nie wyraził zgody na wznowienie gry przy racach odpalonych w sektorze kibiców gości. Zorganizowana grupa sympatyków Arki Gdynia – zamiast piłkarskich emocji – udała się na nieplanowaną wycieczkę do Radomia. Wiadomo już, że koszty mikrobusa pokryje Radomiak. Gest godny odnotowania.

Górnik na plus, nowe twarze i lider Khlan

Sobotę rozpoczęto w Zabrzu, gdzie ponad 24 tysiące kibiców głośno wspierało swoich ulubieńców. W składzie Górnika zabrakło już Ousmane Sow’a, którego talent oglądać będą teraz kibice Brøndby. Jego zastąpienie nie będzie łatwym zadaniem.

Na stadionie im. Ernesta Pohla zaprezentowały się trzy nowe twarze: Lucas Sadilek, Brandon Domingues oraz Borislav Rupanov. Najlepsze wrażenie pozostawił ten ostatni – od pierwszych minut toczył twarde pojedynki z Jakubem Czerwińskim i pokazał, że gra tyłem do bramki jest jego znakiem rozpoznawczym. Na ocenę umiejętności strzeleckich trzeba jednak jeszcze poczekać.

Liderem ofensywy Górnika był Maksym Khlan. Ukraiński skrzydłowy dwoił się i troił, przejmując rolę pierwszoplanowej postaci w zespole trenera Gasparika. Piast Gliwice postawił trudne warunki, lecz ostatecznie musiał uznać wyższość gospodarzy. Gole Khlania i Erika Janży zapewniły Górnikowi komplet punktów.

Jaga studzi Widzew

O 17:30 piłkarska karuzela przeniosła się do Łodzi, gdzie zapowiadano hit kolejki. Widzew podejmował Jagiellonię, a huczne zapowiedzi łodzian szybko zostały zweryfikowane przez drużynę Adriana Siemieńca.

Mecz nie zachwycił – podobnie jak stan murawy przy al. Piłsudskiego. W grze gospodarzy dominowały niedokładności i chaos, a spore środki pieniężne wydane na wzmocnienia na razie nie znajdują odzwierciedlenia na boisku. Najładniejsza akcja spotkania należała do gości: Wdowik dograł w pole karne do Jesúsa Imaza, ten z kolei jednym magicznym kontaktem obsłużył Bartosza Mazurka. 19-latek bez problemu zamienił sytuację na gola i potwierdził, że jest kolejną perełką białostockiej akademii.

Kolejne trafienia dołożyli Pululu oraz Wojtuszek. Widzew odpowiedział jedynie golem Sebastiana Bergiera w 89. minucie.

Lech znów zawiódł

Na zakończenie sobotnich zmagań doszło do sporej niespodzianki. Lech Poznań, który często rozczarowuje swoich kibiców, ponownie nie stanął na wysokości zadania. Tym razem lepsza okazała się Lechia Gdańsk.

Porównując składy obu drużyn, różnica na papierze jest wyraźna na korzyść gospodarzy. Z ławki Lecha wchodzili Luis Palma oraz Patrik Wålemark – piłkarze warci więcej niż niemal cała kadra Lechii, może z wyjątkiem Tomáša Bobčka. Na boisku tej przewagi jednak nie było widać. Gdańszczanie wygrali 3:1, bezlitośnie obnażając słabości defensywne „Kolejorza”. Szykuje się niełatwa runda dla poznaniaków.

Ekstraklasa wróciła w swoim niepowtarzalnym stylu. Liga, w której nic nie jest oczywiste, a przewidywalność bywa pojęciem abstrakcyjnym. Przed niedzielnymi meczami w strefie spadkowej znajdują się Widzew i Legia – fakt, który sam w sobie najlepiej oddaje specyfikę tych rozgrywek. Kto próbuje tłumaczyć Ekstraklasę logiką, skazany jest na porażkę. I właśnie za to ją kochamy. Tęskniliśmy.

Kowal

kowal
kowal

Dodaj swój pierwszy komentarz do tego posta