Z rozmyślań przy śniadaniu#5

Tylko Fundacja Nautilus na czele z wielce szanownym Prezesem Robertem Bernatowiczem jest w stanie wyjaśnić to, co wczoraj stało się w Krakowie podczas meczu Puszczy Niepołomice z Jagiellonią Białystok. Ci sami ludzie powinni rzucić okiem na to, co stało się w Radomiu, gdzie zawitał Lech Poznań. W naszej lidze pewne jest jedno, że nic nigdy do samego końca pewne być nie może.

Nie do wiary

Program ten niestety już zaprzestał ukazywanie się w naszych odbiornikach telewizyjnych i choć emitowany był od 1996 roku, to ostatni raz widziano go w stacji TTV w 2013 roku. Dawno, dawno temu, ale wcale nie znaczy to, że cuda zniknęły. Rzeczy i zjawisk, których nie sposób wyjaśnić jest nadal mnóstwo.

Fundacja Nautilus

Jesteśmy po przejściu potężnego sztormu o wietrze przekraczającym 10 w skali Beaufort’a. Dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności i pomocy „z gwiazd” wychodzimy z tego mrocznego czasu próby i zmiany, a zaczynamy etap „Nautilus 2.0”. Wiele rzeczy będzie innych, ale te najważniejsze pozostaną takie same.

Taki cytat bije po oczach na głównej stronie Fundacji. Znaczy to, że wszystko tam znów jest w porządku i może ktoś z nich nad naszą ekstraklasą kiedyś się pochyli. Ja wyjaśnić tego nie potrafię, a tam ludzi kompetentnych nie brakuje.

Grająca z polotem białostocka Jagiellonia do przerwy biła Puszczę bez litości. Strzelaninę rozpoczął z rzutu wolnego – oczywiście Bartłomiej Wdowik. Kopnął lewą nogą, piłka odbiła się od stojącego w murze Hajdy i wpadła pod poprzeczkę bramki strzeżonej przez Zycha. Olkuszanin w październiku w meczu z Cracovią również zapakował piłkę do tej samej bramki, oczywiście z rzutu wolnego. A mówią, że nic dwa razy się nie zdarza.

Bartłomiej Wdowik w tym meczu bardzo chciał wypaść dobrze, bo na trybunach pojawiła się delegacja jego macierzystego klubu OKS-u Słowik. Gdyby nie ci ludzie, to kto wie czy Olkusz miałby swojego reprezentanta w PKO BP Ekstraklasie. Poczynania Bartka z trybun stadionu Cracovii uważnie obserwowali założyciel Słowika – Prezes Rafał Pięta, pierwszy jego trener – Marcin Sosiński i obecny prezes klubu – Jan Sarecki. Ich oczy cieszyła dobra gra Jagi, bo do trafienia Wdowika, gola dołożył również Nene i Imaz. Wydawało się do przerwy, że jest po wszystkim, ale gdzie tam.

Puszcza nie poddała się i parła do przodu, a przyjezdni gubili się. Mecz był fajny dla oka, cios z cios, akcja za akcję. To co jednak się wydarzyło to zostawiam Fundacji Nautilus. Niech oni się z tego tłumaczą. Gol Siemaszki i dwa razy z karnych Craciun i remis 3:3. Nie do wiary! Przykro tylko, że liczba widzów na tym spektaklu nie dobiła nawet do 2 tysięcy. Gdyby nie liczna grupa kibiców gości, z tą frekwencją byłoby jeszcze gorzej.

W Radomiu podobnie

Lech w gościnie u Radomiaka grał poprawnie i pewnie. Na tyle poprawnie, że do 50.minuty prowadził 2:0. Gole dla Kolejorza zdobyli Nika Kwekweskiri i Joel Pereira. I co? I wygrać się im nie udało. Gospodarze do wyrównania doprowadzili w szóstej minucie doliczonego czasu gry za sprawą Leonardo Rochy. Wcześniej siatkę Lecha sprawdził Dawid Amrabowicz i remis jak malowane.

Warto odnotować powrót do pierwszego składu bukowianina – Alana Czerwińskiego, który rozegrał cały mecz i oby tak już zostało na stałe. Warto też zwrócić uwagę, że do gry po wielomiesięcznej przerwie wrócił zawieszony przez FIFA – Bartosz Salamon. Lech mimo straty punktów przerwę zimową spędzi na podium.

W Łodzi przy komplecie widzów padł Widzew. Pogoń okazała się lepsza o jedno trafienie i tyle z tego meczu, bo te dwa wcześniejsze zdecydowanie przyćmiły wszystko.

Barcelony, Reale, Bayerny…

nudzą i irytują. Jest ich po prostu wszędzie pełno. Kiedy nie weźmiesz do ręki pilota, zawsze gdzieś te kluby się przewiną. Jedno i to samo. Wiecznie wygrywają, a jak przegrają to wszyscy o tym huczą. Pohukiwania zachwytu coraz głośniej za to płyną z dołów angielskiej Championship. Tam o życie dzielnie walczy Sheffield Wednesday. Wczoraj po bramce samobójczej, popularne Sowy przegrywały z QPR na własnym stadionie, aż do 86.minuty. Od czego jednak jest młodość, polot i finezja? 18-letni Bailey Cadamarteri wyrównał, a gola dającego upragnione 3 punkty, zdobył – Anthony Musaba.

Sowy odniosły czwarte w tym sezonie zwycięstwo, mają 16 punktów. Światło żeby wyjść z gniazda i dumnie usiąść na gałęzi – już widać. Oby się im udało.

Z Piłką w Sercu (ST)

ST
ST