WYZNANIA ZGORZKNIAŁEGO WIŚLAKA

O kibicach jest wiele powiedzeń. Jedno z bardziej wyświechtanych to: „kibicem się jest, a nie tylko bywa”. Jak to dumnie brzmi. Tylko jest dość trudne do wykonania. Weźmy na tapetę mnie – kibica Wisły Kraków, który na pierwszy mecz przy Reymonta pojechał blisko ćwierć wieku temu. Bilety kupił wujek, wieloletni fan Wisły.

Przełom wieków to były piękne czasy dla Wisełki – Franek Smuda, który czynił cuda, potem legendarny Henio Kasperczak. Na stadionie śpiewaliśmy „dwie bramki Żurawski, dwie bramki Frankowski i Wisła jest Mistrzem Polski”. Na tym samym stadionie, gdzie nie było jeszcze trybun za bramkami, tylko pożółkłe kolumnady, a sektor gości mieścił się w narożniku i bardziej przypominał klatkę w zoo niż piłkarską trybunę.

Tak się kibicowało w latach 90. XX wieku na meczach wyjazdowych,
foto: https://www.facebook.com/kibicowskielata90te

Warunki siermiężne, ale co to była za Wisła. Drużyny nie przyjeżdżały na Reymonta po punkty, tylko po jak najniższy wymiar kary. Powiedzmy sobie szczerze – łatwe życie miał wtedy kibic Białej Gwiazdy. Co prawda pod trybuną można było zjeść co najwyżej parszywą kiełbachę, a za potrzebą stało się po kostki w błocie w długiej kolejce do toi toia, ale nikt się tym wtedy nie przejmował.

Wisła mierzy się ze słynną FC Barceloną w 2001 r.
foto: https://przegladsportowy.onet.pl

Na płotach płonęły szaliki Cracovii, a na murawie czarowali wspomniani Żuraw z Frankiem do spółki z Szymkowiakiem, po skrzydle śmigał Kosowski, w obronie rządzili Głowacki z Baszczyńskim. Brożkowie i Błaszczykowski to była dopiero pieśń przyszłości. Na bramce było w tym czasie kilku słabiaków, ale roboty to oni za wiele nie mieli.

Sny o piłkarskim raju

Mistrzostwo Polski było traktowane w Krakowie jako standard. Brak mistrzostwa to był wypadek przy pracy. Marzeniem była za to Liga Mistrzów. Sen o piłkarskim raju, który śnili wspólnie kibice i właściciel Bogusław Cupiał. Jako młody człowiek sam mocno wierzyłem, że Champions League zawita do Polski – choć ryzyko było takie, że mecze trzeba będzie grać poza Krakowem, bo stadion Wisły nie spełniał wymogów UEFA. Ale to żaden problem. Kolejne mistrzostwo odhaczone, przed nami eliminacje do LM, a tam na drodze Inter Mediolan, Real Madryt i FC Barcelona. No i nie udało się, choć z Panathinaikosem awans był o włos. Oczywiście po drodze były te wszystkie legendarne mecze w Pucharze UEFA, które do dziś kibice w Polsce wspominają z rozrzewnieniem: Parma, Schalke, Lazio. Z Parmą murawa była tak dziurawa, że Kosowski bramkę strzelił rykoszetem od kępy wyrwanej trawy. Na meczu z Lazio w Krakowie murawa już nie była dziurawa, tylko wyglądała jak przyklepane ściernisko. Na trybunie prawie odmroziłem tyłek, a po meczu zostało tylko zgrzytanie zmarzniętych zębów. Za to kilka lat wcześniej w ciepłe popołudnie ryczałem z zachwytu razem z całym stadionem, gdy Wisełka odrabiała straty z Realem Saragossa (wtedy bardzo mocna drużyna). Obcy ludzie wpadali sobie w ramiona i obściskiwali się w sportowej ekstazie.

Biała Gwiazda świętuje kolejne Mistrzostwo Polski,
foto: https://wiadomosci.onet.pl

Czarne chmury nad Reymonta

Ta piękna bajka Wisły nie trwała jednak wiecznie. Dla Tele-Foniki Cupiała przyszły w końcu gorsze czasy, a że biznesmen z Myślenic w Białą Gwiazdę inwestował własne pieniądze to i sportowo było trochę słabiej. Co prawda za trenera Skorży wszystko wydawało się być na swoim miejscu – Wisełka nadal rządziła na ligowym podwórku, choć w europejskich pucharach raczej zawodziła. Niestety ambicja Bogusława Cupiała zaczęła przerastać jego i klubowe możliwości – poczyniono spore inwestycje finansowe, które miały się zbilansować z przyszłymi wpływami z Ligi Mistrzów. Tylko że znowu się nie udało. Klub został więc z piłkarzami i trenerami na wysokich kontraktach. Gdy chciano się kogoś pozbyć, to trzeba było płacić sowite odszkodowanie. Długi rosły i z czasem sukcesów sportowych było coraz mniej. Coś co wcześniej wydawało się absolutnie niemożliwe, stało się faktem – Wisła z ligowego dominatora stała się średniakiem. Przyznam szczerze, że przyczynę widziałem jedynie w mniejszych inwestycjach Tele-Foniki w klub. Choć gdyby faktycznie chodziło wyłącznie o biznesy Cupiała to pewnie wcale nie byłoby tak źle…

“Tak się bawi, tak się bawi Wisełka”?
foto: https://ultras-tifo.net

Tymczasem Wisła została zarażona śmiercionośną chorobą. „Nóż w głowie Dino Baggio” pewnie każdy pamięta. Podobnie jak niesławnego Miśka, który rzucił „motylem” z trybun prosto we włoskiego piłkarza w 1998 r. Ale pewnie nie każdy wie, że ten sam chuligan po wyjściu z więzienia stał się liderem jednego z najgroźniejszych i najbardziej bezwzględnych gangów w kraju – Wisła Sharks. Najgorsze, że Misiek i jego „rekiny” w pewnym momencie nie tylko przeniknęli w struktury klubu, ale sprytnym fortelem członkowie gangu weszli w skład zarządu Wisły. Tak – przestępcy zaczęli mieć formalny wpływ na mój klub. Obok Cupiała w lożach VIP Wisły zaczęli kręcić się ludzie, którzy biegali po Krakowie z maczetami i rzucali sztachetami w Policję. Ja oczywiście byłem tego kompletnie nieświadomy. Oglądałem mecze Wisły, przeżywałem każdy sukces i porażkę.

Ale czy nie przesadzam z tymi „przestępcami”? Może to i były zbóje, ale w sercach przecież mieli Wisełkę. Mało razy bili się za swój klub? Przecież o to im chodziło? O Białą Gwiazdę, prawda? Otóż nie – chodziło o władzę, terytoria, pieniądze i handel narkotykami. A że gangsterska starszyzna wysługiwała się w tym celu młodocianymi chłopakami, to karmiła ich tłustymi kawałkami o honorze, miłości do klubowych barw i „Świętej Wojnie”. Tymczasem liderzy gangu Wisły i Cracovii robili czasem wspólne interesy i dzieli się łupami. To była choroba, która toczyła mój klub. Bogusław Cupiał w którymś momencie podjął decyzję, że sprzedaje udziały w Wiśle i wtedy zaczęła się prawdziwa degrengolada.

A w co wierzysz? W nic nie wierzę!

Wisła po cichu została rozszarpana na kawałki. Z dawnej chwały zostały tylko nostalgiczne anegdoty, a poza tym zgliszcza. Dlaczego? Bo bandyci, choćby cali obwiesili się flagami Wisły, to dalej pozostaną pospolitymi złodziejami. Tylko to potrafią robić, tylko na osobistym zysku im zależy. Ja przez lata wydawałem pieniądze na karnety i bilety, a na kasach siedziały dziewczyny gangsterów, które część pieniędzy brały do kieszeni. „Koniki” pod stadionem? Koledzy sharksów, bilety wynosiły im wspomniane dziewczęta z kas. Nie raz wrzucałem pieniądze do puszek na stadionie – zbierano na oprawy meczowe…a raczej na luksusowe ciuchy i samochody szemranego towarzystwa. Składałem się na olkuską flagę wywieszaną na trybunach. Chcę wierzyć, że chociaż w tym przypadku całość kwoty poszła na właściwy cel, bo pieniądze zbierał lokalny kolega, a nie krakowski rekin.

Patologia w Krakowie – kibole zastraszają piłkarzy Wisły na treningu
foto: https://tvn24.pl

Mimo, że klubem zarządzali przestępcy i kradli na potęgę, to kibole, nazywający się “stowarzyszeniem kibiców”, zażądali jeszcze by Wisła od każdego sprzedanego biletu przekazywała im procent dochodu. A jako, że ktoś w klubie się nie zgodził – to stadion został “ostrzelany” środkami pirotechnicznymi przy okazji jednego z meczów. Wychodzi na to, że nie ma za wiele honoru i braterstwa wśród złodziei… . Z klubowej kasy pieniądze płynęły potokiem na poczet lewych umów i usług rzekomo świadczonych dla Wisły. W końcu Pani Prezes i jej bliscy głodem przymierać nie będą. A że jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów zdychał na naszych oczach? A kto by się tam przejmował? Kasa miała się zgadzać na kontach bandziorów, bo już piłkarzom niespecjalnie. Chcielibyście pracować pół roku za darmo? A do tego wysłuchiwać tyrad od ośmielonych bezkarnością kiboli wpuszczanych na treningi zespołu? Piłkarze też nie, dlatego niektórzy zaczęli rozwiązywać kontrakty z winy klubu.

Czy pacjent ma jeszcze puls?

Dla mnie czarę goryczy przelała książka „Wisła w ogniu” Szymona Jadczaka. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ceni tego dziennikarza ze względu na podejmowane przez niego kontrowersyjne tematy, nie każdy też pała miłością do stacji TVN, z którą Jadczak jest związany. Ale oddajmy cesarzowi co cesarskie: „Wisła w ogniu” to znakomita dziennikarska robota, oparta na śledztwie, którego większość nie chciała lub po prostu bała się podjąć. Wliczając w to krakowskie władze i tamtejszy wymiar sprawiedliwości. Z resztą jak miało być inaczej skoro na loży Wisły wódkę wspólnie pili kibol, biznesmen, prokurator, adwokat i sędzia?

Smutna rzeczywistość w krakowskiej Wiśle w drugiej dekadzie XXI w.
foto: https://tvn24.pl

Część tego o czym napisał Jadczak w momencie wydania książki już wiedziałem, pozostałe mogłem tylko podejrzewać, o wielu sprawach nie miałem pojęcia. Na pewno przerosła mnie skala opisanego procederu. Książka odarła mnie z wszelkich złudzeń jako kibica. Coś we mnie pękło, nie byłem w stanie już patrzeć na Wisłę jak dawniej. Poczułem się zdradzony i oszukany. Przez lata inwestowałem swój czas, pieniądze i przede wszystkim masę emocji w klub, który sam siebie zjadał od środka, kibiców i inwestorów traktując jak naiwne, dojne krowy. Czy mój cynizm był uczciwy wobec klubu, jego pięknej historii i tradycji? Wtedy w ogóle o tym nie myślałem. Byłem zdegustowany wszystkim co z Wisłą związane, nic chciałem mieć z klubem nic wspólnego.

Światełko w tunelu

Po oburzeniu często przychodzi obojętność. Tak właśnie miałem z Wisłą w okolicach 2019 roku. Zupełnie wyparłem klub ze swojego życia. Przestałem sprawdzać wyniki, nie interesowało mnie nawet kto zdobywa Mistrzostwo Polski. Bo zaangażowanie groziło wyłącznie goryczą rozczarowania – polska piłka faktycznie okazała się absolutnym szambem. Ktoś teraz powie: „to co z ciebie za kibic?”. Pewnie marny, zgorzkniały i rozczarowany. Ale nie chorągiewka czy kibic sukcesu. Bo sam fakt, że klub któremu kibicuje nie odnosi wielkich sukcesów wcale mi nie przeszkadza. Odwrócić się od zespołu, bo nie zdobywa trofeów to jedno, ale zupełnie czymś innym jest porzucenie klubu, który sam siebie ciągnie w otchłań, który za nic ma kibica i stał się fasadą do brudnych interesów bandy kryminalistów. Dlaczego miałbym się z tym utożsamiać i finansować taki proceder?

Jak na ironię, w momencie gdy ja Wisłę i polską piłkę ignorowałem – pojawiło się światełko w tunelu. Presją na Wisłę zrobiła się tak wielka, że w końcu z przytupem do klubu wkroczyła prokuratura, a gangsterskie układy posypały się jak domek z kart.

Nagle ci ludzie, którzy w deklaracjach kierowali się honorem i lojalnością zaczęli śpiewać na przesłuchaniach tak, że nie powstydziłaby się Krakowska Opera. Przestępcy z klubu uciekli, więc w końcu pojawiła się opcja przejęcia Wisły przez poważnych ludzi. Wyzwania podjął się Kuba Błaszczykowski – prawdziwa ikona Białej Gwiazdy i reprezentacji Polski, do spółki z biznesmenem Jarosławem Królewskim. Problem był taki, że ratownicy zastali stajnię Augiasza – długi, wierzycieli, drużynę rozbitą sportowo i formalno-prawny bajzel. Tego nie dało się posprzątać za dotknięciem magicznej różdżki. Oczywiście Kuba i jego ekipa robili co mogli, ale Wisła stanęła na krawędzi upadku.

Zatrzymanie Pawła M. “Miśka” – herszta krakowskich Sharksów. To początek końca jego gangu.
foto: https://weekend.gazeta.pl/

Niewierny Tomasz wraca na Reymonta

Mnie tymczasem niespecjalnie to obchodziło. Wieści, że klub ze względu na fatalną kondycję finansową może w wypaść z rozgrywek PZPN i będzie konieczność startu „nowej” Wisły z poziomu B-klasy, przyjąłem z uśmiechem politowania. Może w takim razie i ja zagram z Białą Gwiazdę na piersi? W 8. lidze kilka bramek przecież strzelę. Ostatecznie Wisła spadła, ale “tylko” z Ekstraklasy do 1 Ligi. Mimo degradacji do drugiej klasy rozgrywkowej – kryzys udało się zażegnać. Oczywiste, że Wisła nigdy nie powinna się znaleźć w takim położeniu, ale nikt już nie mówił o widmie upadku klubu. Można powiedzieć że wróciła względna “normalność” (o ile można tak określić zaistniałą sytuację), choć już powrót do piłkarskiej elity będzie pewnie długi i trudny. Ja tymczasem futbol oglądałem, ale w wykonaniu drużyn hiszpańskich i angielskich. Gdy Biała Gwiazda przegrywała baraż o Ekstraklasę, grałem z kolegami na orliku, o tym że są jakieś baraże uświadomił mnie kumpel sprawdzający wyniki na telefonie. Chciałbym powiedzieć, że dołożyłem cegiełkę do ratowania Wisły, ale było by to kłamstwo… .

Kuba Błaszczykowski na pomoc Białej Gwieździe.
foto: https://www.rp.pl/

I tak by to pewnie trwało, gdyby nie pewne zrządzenie losu. Jednego razu szwagier kupił bilety na Wisłę dla siebie i swoich dzieci. Ale że nie mógł jechać – bilety wręczył mnie i mojej żonie. No i pojechaliśmy razem z dzieciakami szwagra. Stwierdziłem, że co mi tam, dawno nie byłem na Reymonta, raz można skoczyć. Ubrałem zwykłą czerwoną koszulkę, którą miałem w szafie. No cóż, na następnym meczu byłem już w koszulce z herbem Wisły i klubowym szalikiem. Zaczęło się poszukiwanie koszulki meczowej, bo w oficjalnym sklepie zabrakło mojego rozmiaru. Ile ona kosztuje? A czy to ważne?! Stara miłość jednak nie rdzewieje. Natychmiast powróciły stare wspomnienia i emocje, przyśpiewek nigdy nie zapomniałem. Doskwiera mi, że Wisła gra w 1 Lidze, ale taka jest rzeczywistość i trzeba się z nią zmierzyć. W każdym razie od czasu „szwagrowych” biletów, staram się jeździć na każdy mecz w Krakowie, a “wyjazdy” oglądam w TV.

Wisełko TY najlepszych kibiców w Polsce masz!?

Co znaczy być kibicem Wisły Kraków? Kiedyś to była łatwizna. Przychodziło się na stadion, drużyna odgrywała praktycznie każdego – śpiewało się: „Que sera sera, Wisełka 3 punkty ma” i do domu. Nawet FC Barcelona nie była straszna przy Reymonta 22. Dziś trzeba przyjąć do wiadomości, że na końcówkę 2023 roku Wisła tkwi w środku tabeli na drugim poziomie rozgrywkowym. Czy jestem dobrym kibicem? Pewnie nie. Dużo narzekam, wygaduje swoje piłkarskie “mądrości” po nieudanych akcjach Wisły. No i na kilka lat porzuciłem Białą Gwiazdę. To co działo się z klubem to było dla mnie po prostu za dużo. Dumny z tego nie jestem. Ale wróciłem – trochę z przypadku, ale jednak jestem. Żona się dziwi, że nagle tak ochoczo chce jeździć na mecze do Krakowa. Za to ona chciałaby pójść na sektor C, gdzie zasiadają najzagorzalsi kibice Białek Gwiazdy, więc uczę ją Wiślackich przyśpiewek.

Na sektorze C, w czasach Sharksów można było dostać w łeb od cwaniaczków, którzy uznali, że za słabo kibicujesz. Jest takie nagranie gdzie młody chłopak i jego dziewczyna są szarpani i opluwani przez bandę stadionowych troglodytów. Dziś po tych ludziach nie ma śladu, zwinęli się ze swoimi flagami i “pozdrowieniami do więzienia”. Swoje niegdyś dumnie noszone tatuaże rekinów dziś zakrywają ze wstydem. Niech tu nigdy nie wracają, łapy precz od Białej Gwiazdy!

Zmodernizowany stadion Wisły na ul. Reymonta 22.
foto: http://stadiumdb.com/

Obecnie za Wisłą ciągnie się sprawa bójki pseudokibiców w Radłowie, podczas której zginął jeden z jej uczestników. O śmierć oskarżono kibiców z Krakowa i kluby przestały wpuszczać fanów Wisły na sektory dla gości podczas meczów wyjazdowych Białej Gwiazdy. Co ma bitka bandziorów pod Tarnowem do ludzi przychodzących na stadiony – nie wiem. Nie rozumiem też czemu polskie kluby wzięły się za wymierzanie “sprawiedliwości” w taki sposób. Ostatecznie okazało się, że kibol w Radłowie zmarł od wybuchu środków pirotechnicznych które miał w ręku, a nie od pobicia, ale “ban” kibiców Wisły trwa. Grupy wyjazdowe innych klubów też nie przyjeżdżają na stadion przy Reymonta. Takie piłkarskie piekiełko po polsku. Oczywiście nie twierdzę, że kibolstwo z Krakowa wyparowało, a piłkarska patologia poszła w zapomnienie. Aż tak naiwny nie jestem. Bez względu na to ja na stadion chodzę i czuję się bezpiecznie, nic się tam złego nie dzieje. Wisłą, jak się wydaje, zarządzają porządni ludzie, choćby po drodze popełniali wiele błędów. Mimo spadku do 1 Ligi na każdy mecz Białej Gwiazdy przychodzi po 13-15 tysięcy osób, czyli więcej niż na wiele meczów Ekstraklasy. Nie zasłużyliśmy sobie na to, żeby oglądać mecze na drugim poziomie rozgrywkowym, ale podobno najciemniej jest zawsze przed świtem. A kibicem się jest, a nie tylko bywa.

Z Piłką w Sercu (Szymon Klich)

***

Felieton wyraża prywatne przemyślenia autora i niekoniecznie jest zgodny z poglądami innych redaktorów portalu.

Szymon Klich
Szymon Klich